literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.10.21 z dnia: 06-05-2016)
(c) 1996-2019 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Załóż konto
lub
Zaloguj się


Do przeglądania polecamy:


FireFox Web Browser
Wiersz z listy autora o pseudonimie pako
<< Poprzedni wiersz tego autora Następny wiersz tego autora >>
Pokaż wszystkie wiersze tego autora Dodaj do ulubionych
Jesień - opowiadanie
O tym, jak Jasiek oświatę szerzył na mazowieckiej wsi
przed dawnymi laty i co się mu jednego razu przydarzyło.





A jesień już na dobre weszła do zagrody
Pozbawiając roślinność swej letniej urody.
Liście z drzew już opadły, pola czernią smucą.
Zieleń, słońce i ciepło prędko nie powrócą.
Kobiety drą już pierze na nowe poduszki,
Deszcz o szyby wydzwania, niedługo zaduszki.
Trudno głowę wychylić bo na dworze słota.
W tę pogodę najłatwiej wnieść do izby błota,
Więc  wszyscy siedzą w domu, plotkują zawzięcie.
Choć czasem się pomodlą,  szczególnie w adwencie.

Jasiek w domu nie siedzi, nie śpiewa „godzinek”,
To przecież znamienity gospodarz z Wycinek.
A przy tym wykształcony, jak na one czasy.
Czyta książki, zagląda czasami do prasy.
Na polityczne dyskusje jest zawsze gotowy.
To jemu „Wyzwolenie”  przynosił stójkowy.
Więc prosili go w gości, żeby opowiedział
O tych wszystkich historiach, o których sam wiedział.
On chętnie opowiadał, umiał zaciekawić.
A niekiedy  potrafił żartami zabawić.
Przede wszystkim rozprawiał co się dzieje w świecie.
Także w kraju, w regionie i w samym powiecie.
Najczęściej te rozmowy w karczmie się toczyły,
Bo właściwe warunki tam po temu były.

Miał o czym opowiadać, prowadzić rozmowy.
Na przykład: o Marszałku, co   zamach majowy
Wywołał i precz  przegnał chłopskiego premiera.
Bo mówił, że mu władza sejmowa  doskwiera.
Zebrał więc swych najlepszych, legionowych chwatów
I ruszył na Warszawę, nie żałował batów.
Choć przyczyna tej akcji była nieco dęta,
Nie tylko rząd przegonił, również prezydenta.
(Zginęło przy tym także żołnierzy nie mało,
Gdy w bratobójczej walce swą krew przelewało.)
Potem zamknął w  Berezie swoich adwersarzy
I nowego premiera postawił na straży.
Odtąd miało być lepiej, przy zwycięzcach racja.
Tak właśnie się zaczęła dla kraju „sanacja”.

Jasiek miał lewicowe cośkolwiek poglądy,
I zrazu też popierał Piłsudskiego rządy.
Ale gdy Witosowi  klawisz  cięgi mierzył,
Odstąpił od Marszałka i się sprzeniewierzył.
Odtąd  na strajkach wiejskich, bronił chłopskiej racji
I jawnie się sprzeciwiał tej całej sanacji.
Bo bieda była na wsi, więc się złość wylała.
Wtedy właśnie, policja do chłopów strzelała.

Opowiadał też Jasiek, a mówił ciekawie
O Kursach Staszica robionych w Warszawie.
Gdzie można było zdobyć: wiedzę, doświadczenie.
A miały one później ogromne znaczenie.
Bo gospodarz po kursie, zmiany czasu czuje.
Zamiast „żytko i żytko”, płodozmian stosuje.
I rośliny groszkowe, zwane motylkowe
Przerobi na najlepsze ziemie próchnicowe,
Na których, plonu zbierze znacznie więcej korców.
Bo korzysta z najświeższych, naukowych wzorców.
Jasiek wiedział co mówi, bo kursy zaliczył
I teorię z tych kursów w praktyce przećwiczył.


