literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.10.21 z dnia: 06-05-2016)
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Załóż konto
lub
Zaloguj się
Zamiast wadliwego i niebezpiecznego
Internet Explorera
polecamy:

Opera Web Browser
lub:
FireFox Web Browser


Poczytaj więcej tutaj:
Nowoczesne przeglądarki
Wiersz z listy autora o pseudonimie werbia
<< Poprzedni wiersz tego autora Następny wiersz tego autora >>
Pokaż wszystkie wiersze tego autora Dodaj do ulubionych
 
Komunikacyjny komunał
- Czy warto ze ślepym rozmawiać o kolorach?
Niewidomy z niewiadomej przyczyny
nie zobaczy przejęzyczenia. Dotknij mnie!
Dotknij, proszę. Mów głośniej, mów


ciszej. - Brakuje mi zielonego,
a jeszcze bardziej niebieskiego,
czerwony co roku nam dojrzewa,
a po żółty wyjdę z tobą przed dom.

- Czy warto z głuchym słuchać świerszczy?
Dotknij mnie! Dotknij, proszę. Mów
głośniej, mów ciszej. Przemigajmy niszę.

- Widzisz ręce nie mowy? Są piękne.
Opublikowany: 05-05-2009 19:42 przez: werbia
Dodaj komentarz
Właściciele serwisu nie odpowiadają za treść umieszczanych utworów i komentarzy. Wszelkie uwagi prosimy kierować bezpośrednio do ich autorów. Wszystkie utwory i komentarze zamieszczone na stronie podlegają ochronie. Zabrania się ich kopiowania, przetwarzania lub rozpowszechniania bez zgody autorów.
Komentarze (31)
Autor wiersza, do tej pory anonimowy, został ujawniony. Zapraszamy do publikacji kolejnych komentarzy :-)
14-05-2009 20:00 Przypominajka [Link do komentarza]
na ten wiersz nie ma bata. on jest jak filety udające żywą rybę albo człowiek, któremu wyjęto kości, jak kurczęciu do faszerowania i zabalsamowano; można ciało przewieszać przez jakiekolwiek ramię lub na wieszaku, rolować, zrobić z niego marionetkę na sznurkach albo dywanik; ganz egal
cokolwiek spróbuje się udowodnić, znajdzie się argumenty, np. że głuchy mówi? no i co z tego? a mało to głuchoniemych mówi, mimo że nie słyszy? będzie jeszcze nawet bardziej malowniczo, bo ton głosu głuchego próbującego się porozumiewać nie tylko migowym, jest jak znalazł do naszego komunalnego misterium

Moralny Pan Zza Kulis [z patosem poznawczym za trzy grosze, zapowietrzając się]:
Oto Publiczność dopełniła miary tragedii! Nasz Teatrzyk Drgawek Katartycznych przedstawił połowę Wielkiej Prawdy Komunikacyjnego Komunału: Ludzi dzielą mury! Widownia - drugą: Nie szukajcie murów na zewnątrz. Mury są w tobieeeeeeeeee! Symbolon! Symbolon! Symbolon! [zawodzi Moralny Pan, jakby był sprawozdawcą wrestlingu; po trzecim okrzyku ochroniarze odwożą go do solarium]
10-05-2009 20:55 .zgrizzly [Link do komentarza]
dobra, dobra, przyjdzie Moralny Pan Zza Kulis i zrobi okuliście Rentgen Człowieczeństwa:D
ale to później, bo idę na obiad, a on zajął się układaniem mowy O tym, jak niemoralne są Obiady Niedzielnej Ludzkości
10-05-2009 14:44 .zgrizzly [Link do komentarza]
heh, to ja to pociągne dalej i teraz wystąpię jako publiczność.


Publiczność [przegryzając popcorn] zadaje pytanie, czym jest mur? ci z pierwszych rzędów wyłażą nawet i podświetlając sobie telefonami komórkowymi, dokonują oględzin muru, jakichs mikrozeskrobin, pozyskanych w procesie rycia pazurem, probując naprędce okreslic gatunek uzytych materiałów budowlanych. badania są prowadzone dwutorowo: oto okulista, siedzący z 4-letnim synem w drugim rzędzie, zostaje przerzucony przez mur, celem zdiagnozowania slepego. (syn dostaje dodatkową porcję popcornu, zeby przestał wyć: - Tata! Tata! Ja chcę do taty!)
Po pol godzinie wraca okulista.
- I co? i co? - pyta publiczność - dlaczego jest ślepy?
- A sam nie wiem - odpowiada okulista, częstując się podsuniętym mu usłużnie popcornem - trudno się z nim dogadać. chciał tylko, żeby go dotykać i dotykać. znudził mnie. Ale, wiecie państwo, tam dwóch siedzi i oni se tak do siebie gadaja.
- Dwóch? Jak to dwóch? - dziwuje sie publiczność - Jednego słychać.
- No dwóch. Ten rzekomo niewidomy i jeszcze jeden. Prawdopodobnie ze znacznym niedosłuchem.
- I co gadają?
- Ten niewidomy, jak sie zdaje, zachęca wciąż osobnika z niedosłuchem do zainicjowania bliższych kontaktów cielesnych.
- Coś takiego?! Nie dość, że kalecy, to jeszcze zboczki. Tfu! - oburza się pani z trzeciorzędu.
- Nie przy dziecku... - syczy starszy pan z laską, wymownym gestem wskazując na malca..
- A głuchy co na to? Chętny jest?
- Głuchy mu tylko miga. Ale niewprawnie mu idzie: myli mu się 'c' z 'n'. No, nic tu po mnie. Nie wiem, jak państwo, ale ja wracam do domu.
10-05-2009 12:51 muchuvius [Link do komentarza]
Nie wiem, heh. Mnie się natomiast wydaje, że można spokojnie i z taką nawigacją wymyślić historyjkę, ani mniej, ani bardziej prawdopodobną od pozostałych. Już rozrysowuję. Na przykład w taki sposób:
Teatrzyk Drgawek Katartycznych przedstawia spektakl pod tytułem
Komunikacyjny komunał
(w tym wypadku będzie to komunał np. 'ludzi dzielą mury')

