literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.10.21 z dnia: 06-05-2016)
(c) 1996-2019 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Załóż konto
lub
Zaloguj się


Do przeglądania polecamy:


FireFox Web Browser
Wiersz z listy autora o pseudonimie JuzesBenea
<< Poprzedni wiersz tego autora Następny wiersz tego autora >>
Pokaż wszystkie wiersze tego autora Dodaj do ulubionych
 
Rosyjska gra Pantaya
Rozdział I.

(Kim żeś się stał, kiedy milcząc patrzyłeś na mnie, a ja niczym stłumione, nieme dziecię bawiłem się życiem? I kim jesteś, kiedy w duchu moim myśl o miłości jest wierna tylko Tobie? Choćbym stanął nagle przed obliczem Stwórcy mego, to obudziłbym tylko w Nim litość i Jego potęgę!... A przecież słów czasem brak na języku, gdzie zwątpieniem są majętne uczucia żyjące w sercach zimnych jak lód. Jakże mogę twierdzić, iż jestem mądrości swej niewolnikiem, kiedy on pochłania cudotwórczą siłę mej woli. Choć wszystkie mi znane światy pojąłem przez życia mego dni, to wiem teraz, że ty budzisz się przy mnie po to, aby miłość mą poczuć właśnie tu. A na przykład mej odwagi okażę ci swą wrażliwość, tą chłonącą potęgę mojego umysłu tak, aby być niewolnikiem twego wzroku ponad wyraz mej świadomości. Ponad zmysł dotyku jak i smaku dla których twe usta dotykają się z moimi w cudownym uniesieniu naszych zmysłów, które prowadzą nas w środek sennych erotyzmów !...)

Czas płynął, a gwiazdy na niebie uroczyście świeciły objawiając swą moc. Stojąc na ulicy wpatrzony byłem w milczące witryny okien, w których odbicia świateł stawały się jakby przejrzystą, obserwującą nadzieją. Ulica była opustoszała, smutna, jakże ciemna i wszystko wokół stało się milczeniem nagle, a ja byłem tylko obserwatorem żyjącej swoimi prawami natury. A jednak wiedziałem, iż lęki które pochłaniały mą swobodę, były tylko tworem mojej wyobraźni, więc w myślach powtarzałem słowa:

Nie lękam się świateł i mroku stulecia, bowiem uwierzyłem nagle w opaczność Boga mego. Nad życie swe ofiaruję mu swoje światło, aby świeciło wiekuistą nadzieją i było wspomnieniem mego życia. Bowiem jestem sługą Twym tutaj i wszędzie. Więc Tyś nadzieją tego co było dla mnie niezrozumiałe i tego czego bardzo się bałem w swym życiu !... Lękałem się nawet mroku i wiatru, tych wszystkich wokół pragnień, dla których me życie stawało się marne i jakże niezwyczajne. A teraz naprzeciw siebie stoję i wiem jakim jesteś potężnym Panem, Stwórcą mego świata, dla kogo oddałbym życie bez chwili zwątpienia, o Panie.

Noc stawała się coraz bardziej chłodna, choć drogi przede mną tyle, tych metrów już nie zliczę, to słup deszczu opóźnia minuty i w dodatku wdepnąłem w kałużę. Zmartwiony nie byłem tym zbytnio, bowiem i tak byłem mokry od stóp do głowy… Mijałem przechodniów spieszących się za swoimi sprawami, nie zwracając uwagi na ich twarze, a dźwięk spadających z nieba kropel rozbijał się o mój parasol. Z daleka jakże cudowne złudzenie, kiedy kałuże stygną tak szybko, że trudno zauważyć znikającą mgiełkę, która otacza swe bajorko. I szedłem i szedłem myśląc:
Czyż jawne w znaczeniu są me myśli, kiedy On jest przy mnie i jakże zrozumieć słowa Jego, które w głowie znajdują swe miejsce?

