literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.10.21 z dnia: 06-05-2016)
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Załóż konto
lub
Zaloguj się
Zamiast wadliwego i niebezpiecznego
Internet Explorera
polecamy:

Opera Web Browser
lub:
FireFox Web Browser


Poczytaj więcej tutaj:
Nowoczesne przeglądarki
Wiersz z listy autora o pseudonimie zingara
<< Poprzedni wiersz tego autora Następny wiersz tego autora >>
Pokaż wszystkie wiersze tego autora Dodaj do ulubionych
Zmutowane witraże
(Wybrany fragment)



Znów zbliża się noc, wstrzymuję oddech, by nie poczuć smrodu, a przecież niedawno odnawiałam mieszkanie. Nie, nie staram się zamykać oczu, bo i po co, zawsze wracasz, przenikasz przez ściany, kładziesz się obok, pochłaniając wzrokiem, jakbyś chciał wyssać ostatnią kroplę krwi, zamienić w kokon i zabrać ze sobą do miejsca, z którego nie ma powrotu. Unicestwić? Czy wskrzesić? A przecież to ja pożądam twojej krwi, gdy wcielasz się we mnie jak wampir o wielu twarzach, stajesz się zwierzęciem, bestią która leży ze mną w barłogu.

Tylko dlaczego zawsze jest tak cicho. Znów czuję ciarki na skórze, robi mi się niedobrze - mamroczę - a ty nic nie mówisz, nigdy nic nie mówisz - cholera chyba oszalałam.

Rano jak każdego dnia Justyna wstała bardzo zmęczona, a raczej przygnębiona majakami, które ją dręczą każdej nocy - nocy w których śni
na jawie, zwijając się w kłębek jak mały kociak, bezradny, osierocony, z usuniętymi strunami głosowymi i zlana potem z martwego morza w którym nie sposób się utopić.

Gdybym tak mogła cofnąć czas, poprzestawiać nie tylko zegary - pomyślała - smętnie się uśmiechając do jedynego lustra, pozostałe w napadzie szału porozbijała. Pamiętnego dnia zbierając kawałeczki potłuczonego szkła, dostrzegła zdjęcie, pokaleczonymi dłońmi rwała na strzępki, czując ich ból i łzy zmieszane z krwią. Od tego czasu doznawała przeświadczenia winy. Jej winy - co ze mnie za dziwka - powiedziała na głos, starając się doprowadzić do stanu używalności.

Boże — przepoczwarzam się w upiora, z osteolizami w oczodołach zamiast źrenic, bez ostrych krawędzi, a jednak wbijają się i rozrywają od środka, szukają wyjścia niczym wulkan, który wypluwa z siebie paskudztwo.

- Nie żyję dla ciebie! - znów ten głos wydobywający się z lustra, ledwo słyszalne słowa jakby były oddalone o milion lat świetlnych od jej galaktyki. Powracają. Łącząc cholerne rozdwojenie jaźni w jednolitą masę. Po dwóch stronach zaparowanego szkła odżywa miłość. Tylko do kogo?

E tam, cholerne brednie — w pośpiechu szukam relanium.
Jestem bezcenna w tym szarym świecie!
Opublikowany: 24-09-2017 20:08 przez: zingara
Dodaj komentarz
Właściciele serwisu nie odpowiadają za treść umieszczanych utworów i komentarzy. Wszelkie uwagi prosimy kierować bezpośrednio do ich autorów. Wszystkie utwory i komentarze zamieszczone na stronie podlegają ochronie. Zabrania się ich kopiowania, przetwarzania lub rozpowszechniania bez zgody autorów.
Komentarze (0)
Ten utwór nie posiada jeszcze żadnych komentarzy
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Strona wygenerowana w: 0.0031 s