Peel: Proszę państwa, czy warto ze ślepym rozmawiać o kolorach?
Peel: (ironicznie o niewidomym fizycznie lub metaforycznie) Niewidomy z niewiadomej przyczyny nie zobaczy przejęzyczenia.
Niewidomy (majaczy zza muru, jękliwie, jak w misterium symbolicznym, taki bidny i bezbronny): Dotknij mnie! Dotknij, proszę. Mów głośniej, mów ciszej.
Peel (szyderczo komentuje te nawoływania, podkreślając ich beznadziejność): Brakuje mi zielonego, a jeszcze bardziej niebieskiego, czerwony co roku nam dojrzewa, a po żółty wyjdę z tobą przed dom.
Peel (takoż ironicznie, po malowniczym zawieszeniu głosu) - Czy warto z głuchym słuchać świerszczy? (wskazuje na mur)
Głuchy (majaczy zza muru, jw.) Dotknij mnie! Dotknij, proszę. Mów głośniej, mów ciszej. Przemigajmy niszę.
Peel (osiąga apogeum zjadliwości) - Widzisz ręce nie mowy? Są piękne.

(Publiczność: niczego nie widzi, a peel osiąga efekt w postaci katartycznych drgawek u czytelnika:D)
10-05-2009 07:40 .zgrizzly [Link do komentarza]
ok, zalozę na chwile, ze moze chodzić o rodzaj skargi do Boga lub losu, że oślepił lub nie dał wzroku [...] i z takiej perspektywy to 'dotknij mnie, dotknij' byłoby jedynie jak wołanie zza muru

no dobra, ale co w takim razie z dalszą częścią expose zza muru? z tym rozkapryszonym koncertem zyczen: Mów głośniej, mów ciszej ?

halo, tu ja, gosciu zza muru, za chwile oddam glos do studia. prosze dotykac i mowic. dotykac, no!.. moment... prosze mowic glosniej...nieee...teraz za glosno... ciszej mowic prosze.

hmm, to nie jest skomlenie wyobcowanego .zmisiu. to sa caly czas roszczenia. gdybym mial jednym slowem okreslic charakter tego konkretnego wołania zza muru, byloby nim słowo manipulacja. dlaczego? bo przekaz rozpiety jest miedzy zadaniem a prosba zgodnie z zasada 'jak sie nie da wyszarpać na siłę, to pstryk! zmieniam strategię i uderzę w lament: no prooooszze, proooooszę'. bo jest jakas nieliczaca się z rozmowcą bezceremonialnosc: mów tak, mów siak, mów jak ci mówię, zebyś mówił.

nie, moze tez jestem ślepy, ale nie umiem zobaczyc tu skargi do Boga. i nie rzucę się na przejęzyczenie próbując wpasowac je w szablon 'na początku było Słowo' ;P
09-05-2009 16:07 muchuvius [Link do komentarza]
yhm (podwajam limit na ewentualną korektę)
09-05-2009 14:22 .zgrizzly [Link do komentarza]
namysle sie i ci odpowiem. teraz musze isc do warsztatu
09-05-2009 14:11 muchuvius [Link do komentarza]
wiesz, mnie się jednak wydawało, że to tylko jedna z możliwych kombinacji
nie wiem, może czegoś nie widzę
bo patrz, co w p. 1. wyklucza przypuszczenie, że może też chodzić o rodzaj skargi do Boga lub losu, że oślepił lub nie dał wzroku plus inne prawdopodobne tropy moralno-rozrachunkowe z przeznaczeniem i jego dopustami
- Czy warto ze ślepym rozmawiać o kolorach?
Niewidomy z niewiadomej przyczyny
nie zobaczy przejęzyczenia.


przekład mógłby wówczas mówić w takie desenie:
nie wiadomo dlaczego jest ślepy, nie można go obwiniać o to, że jest za murem; los jest zagadkowy i nieznane są wyroki boskie; ty możesz także oślepnąć
wiesz, akcent logiczny padałby tak, że utworzyłby sens mniej więcej taki: 'nie wiadomo, dlaczego ten człowiek stracił wzrok' czy 'nie wiadomo, dlaczego spotkała go taka krzywda'
i z takiej perspektywy to 'dotknij mnie, dotknij' byłoby jedynie jak wołanie zza muru: o, o, o, jestem taki samotny, przebij się, zbliż się, ucisz moje cierpienie; takie skomlenie wyobcowanego czy coś w tym rodzaju itp.
co ty byś na to powiedział, muchuvius?
nie widzę czegoś, co interpretację skutecznie blokuje?
09-05-2009 12:20 .zgrizzly [Link do komentarza]
Yhm. Spojrzę uważniej, kiedy będę przytomniejsza.
09-05-2009 00:44 .zgrizzly [Link do komentarza]
o ile zachowuje zdolność do "sklejenia się" z nadawcą*
08-05-2009 19:12 muchuvius [Link do komentarza]
I, jak na ogół w emocji rozkręconej do egzaltacji robi się nieatrakcyjnie bezkształtnie, to znaczy wiersz ofiarnie rozdaje na prawo i lewo tyle kotwic, że w końcu zaczyna być obojętne, jaki punkt wyjścia się wybierze