Gdzież znajdę odpowiedzi na pytania, które zadaję sobie poprzez drogę mego życia w tym surowym otoczeniu, świecie pluszowego misia. Wiem, choćbym tutaj stanął teraz nagle i krzyczał:
o Panie! To i tak nikt by nie zwrócił na mnie uwagi, ponieważ jestem wariatem, wariatem żyjącym pomiędzy wami.

Droga wydłużała się bardzo, czas jakby stanął i zamarł nagle, a wszystko co dla mnie było niezrozumiałe stało się wyraźne pojętne, gdzie odpowiedzi same nasuwały się w umyśle moim, bowiem myślałem o miłości. Choć wiedziałem, iż celem mej drogi jest dom, w którym pustka oswaja się z życiem, to i tak tęsknota zwracała się do mnie niczym pragnienia, niczym twe oczy błogie. I jakże piękno cudowne ujrzałem nagle przed moim obliczem, w ciemności tej drogi dla której pragnieniem stało się życie i myśl o których mówię. Piękno, które trudno opisać, być może brak formy, aby objawić w słowach tą uroczystą wizję, która w przebłyskach jakże jaskrawych objawiła cud kobiecych dłoni i twarz na której piegi, były niczym gwiazdy świecące nad głowami żyjących tu stworzeń.
I szedłem, i szedłem, świat się stawał bliski dla mnie, choć noc zjawiskowa ogniste pręgi na niebie objawiała to i tak wzrok unosiłem ku górze. Być może to była moja wyobraźnia, która sobą przybliżała niebiosa ku wdzięku, którego pragnąłem. Stawałem się bardziej bliski przyrodzie dla której byłem tylko obserwatorem, obserwatorem jak i częścią, tą genezą życia .To światło ciepłe, jaskrawe jakże niebieskie z niebiosa płynące musiało być prawdziwe, ponieważ trzeźwy byłem na umyśle. Wiec teraz wiem, iż jestem sobą tutaj pomiędzy słowem a wyobraźnią, wyobraźnią, która dąży ku oświeceniu.

(Światłem się stały me chwile, a ciało boleści nie zazna już więcej, bo przecież kochałem i miłość niewierną przeżyłem i kobiet tysiące znałem.)

Niemal upadłem, bowiem zamyśliłem się i zapomniałem o Bożym świecie potykając się o kamień leżący na chodniku, szybo chwyciłem się drzewa, aby nie spocząć na ziemi. To drzewo jakże chłodne, milczące, o koronach zielonych stało się podporą jak i ratunkiem. Dłonią oparłem się o nie, nie pytając o zgodę. Niby nic wielkiego, lecz w głowie zakwitła myśl:

Któż i kiedy zasadził to piękno ofiarowane naturze?

Zbliżałem się powoli do ulicy poprzedzającej skrzyżowanie, skrzyżowanie kierujące drogę do mojego domu. Coraz to bliżej byłem celu. Cieszyłem się, bowiem zimno było na dworze, a drogi tyle przemierzyłem, że nóg już nie czuję i spocząć pragnę w pościeli okrutnie. Wszystkie światła, które otaczały mą trasę zjawiskowo w żółtym kolorze promieniowały, a wiatr siłą swą kołysał lampy przydrożne tak jakby łodzią na morzu w sztormie. I cóż można powiedzieć, kiedy dostrzega się objawiającą się nieposkromioną naturę, która wzburza wyobraźnię tak jak lokomotywa pędząca po szynach stalowych pociągając za sobą tysiąc i jeden wagonów, w których przedziały są puste. Być może pomyślałbym, że nic nie powstrzyma tej siły, a gniew nieba zniszczy bezlitośnie me podwórze. Lecz wierzę w nadprzyrodzoną siłę, która jest dla mnie pomostem lub szalupą ratunkową na tej łodzi płynącej w sztormie o której wspomniałem wcześniej...





Rozdział II.

