literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.10.21 z dnia: 06-05-2016)
(c) 1996-2019 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Załóż konto
lub
Zaloguj się


Do przeglądania polecamy:


FireFox Web Browser
Wiersz z listy autora o pseudonimie pako
<< Poprzedni wiersz tego autora Następny wiersz tego autora >>
Pokaż wszystkie wiersze tego autora Dodaj do ulubionych
Opowiadanie
Lato   na mazowieckiej wsi w 1944 roku

W czterdziestym czwartym w lipcu, Mars - bóg wojny przecie
Rozstawił zwarte szyki po całym powiecie.
Zaczynając wojenne, groźne polowanie,
Wziął całą okolicę w swoje posiadanie.
Bomby, kule, granaty w nieboskłonie  grzmiały.
Odłamki zaś i szrapnele na wioskę spadały.
Jeden pocisk przypadkiem gdzieś się zawieruszył
I chałupę rodzinną w posadach naruszył.
Z budynku nie została nawet ściana żadna.
Dobytek spłonął prawie, Julka była   ranna.
Niecierpliwa kobieta, w czas wojennej ciżby,
Zamiast siedzieć w piwnicy pobiegła do izby.
Nie czekała aż ostrzał armatni ustanie.
Za rzeką stali Niemcy a w lesie Rosjanie,
Więc front działań wojennych przez  wieś się przetaczał.
Linią krętych okopów pola ponaznaczał.
(Jeszcze dziś, choć minęło lat znaczne dziesiątki.
W okolicy się znajdzie wojenne pamiątki.)

Pocisk wpadł w środek dachu, chałupa się wali.
Wszyscy patrzą ze strachem, już się strzecha pali.
Na szczęście w strzelaniu cisza się zrobiła,
Więc pobiegli zobaczyć czy Julka wyżyła.
Stasiek konia zaprzęga, ranną na wóz kładą.
Bo trzeba się czym prędzej rozejrzeć za radą.
Lecz gdzie znaleźć lekarza w wojennym rwetesie.
Działa słychać w oddali, huk armat się niesie.
Najlepiej by poszukać, gdzie sztab stacjonuje.
Bo tam, szpital polowy pewnie się znajduje.
Znalazł Stasiek lekarza, była późna  pora.
Czasu wiele ubyło bo odległość spora.
Julka od bólu jęczy, odłamek ma w nodze.
Wóz, jadąc po wybojach, umęczył ją srodze.
Gangrena nogę niszczy, trzeba amputować,
By móc od rychłej śmierci  Julkę wyratować.
Niestety - na nic się tu przydała i lekarska sztuka.
Julka zmarła. Jej dusza, już do nieba puka.
Na trumnę, ze stodoły deski wyrywali.
Na miejscowym cmentarzu Julkę pochowali.

W okolicę front przyszedł i stał dwa tygodnie.
Rosjanom zaś nie było za bardzo wygodnie,
Więc kazali uciekać ludności miejscowej
I poszukać na ten czas gdzieś kwatery nowej.
Mówili, tam bezpieczni będziecie i cali .
A rzecz jasna, szło o to, by nie przeszkadzali.
Każdy wziął po tobołku, poszli do swojaków
Zostawiając dobytek na pastwę wojaków.

Pod Warszawę front swoje przesunął rubieże.
Tam teraz w ciężkich walkach ginęli żołnierze.
A jeszcze do tego - ludzkie życie tanie-
Zostało w Warszawie wzniecone Powstanie.
A walki były ciężkie, krew się strugą lała.
Do Powstania stanęła młodzież przewspaniała.
Zapłonęły pochodnią kamienice całe.
W ogniu wojny walczyły nawet dzieci małe.
Lecz nim się w myślach wodzów sumienie obudzi,
Już w Warszawie zginęło ćwierć miliona ludzi.
Dwa miesiące ta walka bezsensowna biegła
Waląc w gruzy Warszawę. Nadzieja poległa.
Opublikowany: 26-07-2010 17:57 przez: pako
Dodaj komentarz
Właściciele serwisu nie odpowiadają za treść umieszczanych utworów i komentarzy. Wszelkie uwagi prosimy kierować bezpośrednio do ich autorów. Wszystkie utwory i komentarze zamieszczone na stronie podlegają ochronie. Zabrania się ich kopiowania, przetwarzania lub rozpowszechniania bez zgody autorów.
Komentarze (0)
Ten utwór nie posiada jeszcze żadnych komentarzy
(c) 1996-2019 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Strona wygenerowana w: {_Chrono} s