wstęp

mam teraz chwile czasu wiec postanowilem sie przyjrzec .zmisiu kotwicowisku. glownie po to, zeby sprobowac dojsc do ładu z iloscia kotwic.
wiesz, zalozylem nawet lsniaca biala szatę i w blasku zachodzącego słońca przybyłem na odsiecz wierszowi, czując się, naturalnie, megarycersko
och, jakiż jestem ofiarny! jakże się sobie podobam, kiedy tak od niechcenia, lekkim ruchem wioseł, kieruję, wiedziony nieufnością, łódź moją od jednej kotwicy do drugiej! a ona, łodź moja, z wymalowanym zręcznie na prawej burcie napisem M/S muchuvius, kołysze się na lustrzanej tafli jakby w tańcu, jakby w natchnieniu.
piękny to obrazek, zaiste. przez chwilę odczułem próżną pokusę uwiecznienia wdzięcznego widoku, tej ślicznej scenki rodzajowej, która nie pozostawi obojętnym nawet najbardziej zatwardziałego serca morskiego wilka. wiedz, że gdybym miał ze sobą kartkę papieru i farby wodne (czy w ogóle jakiekolwiek) chybabym zabrał się do pracy, by choć na tym niedoskonałym nośniku kartkowym zarejestrować urodę i wyjątkowość chwili. Nie pozwolić jej odpłynąć, zniknąć w chaosie jakichś głupich bodźców.
ku wielkiej mojej rozpaczy wnet stało się dla mnie jasne, że żadnych przyborów piśmienniczo-rysunkowych nie wziąłem ze sobą. cóż, pozostało mi więc jedynie kontemplować widok, paść oczy każdym detalem scenerii, po to, iżbym, gdy wrócę na ląd, mógł zanotować wszystko co do joty; przenieść wiernie na płótno i obdarować świat tym, czego tu jestem samotnym świadkiem.
ponieważ dana jest mi podzielność uwagi, mogłem zarówno rejestrować zmysłem wzroku elementy mnie samego i otaczającego mnie świata, począwszy od ułożenia mej męskiej dłoni na wiośle, aż po lejące się fałdy szlachetnej tkaniny, która okrywała tors, jak i oddawać się skupionemu namysłowi nad tytułem, jaki dzieło moje przyszłe opisze najakuratniej. wahałem się między "Dzielny muchuvius pośród żywiołu (woda)" oraz "Muchuvius w podróży dookoła wszechświata", nie mogąc ostatecznie zadecydować, co piękniej zaświadczy o esencji mojego doświadczenia.
I stało się oto, że zamiast pochylić się pilnie nad wierszem, z brwią zmarszczoną intelektualną męką - tąż samą, jakiej doświadcza Piotruś z nauczania początkowego nad swoją pierwszą czytanką - nagle ocknąłem się w zatoce muchuviusa, gdzie wszystko było takie jak ja, z mojego poczynione: biała szata na mnie wyszywana w muchuviusy, łodź - już nie z drewna tekowego naszykowana, ale z wydrążonego muchuviusa kołysała się na falach. fale zaś, kiedym z bliska przyjrzeć się im raczył, też były na podobieństwo turlających się muchuviusów. I z nieba, co nade mną rozpostarte, wyzierał złoty, usmiechnięty muchuvius i, kierując się z wolna ku zachodowi muchuviusa, świecił mi w oczy.

zemdlałem: prawdopodobnie natłok piękna sprawił, że mechanizmy samoregulacyjne organizmu odłączyły na chwilę świadomość, aby przywieść mię na powrót do równowagi.

Kiedy się ocknąłem, przypomniałem sobie, po cóż ja na tę łodź właziłem. Wierszem wszak miałem się zajmować. Przy fundamentach przecież chciałem mu grzebać. Co to mi się porobiło? Co mnie tak zwiodło, że - zamiast na litery - pozierałem na siebie wyłącznie?
W konfuzji niejakiej pochyliłem się nad trzema strofami, nakazując sobie stanowczo zaprzestania oględzin cudnej, białej szaty.

Co można najlepszego zrobić dla wiersza, dla tekstu, z którym problem polega na tym, że wysnute interpretacje nie tworzą żadnej spójnej wielopoziomowej całości? Ano, można raz jeszcze przyjrzeć się kontrolnie tzw. ogólnikom, bo to one mogą wodzić na manowce. mają w sobie tę parszywą moc, że zamieniają pojedyncze we wszystkoznaczne, w proszęsięobsłużyćsamemu, co - zgoda - bywa irytujące.
Czy w przypadku "Komunikacyjnego kanału" można znaleźć taki kanał :D, który umożliwi przejście po wierszowym terytorium suchą nogą, bez więźnięcia w grzęzawisku wieloznaczności?
Moim zdaniem można. Żeby za wiele nie kombinować, pokażę ci, .zmisia, którędy szedłem.

1. Kim jest ślepy?
Piszesz, .zmisu: wiersz radośnie mnoży znaczenia dalej:
ślepy - dosłownie jako 'ten, kto ma nieczynny zmysł wzroku'; niedosłownie jako 'głupiec', 'ten, kto czegoś nie potrafi pojąć', 'ktoś pozbawiony wyobraźni', 'ten, kto z natury nie przekroczy własnego doświadczenia, bo nie może stać się całkowicie kimś drugim' (wtedy wszyscy jesteśmy z definicji ślepcami) itd
.
Mnożyłby, gdyby ślepy nie był w wierszu dookreślony: a przecież to jest ktoś, kto [jest] niewidomy z niewiadomej przyczyny / nie zobaczy przejęzyczenia.
dwuwers przynosi dwie ważne informacje: 1. o niewiadomej przyczynie dysfunkcji konkretnego organu mówi sie w sytuacji, kiedy nie można wystarczająco okreslić powodów dysfunkcjonalności. Teoretycznie powinno działać, a nie działa. Teoretycznie powinno być ok, a nie jest. Teoretycznie powinien widzieć, a nie widzi. Czyli wierszowy ślepy to taki ślepy, co nie widzi, chociaż teoretycznie mógłby zobaczyć;
2. rodzaj ślepoty ślepego precyzyjnie dookreśla zwrot: nie zobaczy przejęzyczenia. Nie zobaczy - czuję pismo nosem ;D
Idę dalej z nosem przy wierszu: czego może dotyczyć przejęzyczenie, którego niewidomy nie zobaczy? Słowa - rozmawiać? Gdyby założyć, że mam rację, ogólniki znikają. W ich miejscu pojawia się atrapa jakiejś komunikatorowej pogwarki i ręce dwóch klikających.

