literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.10.21 z dnia: 06-05-2016)
(c) 1996-2019 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Załóż konto
lub
Zaloguj się
Zamiast wadliwego i niebezpiecznego
Internet Explorera
polecamy:

Opera Web Browser
lub:
FireFox Web Browser


Poczytaj więcej tutaj:
Nowoczesne przeglądarki
Wiersz z listy autora o pseudonimie JuzesBenea
<< Poprzedni wiersz tego autora Następny wiersz tego autora >>
Pokaż wszystkie wiersze tego autora Dodaj do ulubionych
 
Geometria Poety.
Rodziła I

Geometria Poety.

Jego twarz owalna z nosem smukłym wydłużonym, jakby trochę skrzywionym, wąs kłębiasty zapuszczony nieco zaniedbany, lekki zarost na twarzy i oczy jak księżyce duże wyraziste i czarne jak szkaradny kamień. Postura jakże dużego mężczyzny ubranego w spodnie cerowane grubą nicią niedbale. Koszula w kratę czerwoną przeplataną niebieskim wzorem, która sprawiała wrażenie spranej długo noszonej. Mężczyzna wysoki z brzuchem opuszczonym, lekko przygarbiony i włosy długie siwe, które wydawały się nie myte jakiś czas. Patrzył na mnie z podziwem, lecz ja czułem się nieco zmieszany lekko spłoszony, myśląc cóż on ode mnie chcę- jakim prawem patrzy... Po chwili zrozumiałem i upuściłem swą dumę poddając się jego spojrzeniu… Wiedząc iż spotkałem na swej drodze Poetę zaiste stało się zrozumienie powyżej ciekawości jegomościa . Drzewa wysokie topole gięły się w wietrze niczym chorągwie porwane w orężu bitew na placu zbawienia. A świat zdawał się cichym głębinowym bajecznym kręgiem, w którym, byłem tylko ja i on ten nieznajomy, którego w zdumieniu podziwiałem. Kręgiem na którym kobierce kręciły się jakby w weselnym tańcu drgając niczym powietrze przy głośnej muzyce. Minuty upływały czas wydłużał się i wszystko wokół było jawą niczym w baśni Andersena, niebywałą, niecodzienna, smutną. Staliśmy w ulicy, on niby na coś czekał przy tym paląc fajkę z której dym biały kłębiasty wydobywał się niczym chmury, niczym wichry gasnących zorzy w polarnym chłodzie. Spoglądał swym zadziwiającym pewnym wzrokiem na mnie, a ja jakbym stał się jego ofiarą , lub inspiracją- być może... Choć noc październikowa przypominała o sobie, gdzie w paszczy chłodu dotykałem parasolu, bowiem deszcz upływem z nieba zdobił ulicę to nie maiłem odwagi aby podejść, aby zapytać choć by o imię….

Rozdział II.

Niewidzialny okupant.


W czterech kątach żyłem, obok okna pralka stolik z nogą, która chusta się po lewej i po prawej stronie. Okno po przez które, sąsiedzi z boku bloku i naprzeciw jego patrzą poprzez balkon , myśląc o mnie w nocy i za dnia cóż ja robię. Łóżko stare wypłowiałe z oparciem wygiętym ku ścianie na którym spoczywam zasypiając czasem. Drzwi z zasuwą stalową pomalowaną na czerwony kolor i zawiasy przed wojenne duże, jakby były wymontowane z platformy zamykającej właz czołgu. Radio i adapter, który często ryczy lub toczy dźwięk muzyki, muzyki odbijającej się o gołe ściany jakże szare, zimne. W oknie firana poszarpana ozdobiona we wzory spartańskie. Bo jak, że surowym jestem obywatelem patrząc solidarnie poprzez obserwowane przez sąsiadów okno. Sumienny ze mnie chłopina choć w skromności żyjąc to wiem jakim językiem posługiwać się mogę w oswoi mojego klasztoru. Choć nikt nie usłyszy jęku lub szeptu wyrażającego boleść samotności, to jednak wiem, że coś tutaj żyje ze mną obok mnie stojąc często. Bowiem widzę cień, którego zasłaniają promienie świecy, świecy płonącej niczym lampiony. Mówię często do niewidzialnego nieznajomego , choć nie dostrzegam za dużo to jednak czuję jego obecność. Być może wyobrażam sobie tą postać scudzoziemczą, bowiem pewności nie mam co do istności jej. Choć słyszę szepty, dźwięki i widzę jakże dziwne przebłyski w oczach to jednak uszanowałem duchowość jego, duchowość dla której wyobrażenie dziwactwa stojącego tuż obok mnie stanowiło dla mnie wierność i subtelną miłość… Choć czułem wrogość sumienną szczerą płynącą od (Ono lub jej lub jego) poprzez przemowy jakie przeprowadzałem z nie znajomym tworem to jednak uważałem, że jest moim bliskim przyjacielem. Jakże surowym językiem władał , jakże wybitnym majętnym w zęby szczerości, bo przecież tylko ja rozumiałem o wy spleciony słowami jęzor. A jednak ukochałem podróżnika mieszkającego od lat w tym jałowym otoczeniu mojego pokoju w jakże wybitnym placu podartych fotografii i tych wszystkich mych ukochanych listów, pisanych do mnie przez tych których straciłem przed pierwszą wojną!...
Opublikowany: 18-10-2016 07:24 przez: JuzesBenea
Dodaj komentarz
Właściciele serwisu nie odpowiadają za treść umieszczanych utworów i komentarzy. Wszelkie uwagi prosimy kierować bezpośrednio do ich autorów. Wszystkie utwory i komentarze zamieszczone na stronie podlegają ochronie. Zabrania się ich kopiowania, przetwarzania lub rozpowszechniania bez zgody autorów.
Komentarze (2)
Pospieszyłem się z tym tekstem, masz rację poprawię, go niebawem.
23-10-2016 10:16 JuzesBenea [Link do komentarza]
Miejscami pokraczne
20-10-2016 12:36 floriankonrad [Link do komentarza]
(c) 1996-2019 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Strona wygenerowana w: {_Chrono} s