Gniew we mnie wzbieraja na sile, bowiem straciłem nadzieję, iż odnajdę Ją tą piękną, która w mej głowie zawirowaniem jest od lat. Choć tyle poświeciłem czasu w poszukiwaniu prawdy, prawdy, która jest objawiającą się cerkwią mojego życia, życia w którym samotność stawała się cierpieniem, tęsknotą, to jednak wiedziałem o istnieniu Pantayii, która tańczyła w moich snach w moskiewskim uroku kolorowych witraży na placu czerwonym . I jakże cudowny urok ujrzałem w mojej wyobraźni, kiedy powieki ciężkie przykryły wzrok mój. Choćbym życie swoje poświęcił magom, istotom mych marzeń, to i tak czekać będę na mą Pantaye. Bowiem kocham Ją tak bardzo, że marzę o cudownym, objawieniu rosyjskiego dworu, w którym uwięziona jest poprzez tęsknotę, gdzieś na wschodzie Moskwy. Teraz leżąc na zimnej, czarnej kanapie, kwiatów uroki wspominam, zielonych plącz sznury na ścianach smukłych podziwiam i firan białe całuny dotykam pieszcząc palcami życie, życie, które w marzeniach wyobrażałem sobie, aby objawić Jej swe pożądanie, aby dotrzeć do brzegu Jej wyobrażeń ,cudownych wzgórz  pięknego jedwabnego ciała. O piękność Twych oczu podziwiam, choć niewiele o Tobie wiem, to teraz koszulę rozpinam i w szufladzie chowam się. Aby skryć swoje marzenia w tej księdze niedokończonych słów, aby objawić swą miłość tą potęgę Bóstw. I niech wichry namiętności cudzołożą w tym dziwnym streszczeniu mych uczuć, bo przecież jesteś Panną z moich snów, Panną wszystkich obietnic na które złożyłem ofiarę mych modlitw oddając swe życie Bogu. Bogu o imieniu, którego w księdze żadnej nie znajdziesz, bowiem On tylko mi pokazał swą dłoń i wzrok mówiąc:

Tobie ofiaruje to słowo, a ty odnajdziesz ją!...

I jakże wielkim jesteś pragnieniem, kiedy On wspomina Twe imię, po to abym zabił w sobie złość!... Po to, aby stać się odbiciem w zwierciadle Twym i czytał Twe listy, wspomnienia wszystkich różanych cudownych spędzonych we śnie z tobą chwil.
Gdzież odnajdę cudotwórcze pierwiastki, które są w skarbnicy strzeżonej poprzez dwoje Serafinów żyjących pomiędzy Posągiem Kolos Rodyjskiego Boga ukrytego gdzieś obok oceanów dwóch, które łączą brzegiem lądy niepoznanych zaginionych Państw, Państw niepodbitych zło twórczą naturą ludzkości? Jaki cudem obdarzysz swój świat, kiedy dotkniesz palcem moją dłoń i kiedy ujrzysz we mnie siebie mówiąc do mnie Bliźniaczy cud O Pani Pantayio moich snów…


Rozdział III.

Gdzieś we mnie zaiskrzyło światło i umiera teraz smutek i czuję jak tańczy we mnie Haniel, który oswobodził mą duszę. Patrzę przed siebie i wznoszę wysoko głowę, a wszystko co było okrutne okazało się tylko złym snem, a sen ma zawsze jakieś znaczenie. Ciało me w bieli lśni przed lustrem, a nagość moja spłoszyła Boginię Lchcuine!... Teraz tańczą przede mną aniołowie dla których stałem się bóstwem, bo przecież uwierzyłem. Nagle wszystko wokół okazało się niezwyczajnie piękne i usłyszałem szept, który mówił do mnie:

Jam jest tym, którego widzisz we śnie, nie lękaj się ja słyszę cię, choć teraz nie widzisz mnie.
Uwierz w głos duszy swej i twe serce podaruj Jej…