2. Czego dotyczy rozmowa? Czym są kolory? Najprościej można by odrzec, że światem zewnętrznym, realnym, jednak tu w wierszu dzieje się coś ciekawego dla mnie. Opowiadany w tekście świat jest o tyle wart zainteresowania, o ile zachowuje zdolność do "sklejenia się" z rozmówcą. Świat nie istnieje tu jako rzecz w sobie ;) Ślepy (bo, być może błędnie, ale zakładam, że od słów "brakuje mi zielonego..." to kwestia ślepego) widzi świat wyłącznie jako odpowiedź na swoje potrzeby - brakuje mi zielonego, czerwony nam dojrzewa, po żółty wyjdę z tobą. Świat jest wielką piaskownicą, którą spółdzielnia mieszkaniowa zbudowała i napełniła piaskiem wyłącznie na potrzeby ślepego.
Hm, jak się ładnie wypełnia profil ślepego: to egocentryk do potęgi. To właśnie przyczyna (wersowa niewiadoma), dla której nie zobaczy przejęzyczenia? Bo przecież on szuka tylko (lub przede wszystkim) siebie; tego, co może dotyczyć jego samego. Z akcentem na zaimek osobowy.

3. Ten sam akcent pojawia się - a przynajmniej ja go tam odnajduję - w zwrocie dotknij mnie; nie dotykaj, bo ja wiem, stołu, nieba, psa, kota, książki, tylko mnie! mnie! mnie dotknij.
I jeszcze jedna cegiełka do portretu pamięciowego ślepego: Dotknij mnie! Dotknij, proszę. Niezły rozrzut: od trybu rozkazującego aż po jęczliwe proooszę.
Przy czym wierszowe 'dotknij' nie ma dla mnie wiele wspólnego z rzeczywistym dotykiem (rozumianym jako mowa ciała) - to bardziej żadanie i manipulacja, wykorzystująca wachlarz możliwości od rozkazu aż po proszalne tony: skup uwagę na mnie, wybierz mnie, patrz na mnie, mów do mnie.

4. czy warto rozmawiać w takich okolicznościach przyrody? czy slowo 'rozmowa' nie wydaje się nadużyciem? przejęzyczeniem? mnie się wydaje. sam doświadczyłem tego, co się może stać, kiedy ustawisz się na chama w srodku (patrz: wstęp) ;)

nie mam wiec, jak widzisz,po przejsciu ta trasą wrażenia, że wiersz jest wielokotwicowy, ze jest jak dom bez fundamentow. ze nie zostala mu dana konstrukcyjna mozliwosc poprowadzenia czytajacego na interpretacyjnej/nym nici/pasku zdolnej/nym do tworzenia wielopoziomowej zwartej calosci.

komunikacyjnym komunalem nie jest tu zdsanie 'jezyk dotyku jest uniwersalny' . komunalem jest taki rodzaj 'rozmowy' czy raczej jej pozor; ten opisany w wierszu rodzaj kontaktu, komunikacji, ktory zawiera w sobie wszystkie mozliwe znaczenia wyrazu 'komunal' - jest i banalem, tak jak jest nim zbanalizowany do bolu jednotematyczny monolog, i zlepkiem ogolnikowych spostrzezen /czerwony co roku nam dojrzewa/, i manifestem mojegoja.
z pointa moge sie tylko zgodzic: wobec tego, co pokazuje wierszowy swiat, to ręce nie mowy są piękne, a jaja nie ;P
08-05-2009 19:06 muchuvius [Link do komentarza]
Na początek uściślenie, bo pisałam wczoraj końcem włosa w biegu i znowu zamieszałam. Zatem, ostatecznie, chodzi o to, że kiedy każdy z ogólników staram się rozwijać, to wysnute z nich poszczególne interpretacje razem nie tworzą żadnej spójnej wielopoziomowej całości. Kiedy próbuję jeden przyjąć za wyjściowy dla wiersza, pozostałe potrafią mu całkiem przeczyć lub z nim nie współpracują lub słabo współpracują.
I. Przyjmuję, że warto rozmawiać. Co z tego może wyniknąć?
a) ślepy/głuchy dosłownie
Warto rozmawiać ze ślepym o kolorach i z głuchym słuchać świerszczy. To rozwija umysły, pielęgnuje bliskość, daje pełnię człowieczeństwa. Zobacz, jacy oni są piękni. Jesteście tacy sami. Tak samo piękni.
b) ślepy i głuchy niedosłownie
- Warto rozmawiać z głupcem i osobą zupełnie niewrażliwą o tym, czego nie rozumie, ponieważ w końcu mimo wszystko się dogadacie, zbliżycie do siebie i prawdziwie pojednacie/pokochacie.
- Warto rozmawiać z głupcem i osobą zupełnie niewrażliwą. Są tak tępi, że można im wcisnąć każdy kit, a i tak będą wołać: Dotknij mnie, dotknij – i będą chcieli bliskości, którą możesz wykorzystać, jak chcesz. Dlatego takie osoby są bardzo fajne. Są po prostu piękne.
- Warto rozmawiać z głupcem i osobą czułą jak hipopotam. Jeśli jesteś taki sam, jak twój rozmówca, tym bardziej warto. To taka konwencjonalna gra wstępna, bez której nie wiadomo dlaczego nie można się obyć. Można tak gadać sobie a Muzom do końca świata albo w przerwach na lunch. Będziecie sobie tak paplać, jak głuchy z głuchym (nieważne, co tam ludzie do siebie mówią), ale za to później dzięki temu pójdziecie się z sobą przespać i będzie ładnie, bo to i tak jedyna sensowna rzecz, która może ludzi połączyć.
II. Przyjmuję, że nie warto rozmawiać.
a) ślepy i głuchy dosłownie
- Nie warto rozmawiać ze ślepym o kolorach, a z głuchym słuchać świerszczy. Nadają się za to do seksu. I to jest fajne. Wtedy nie różnią się wcale od nas.
- Nie warto rozmawiać ze ślepym o kolorach, a z głuchym słuchać świerszczy. Ale za to można rozmawiać o wielu innych sprawach, które są wam wspólne. To was do siebie głęboko i prawdziwie zbliży i pozwoli zapomnieć o różnicach.
- Nie warto rozmawiać ze ślepym etc. Porozumienie w ogóle nie jest możliwe. Można się trochę podotykać, wprawdzie bez nadziei, że się porozumiemy, ale przynajmniej nie będziemy dla siebie odrażający. Pogodzimy się z naszą obcością i odmiennościami. Niczego nie będziemy o sobie wiedzieć, ale to bez znaczenia, ponieważ i tak wszelka bliskość jest ułudą. I to nawet może być piękne.
b) ślepy i głuchy niedosłownie
- Nie warto rozmawiać z głupcem i nieczułą świnią, bo i tak niczego nie skumają. Ale chociaż niczego nie widzą, ani niczego nie słyszą, są tępi jak drewno, to nie znaczy, że masz uznać, że nie warto się z nimi bardzo blisko zaprzyjaźnić lub ich pokochać. Są piękni, chociaż niekumaci.
- Nie warto etc. etc., ale warto próbować się z nimi porozumieć dotykiem, bo to jedyny język, jakim można naprawdę dotrzeć do drugiego człowieka. Istnieje wtedy nadzieja, że się przebijesz przez mur, a wtedy będziesz wiedział, jak dobry jest dotyk i dowiesz się, że ten, kogo miałeś za głupca, jest mędrcem, a ten, którego miałeś za nieczułego, jest wrażliwy.

Dalej już nie dam rady, abacus, ale zapewniam, że można by jeszcze powyliczać; to były zaledwie wybrane przykłady możliwych kombinacji. Które z tych przekonań jest peela? Wszystkie naraz? Ani jedno? To zależy od sytuacji? W jaki sposób mianowicie zależy? A może chciał mi przekazać tylko jedną z nich, a pozostałych nie przewidział? Lub przekazać tylko te, które nie są sprzeczne? Nie wie, co mówi, kiedy mówi? Chciał, żebym wybrała jedną z tych prawd sama, tę, która mnie najbardziej odpowiada, a jemu jest obojętne, która z nich ma istotne znaczenie? On sam myśli jeszcze co innego niż to, co powiedział? A może wierzy we wszystkie przeświadczenia naraz jednakowo mocno? A może to, a może tamto, a może jeszcze co innego.

howgh
08-05-2009 08:19 .zgrizzly [Link do komentarza]
nie, abacus. najwyraźniej nie umiem trafnie dobrać słów, bo nie to zrozumiałeś, co zamierzałam wyjęzyczyć. Nie chodzi o jeden ogólnik, któremu poza ogólnikowością nie da się zarzucić niczego. Chodzi o szereg ogólników, które nie układają się w spójną całość za każdym razem, kiedy próbuję przyjąć jeden z nich jako wyjściowy dla wiersza, określający zdecydowanie jego drogę, kształt, chociażby ogólnie. Idę teraz w cholerę, więc rzecz z konieczności poczeka.
07-05-2009 14:47 .zgrizzly [Link do komentarza]
Wygląda na to, ze nie wiadomo, kto jest wkurwiony, maluch czy wujek, więc dylemat jednak pozostaje. Zły przykład :-)

pzdr
07-05-2009 14:46 abacus [Link do komentarza]
Jeśli dobrze zrozumiałem to między poniżej zamieszczonymi utworami z dziedziny motoryzacji, jest bariera o której piszesz. Ten drugi jest dobrym wierszem? Nie jest, w przeciwieństwie do pierwszego, skażony wszystkoizmem. Opwiada coś konkretnego o czymś, co jest identyfikowalne, ma swoje indywidualne tu i teraz.

Samochody

samochody się psują
części do nich nie pasują

------------------------------------------------------------------

Straszne skutki awarii auta wujka Stacha

zepsuł się wujka Stacha maluch czerwony
brakiem części jest dzisiaj wkurwiony



pzdr
07-05-2009 14:40 abacus [Link do komentarza]
sorry przekleilem z bledami:

jest tylko *gwiazd* i liści zamęt

i od pozoru rzecz *oddziela*
07-05-2009 14:32 muchuvius [Link do komentarza]
se sprawdzilem ze jest w necie dotyk herberta, to se mysle przekleje go tu


Dotyk

Podwójna wszystkich zmysłów prawda –

przez oczy idzie karawana obrazów
są jak widok w wodzie
i między czernią między bielą
kolorów sypie się niepewność
i chwieje się w powietrzu czystym
nasz wzrok jest lustrem albo sitem
przez który sączy się po kropli
wilgotnych oczu chwiejna mądrość

na dnie słodyczy gorycz drzemie
więc krzyczy obłąkany język

a w muszli słuchu gdzie ocean
jak kłębek nici gdzie milczenie
białego cienia ciągnie kamień
jest tylko gwiazda i liści zamęt

ze środka ziemi zapach w kłębach
świat między węchem a zdziwieniem

wtedy przychodzi pewny dotyk
rzeczom przywraca nieruchomość
nad kłamstwo uszu oczu zamęt
dziesięciu palców rośnie tama
nieufność twarda i niewierna

układa palce w ranie świata
i od pozoru rzecz oddzielna

o najprawdziwszy ty jedynie
potrafisz wypowiedzieć miłość
ty jeden możesz mnie pocieszyć
bośmy oboje głusi ślepi

- na skraju prawdy rośnie dotyk

Zbigniew Herbert
07-05-2009 14:14 muchuvius [Link do komentarza]
bym mogła *dostrzec, że się peel z nią identyfikuje