I choć często słyszę głosy, których już się nie boję, to jednak wiedziałem, że świat mój należy do Niej, tej o imieniu Pantaya, dla której życie swoje oddałbym bez zwątpienia. Więc żegnaj urodo minionego życia, niechaj mnie zdobi uroczysta miłość, którą czuję teraz i podążam za głosem serca, niczym we śnie, niczym we mgle skojarzeń wszystkich obrazów mego istnienia.
Opublikowany: 10-10-2016 06:55 przez: JuzesBenea
Dodaj komentarz
Właściciele serwisu nie odpowiadają za treść umieszczanych utworów i komentarzy. Wszelkie uwagi prosimy kierować bezpośrednio do ich autorów. Wszystkie utwory i komentarze zamieszczone na stronie podlegają ochronie. Zabrania się ich kopiowania, przetwarzania lub rozpowszechniania bez zgody autorów.
Komentarze (13)
III rozdział dopisałem. Zapraszam.
11-10-2016 18:52 JuzesBenea [Link do komentarza]
ale to jest serwis, gdzie nie dostaniesz żadnych części :) natomiast dostaniesz po całości ;)
11-10-2016 08:57 anovi [Link do komentarza]
W końcu trafiłem na dobry serwis. Pantaya to dziewczyna z mojego snu. Aha jeszcze dopiszę kilka rozdziałów.
11-10-2016 06:54 JuzesBenea [Link do komentarza]
Gdzież odnajdę cudotwórcze pierwiastki, które są w skarbnicy strzeżonej poprzez dwoje Serafinów żyjących pomiędzy Posągiem Kolos Rodyjskiego Boga ukrytego gdzieś obok oceanów dwóch, które łączą brzegiem lądy niepoznanych zaginionych Państw, Państw niepodbitych zło twórczą naturą ludzkości?

ale rodzyn.

i to

bowiem On tylko mi pokazał swą dłoń i wzrok mówiąc


wow. i to tylko z ostatnich.

może to przez tą wieczorną porę. czytałem zastanawiając się o czym to jest. lub o kim. a tu na koniec wyjaśnienie:

kiedy ujrzysz we mnie siebie mówiąc do mnie Bliźniaczy cud O Pani Pantayio moich snów…


i wszystko jasne. tylko kurwa, kto to taki Pantayia?

pozdrawiam cudotwórcze pierwiastki
10-10-2016 23:04 Tomasz Michał [Link do komentarza]
;) dziękuję za opinię. Postaram się być lepszy...
10-10-2016 21:55 JuzesBenea [Link do komentarza]
No ,bo jestem pierdolnięty i dobrze mi bardzo z tym, poległem przy twojej opinii ;)
10-10-2016 21:50 JuzesBenea [Link do komentarza]
...pozaskładniowe pierdosłowie z rodzynkiem:

"Teraz leżąc na zimnej, czarnej kanapie, kwiatów uroki wspominam, zielonych plącz sznury na ścianach smukłych podziwiam i firan białe całuny dotykam pieszcząc palcami życie, życie, które w marzeniach wyobrażałem sobie, aby objawić Jej swe pożądanie, aby dotrzeć do brzegu Jej wyobrażeń ,cudownych wzgórz pięknego jedwabnego ciała."

choć całość tego pierdolenia to niezły "rodzynek"................z j. polskiego(?)
PAŁA!!!
10-10-2016 21:16 Mithril [Link do komentarza]
dobrze ci tak :)

kiedyś było takie mądre ludowe powiedzenie: gadanie po próżnicy.

ps. twoja opaczność :)

ps.2. naprawdę trzeba być pierdolniętym, żeby napisać coś takiego.
10-10-2016 21:01 anovi [Link do komentarza]
porażająca odpowiedź, pluskaj się dalej
10-10-2016 17:00 KATolik [Link do komentarza]
http://sunizm.digart.pl/
10-10-2016 16:17 JuzesBenea [Link do komentarza]
No brednia to jest twój nick ;)
10-10-2016 16:08 JuzesBenea [Link do komentarza]
stos patetycznych bredni
10-10-2016 15:47 KATolik [Link do komentarza]
"opaczność" niech ma cię w opiece
10-10-2016 09:46 carmel [Link do komentarza]
(c) 1996-2019 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Strona wygenerowana w: {_Chrono} s