chociaż, w gruncie rzeczy, to i się ma sens; ponieważ się na miejscowym fotelu też tak samo trudno dostrzec, jak trudno zauważyć, w jakim fotelu w końcu może postanowił się umiejscowić intelektualnie porozpełzany peel.
psianoga, ktoś, kto by tak lokalizował siebie i inne obiekty w otoczeniu, jak miejscowa postać, miałby nieźle przepimpane
zakładając, że w ogóle by się jakkolwiek miał
ech, mniejsza z tym
mniejsza w ogóle
07-05-2009 13:48 .zgrizzly [Link do komentarza]
abacus, w którejkolwiek z trzech, byle wyrażonej na tyle jasno, bym mogła dostrzec się, że się peel z nią identyfikuje, a nie - następny natchniony przez Boga na Języku - nadaje Ogólnikami Biura Obsługi Każdego. Niechby mi wiersz oznajmił, co peel 'teraz i tu' uważa za całą prawdę lub jeśli taka go nie interesuje, nie wierzy w nią, to przynajmniej powiedziałby, czym jest prawda święta dla niego lub jak nieświęta w istocie jest jakaś prawda. Lub, jeśli takiej nie ma albo nie chce, albo w taką nie wierzy, to i tak nie istnieje żadne stanowisko bez określenia przynajmniej co jest, w sytuacji, w jakiej się ustawił - gówno prawdą. Bo jeśli dla kogoś wszystko może być jednakowo i jednocześnie w 'tu i teraz' prawdą i nieprawdą, nie jest w stanie niczego wokół siebie rozpoznać i orientować się w świecie. Wyobrażasz sobie kogoś, kto chce usiąść w fotelu, nad którym nie ma żadnej władzy zmysłowej ani umysłowej i w związku z tym wykrzykuje do siebie głęboko filozoficznie: fotel, który widzęniewidzę, raz jest, raz go nie ma. Mignął mi, mignął! O, jest tu, lecę! O, nie. O, on nawet jednocześnie jest i go nie ma. Raz go widzę, raz go nie widzę. Widzę nie widząc! Nie widzę, widząc! Tu! A nie, też tam! Widzę! Raz jest po prawej, raz jest po lewej, o! a teraz znajduje się we wszystkich czterech kątach pokoju! O, a teraz jest równocześnie wszędzie. Jakie jest prawdopodobieństwo, że ktoś taki w ogóle kiedykolwiek usiądzie, do diaska? I to rzeczywiście na fotelu, a nie na samym tyłku?
Z rozumowaniem możliwym (a nie - niemożliwym) nie jest inaczej, chociaż na epo jest wielu, którzy gotowi myśleć, że metafora to takie ożywczo słodkie myślenie o wszystkim naraz lub czymkolwiek. Nie da się równocześnie myśleć o wszystkim naraz. W pojedynczej sytuacji, jeżeli w ogóle mamy mówić o życiu, a nie jakichś iluzorycznych motaninach, jest wybór. Prosty wybór. Polega na tym, że jeśli zdecyduję się na jedno, jestem zmuszony/automatycznie wykluczam w 'tu i teraz' drugie. A ten wiersz pokazuje mi człowieka, który w 'tu i teraz' rozsiada się wygodnie na jednym fotelu, chociaż w jego analizatorze zmysłowym, czyli w jego głowie ten jeden fotel jest Fotelami Migającymi jak stroboskopy.
07-05-2009 13:40 .zgrizzly [Link do komentarza]
A w którym znaczeniu tischnerowskiej koncepcji prawdy?
07-05-2009 13:08 abacus [Link do komentarza]
O innych, najbardziej pstrokatych szlakach znaczeniowych, jakie przeświecają przez pozostałe motywy, nawet boję się zacząć mówić, bobym utknęła beznadziejnie. To, co wypisałam, to tylko kawalątko plątaniny, jakiej język tutaj - iluzyjnie - dał maskę zarazem spójności i przejrzystości. Tak naprawdę to jest kłąb, który - obciągnięty elegancką plecionką z słów - znakomicie pozoruje porządek. Taka postać z cekinami, której kształt zapewniła włóczka, a ruch - animator, więc z daleka łudzi życiem. Włóczka nie nadawała się wprawdzie do dziergania, bo zbiła się bezpowrotnie, ale za to świetnie sprawdza się jako wypychacz. Chcesz zbliżyć się i dotknąć, a tu się ten, pono żyjący, monologista rozpruwa się przy najlżejszym dotknięciu i zachęcająco wywala na wierzch - kłąb. - Se, gościu, rozplącz, skoroś taki ciekaw. Albo nie dotykaj - mamrocze animator w objawieniu. Tylko że jeśli mi ktoś sugeruje, że cała jego prawda kryje się właśnie w środku, to ja, widząc, jak ta prawda wygląda, przestaję mu wierzyć, że w ogóle wie, czym jest ta prawda.
07-05-2009 12:55 .zgrizzly [Link do komentarza]
Heh, ano właśnie. Porozumiewanie się dotykiem może oznaczać miliony różnych sytuacji. Od naparzania się przedszkolaków, poprzez szturchnięcie, przyjacielskie bądź nie, aż po wojnę. Od przytulenia niemowlęcia przez matkę, poprzez uściśnięcie dłoni, po spółkowanie w oceanicznym orgazmie. 'Dotyk' może mieć znaczenie dosłowne, czyli 'fizyczny kontakt'. Począwszy od przypadkowego muśnięcia, dalej muśnięcia w rozmaitych gamach bliskości, poprzez dotyk w niezliczonych kombinacjach i odcieniach na niezliczonych płaszczyznach, zależnych od rodzaju związków między ludźmi, osobistych (w rozmaitym natężeniu) lub oficjalnych, także w niezliczonych odmianach, a skończywszy na takim łupnięciu, że człowiek po nim spocznie pod kopczykiem lub - gdy się uprzeć - katowaniu takim, że ktoś nawet nie zauważy, że pastwi się nad nieżywym; duszenie to też dotyk;P
Dochodzi znaczenie metaforyczne słowa 'dotknąć'. W zależności od okoliczności można je znowu odczytywać w rozmaitych odmianach lecąc po negatywie: 'zranić' (tak jak w 'dotknąć do żywego'), jak i w rozmaitych rejestrach pozytywnych: 'zbliż się do mnie duchowo'.
Wiersz radośnie mnoży znaczenia dalej:
ślepy - dosłownie jako 'ten, kto ma nieczynny zmysł wzroku'; niedosłownie jako 'głupiec', 'ten, kto czegoś nie potrafi pojąć', 'ktoś pozbawiony wyobraźni', 'ten, kto z natury nie przekroczy własnego doświadczenia, bo nie może stać się całkowicie kimś drugim' (wtedy wszyscy jesteśmy z definicji ślepcami) itd.
głuchy - dosłownie 'ten, kto ma nieczynny zmysł słuchu', niedosłownie 'ten, kto jest niewrażliwy, nosorożec z ducha'. Ale można na tym poziomie mnożyć znaczenia: 'ten, kto z jakiegoś powodu nie słyszy wezwania' (i to już wcale nie musi to oznaczać tępoty uczuciowej),
'ten, kto został pozbawiony słuchu' (przemocą np.), 'ten, kto sam z siebie zrobił niesłyszącego', 'ten, kogo coś wielkiego i/lub ważnego tak pochłonęło, że przestał słyszeć, co się dzieje w otoczeniu' (tu też nie trzeba zakładać, że to od razu jakieś świństwo znieczulenia, np. zakochany, do którego nie dociera nic, poza obecnością ukochanej), 'ten, kto jest głuchy na to, co mówi głuchoniemy, ponieważ nie zna języka migowego' (ale być może pozna, tylko że wiersz ani piśnie, czy to ma sens: jeśli 'dotknąć' oznaczać będzie akurat 'trochę zrozumieć' - to ma sens, jeżeli 'dotknąć' będzie akurat oznaczać 'pojąć w pełni' - to nie ma sensu' itd.)

Czego sobie wobec tego życzy ode mnie, czytelnika, ten wiersz? żebym chcąc go dosięgnąć, dotknąć, dotknąć sedna sfiksowała, latając wte i wewte i próbując dociec, która z tych niezliczonych ścieżek należy do peela?
07-05-2009 12:32 .zgrizzly [Link do komentarza]
A może jest tym komunałem zdanie, które np. może brzmieć:
'język dotyku jest uniwersalny'


Myślę, że poszukiwania komunału w tym wierszu, należałoby rozpocząć od rozpatrzenia określających go kryteriów. Jeśli - jak zostało to zasugerowane - znajduje się on w obszarze języka dotyku, to trzeba się zastanowić, jaki przyczynek wnosi ten język do dialogu. Jeśli bowiem nie jest on znaczący, to można powiedzieć - w myśl tych kryteriów - że to nie jego uniwersalniość jest komunałem, ale on sam, jako taki.Czyli komunałem może być zdanie, które np. może brzmieć: język dotyku jest równoprawny z rozmową (można nim wyrazić to samo co poprzez słowa). Język dotyku pełni jedynie funkcję uzupełniajacą dla rozmowy, która jest podstawą dialogu. Trudno więc uznać go za znaczące narzędzie w dialogu, kiedy tej rozmowy nie ma. Nie jestem przekonany, że porozumienie (lub nieporozumienie) dotyków spełnia kryteria dialogu w oderwaniu od rozmowy. Bójka na pięści dwóch bandytów, ma z pewnością komunikacyjne efekty i jest porozumieniem dotyków, jednak trudno nazwać ją dialogiem. W takim ujęciu, uniwersalność tego języka sprawia tylko, że bójki na całym świecie wyglądają bardzo podobnie.

pzdr
07-05-2009 11:43 abacus [Link do komentarza]
werbia, z tekstu tak wiele można wysnuć komunikacyjnych komunałów, w tym kobył niemogących w jednym człowieku w konkretnej sytuacji zadecydować jednocześnie, że kiedy próbuję się porozumiewać z wierszem, rezultat przypomina rozmowę z kimś, kto próbuje ze mną w ciągu pięciu minut omówić szczegółowo historię cywilizacji śródziemnomorskiej lub przekonywanie do czegoś - człowieka przywiązanego do stada wołów, które w jednej chwili ciągną w różne strony lub - jeśli kto uważa, że sprawy murów nie należy tak dramatyzować - łapanie wielu srok za ogon czy pcheł na patelni. Jaki to ma sens? To pozór komunikacji z odbiorcą, a nie komunikacja. Co ma być w końcu tym komunikacyjnym komunałem, który powinien stanowić kręgosłup dla wiersza?

- Ten mur jest nie do przebicia ani dla tych z jednej, ani dla tych z drugiej strony?
- Ten mur jest do przebicia?

No bo jeżeli peel nie ma rozdwojenia czy tam rozpięśetnienia jaźni, wypadałoby, żeby łaskawie wybrał, zdecydował, co myśli na ten temat. Teraz, kiedy mówi; co z tego, że zależy od okoliczności, skoro okoliczności dla jednej akcji przewidują w szeregu sytuacji po jednym wyborze tak/nie. Jeżeli wyboru nie ma, to pojedyncza akcja, w tym również liryczna, nie może się dziać, bohater będzie przebierał nogami w miejscu, na jałowym biegu dopóty, dopóki jednak nie zdecyduje, czy 'tak' czy 'nie'. Wypowiada dwa sprzeczne sądy naraz i świetnie się z tym czuje? Chce boskim rzutem na taśmę ogarnąć w jednym wyborze i dwunastu wersach wszystkie możliwe przypadki? Tego żaden człowiek nie potrafi w prawdziwym życiu, więc wtedy wiersz to tylko akademicka gadka o bezkrwistych modelach, w dodatku duszonych ni w pięć, ni w dziewięć w zawiesistym sosie z emocji.

A może jest tym komunałem zdanie, które np. może brzmieć:
'język dotyku jest uniwersalny'
?
Tylko znowu, co z tego?
Ze zdania znowu, jeżeli peel nie raczy doprecyzować choć trochę swoich uniesień, może wynikać zarówno stanowisko:
- mury jest nie do przebicia
jak i stanowisko
- mur jest do przebicia
(dotyk bowiem nie musi rozbijać każdego muru obowiązkowo)
Jest w stanie rozstrzygnąć ten twój peel, co on sam myśli o porozumiewaniu się czy nie?

Mnie ciekawi coraz bardziej, jak to jest, że w tak wielu tekstach, zresztą tak wierszach, jak i komentach, ludzie próbują mieć i manifestują swoje zdanie, które przy bliższym patrzeniu rozmywa się, wymyka, gra na nosie - i nie chce się okazać niczym innym niż brakiem zdania.
07-05-2009 09:17 .zgrizzly [Link do komentarza]
a widzisz ręce nie mowy?

a widziałaś chiński mur? a widziałaś mur berliński? a widziałaś Wilczy Szaniec?

a widzisz wers 1 i 9? - piekny "banał", no nie?
07-05-2009 08:00 werbia [Link do komentarza]
Zaglądam od wczoraj, od czasu do czasu. Najpierw mi nic nie zrobił. Później zaczął mi się podobać, po pierwsze dlatego że mówi po ludzku, a nie po dziwolądzku, po drugie dlatego że widać w nim wyobraźnię i zmysłowość, co wśród rozlewnej sztampy lirycznej cieszy, po trzecie dlatego że sprawiał wrażenie przenikliwego, ale nie tylko emocjonalnie, ale i myślowo.
Teraz nadal sobie myślę, że - kojąco dla oka, uszu i mózgu - mówi estetycznie po ludzku, ale i równocześnie wydaje mi się, że apeluje przede wszystkim do emocji, podczas gdy myśl jest rekwizytornią. A takim wierszom - paradoksalnie - na dłuższą metę o wiele bliżej do obojętności czytelnika niż do przejęcia.
- Widzisz ręce nie mowy? Są piękne.
- Tak, tak, są piękne - można przytaknąć bez trudu, bez chwili wahania. No bo jak nie są, skoro są?
I, jak na ogół w emocji rozkręconej do egzaltacji robi się nieatrakcyjnie bezkształtnie, to znaczy wiersz ofiarnie rozdaje na prawo i lewo tyle kotwic, że w końcu zaczyna być obojętne, jaki punkt wyjścia się wybierze:
- Czy warto ze ślepym rozmawiać o kolorach?
Niewidomy z niewiadomej przyczyny
nie zobaczy przejęzyczenia. Dotknij mnie!
Dotknij, proszę. Mów głośniej, mów


Na poziomie niemetaforycznym, np.:
- nie warto. Lepiej milczeć i go głaskać.
- warto. Można spróbować mu opisać to, czego nie może zobaczyć, przekładając języki koloru na języki innych zmysłów. Z wielu różnych powodów to może być wartościowe.
Na poziomie metaforycznym, np.:
- Jasne, że nie warto. Głupiec nie zrozumie, nie zobaczy tego, co ważne. Ale można osiągnąć z nim bliskość, okazując mu serdeczność mimo wszystko (to takie sercowe, pogłaskać Każdego w samotności).
- Jasne, że warto; nie należy skreślać człowieka. Kiedy nawiążesz z nim kontakt bezsłownym ciepłem, gotów zrozumieć to, czego inaczej by nie zrozumiał.
Dalej chyba dziś nie mam siły konkretyzować możliwych tutaj do rozwinięcia wątków. I przyznam, że coraz bardziej mnie nużą teksty, które zachowawczo przyjmują rozłażący się punkt widzenia, nie potrafią opowiedzieć żadnej historii, tak żeby miała chociaż odrobinę wyraźniejszy kontur, chociaż przez chwilę była naprawdę mocno jako jedyność, zdecydowała się na mocną tożsamość, a nie stawała się w końcu mamłatym, blednącym Ciągiem O Różnych Takich Rzeczach.

Można jeszcze wspomnieć choćby:
- o tym, że do mnie końcówka: Widzisz ręce nie mowy? Są piękne. mówi niejasno, ponieważ dla mnie dotyk jest językiem/mową. Co z tego, że niewerbalną, czyli bezsłowną? Są różne odmiany języków, ani mniej, ani bardziej uprawnione od pozostałych, tylko mniej lub bardziej zdatne do poszczególnych celów. Fajnie byłoby, gdybym wiedziała, do jakich okoliczności odnieść te obrazki. Do jakichkolwiek?
- 'Piękne' to słowo pasujące do strasznie wielu zjawisk.
- wiersz buduje na takich wieloznacznościach, że mało sprzyjają wiarygodności, np. dotykanie i język migowy to jednak zdecydowanie zjawiska o odmiennej naturze.
- e tam. I można by jeszcze a propos tego tekstu o tylu rzeczach naraz, bo żadna z nich nie buduje hierarchii, że równie dobrze można nie powiedzieć o żadnej. Toteż się zamknę. Resztę mogę autorowi wydotykać. Jeśliby się oczywiście okazało w realu, że miałabym ochotę go w ogóle jakkolwiek dotykać. I że on miałby ochotę, bym go dotykała.
To jednak przeczy możliwej tutaj uogólniającej myśli, że język dotyku jest bezwarunkowo piękny lub jednakowo pożądany. Nawet nie można o nim powiedzieć, że jest ponadnarodowy: w różnych kulturach rozmaite rodzaje dotyku mogą być odebrane jako przychylne lub nie.
I tak to po raz kolei grzęznę i błądzę w zachęcającej strzelistej mazi. Fakt, że jest migotliwa i sprawia wrażenie życzliwej ludziom, nie czyni grzęźnięcia mniej smutnym.
Dżiz. No na mił_osierdzie, autorzy szanowni. Naprawdę można napisać tekst, który daje solidne podłoże dla stóp tego, kto zechce pójść jego ścieżkami. I można napisać taki tekst, który jest jak dom, w którym można zamieszkać.
Ten wiersz jest jak dom bez fundamentów.
06-05-2009 23:17 .zgrizzly [Link do komentarza]
ciekawy wersz czy to nie mowy w poprawce jest celowe?
06-05-2009 22:21 olech [Link do komentarza]
Czytając od samego początku nie mogę oprzeć się fantazji..................filmu z połowy lat 80-tych gdzie główną rolę zagrała Cher, a film wabił się "Maska".................próbowałem bez onego fantazjowania i nie dało się................znaczy tamten efekt pokazywania dotykiem kolorów jest silniejszy.....................co za tym idzie, póki co nie pobity - zatem to, co powyżej jest jakby swojego rodzaju nieudolnością.................a zdawałoby się, że pewne rzeczy łatwiej napisać, niźli pokazać................Serdecznie Pozdrawiam!
06-05-2009 05:57 Mithril [Link do komentarza]
dobry tytuł, to co koktail zwrócił uwagę, ostatni wers ; podoba mi się zdanie znaczeniowo i brzmieniowo Niewidomy z niewiadomej przyczyny nie zobaczy przejęzyczenia

środkowa słabsza, może te powtórzenia...też

nareszcie anonim :)
05-05-2009 21:56 anovi [Link do komentarza]
to, że migające ręce głuchego są piękne można inaczej-krócej opisać.

zatrzymało mnie Przemigajmy niszę. Aż mi się zachciało pisać wiersze!

Ciekawy jestem recenzji werbi.

Pozdrawiam.
05-05-2009 21:36 koktail [Link do komentarza]
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Strona wygenerowana w: 0.0105 s