Opowiadał też o tym jak dawnymi czasy,
Jeszcze wtedy gdy w koło były wielkie lasy,
We wsi Chrzęsne, gdzie blisko rosła stara puszcza,
A cała rzecz się miała niedaleko Tłuszcza,
Mieszkał człowiek, co umysł miał nadzwyczaj lotny.
A do tego zaradny on był i obrotny.
(Z jego synami Jasiek nauki pobierał
I bardzo ich szanował, choć nieraz się spierał )
Ten człowiek to Jan Kielak, redaktor – wydawca
I wielki okolicznych, chłopskich potrzeb znawca.
Wydawał on gazetę – w nazwie „Siewba”  miała.
Wielu ważnych spraw  chłopskich ona  dotykała.
„Organ Ludu Polskiego”, podtytuł brzmiał dumnie,
Więc gazetę włościanie kupowali tłumnie.
A dla takich co czytać jeszcze nie umieli,
Lub tygodnika tego kupić nie zechcieli,
Jasiek zebranych w karczmie, poprosiwszy ładnie
By słuchali uważnie, wyczytywał snadnie
Najświeższe informacje, porady, apele,
Których w tym tygodniku było bardzo wiele.
To kółkach rolniczych i o ich znaczeniu,
To o chłopskich stronnictwach i stowarzyszeniu.
O potrzebie oświaty, szerzeniu nauki
O historii Mazowsza, w tym o dziełach sztuki.
Czytał o tym, że na wsi jeszcze straszna nędza.
A nawet, Jasiek czytał im kazanie księdza,
Który czci chłopskiej właśnie  w tej gazecie broni.
Ten ksiądz się nazywał Wysłouch Antoni.

Tak to Jasiek  oświatę w swojej gminie szerzył.
Że tak trzeba w tych czasach, gorąco w to wierzył.
Bo po latach niewoli zacofania scheda
Panoszyła się na wsi. A do tego bieda
Odciskała swe piętno na chłopskiej naturze.
Jasiek sam tego doznał był, na własnej skórze.
Dlatego niósł pod strzechę każdej wiejskiej chaty,
Swój wkład społecznikowski, kaganek oświaty.

Opowiadaniom Jaśka końca by nie było,
Lecz noc przyszła, i do domu wszystkim się spieszyło.

Przy czym zwykle, w spotkaniach takich często bywa,
Że zebrani słuchając, popijają piwa.
Albo też i gorzałki - pomaga w rozmowie.
Tylko potem się mętlik czuje wielki w głowie.

A do domu daleko i wracać już pora,
Czasami, księżyc drogę rozświetli z wieczora.
Ale bywa, że nawet gwiazd nie ujrzysz z nieba.
Wtedy w pełnej ciemności do dom wracać trzeba.

Raz wracał Jasiek z karczmy późną, zimną nocą.
Jechał bryczką, gwiazdy na niebie migocą.
Oczy zamknął i drzemie bo zmęczony srodze.
Ręce wsadził w kieszenie, luźno leżą wodze.
Wtem przy górze, gdzie cztery wielkie sosny rosły,
Wyszła wataha wilków, i konie poniosły.
Jasiek za lejce łapie, aż ból w rękach czuje.
A bryczka na wybojach co raz podskakuje.
Konie jak na wyścigach, już w pełnym galopie.
Jasiek blady ze strachu myśli - już po chłopie.
Konie drogę do stajni same dobrze znały.
A tu zakręt przy dębie, więc będą skręcały.
Zatrzymać ich nie sposób, zaraz w bok odbiją.
Bryczkę o dąb rozwalą, furmana zabiją.
Nim pomyślał, a czasu miał okrutnie mało.
Nim ratunku poszukał, tak się prawie stało.
Konie z dyszlem od bryczki na podwórzec bieżą,
A Jasiek z bryczką w rowie, koło dębu leżą.

W domu cicho i ciemno, lecz Julka nie spała,
Odmawiając różaniec, na męża czekała.
Słyszy jak ktoś w obejściu hałasy urządza.
Myśli, Jasiek przyjechał i konie obrządza.
Julka już po raz trzeci różaniec obraca.
Na podwórku już  cicho lecz Jasiek nie wraca.
Coś ją tknęło, niepokój jakiś czuje dusza.
Chcąc nie chcąc, wolno wstaje i na dwór się rusza.
Patrzy -  konie przy studni, uprząż poszarpana,
Chciałyby już do stajni a tu niema pana.
Jęła się wnet rozglądać,  wysiłek ją trudzi.
Sama nic nie poradzi, domowników budzi.
Zaraz też się w obejściach  porobiło gwarno.
Bo do pomocy także sąsiedzi się garną
Gdy usłyszeli, że Jasiek do domu nie wrócił.
Konie są, bryczki nie ma, pewnie się wywrócił.

Pobiegli razem szukać na drogę do lasu.
Robiąc przy tym zamętu wiele i hałasu.
Niosą Jaśka na rękach do domu. Jest cały.
Lecz niestety, krwawiący no  i obolały.
Zaraz też mu opatrunki i kompresy dali.
A wszyscy, jeszcze długo tej nocy nie spali.

Jasiek miesiąc chorował ale wstał na święta.
Na zawsze ten wypadek pewnie zapamięta.
Opublikowany: 30-09-2010 11:30 przez: pako
Dodaj komentarz
Właściciele serwisu nie odpowiadają za treść umieszczanych utworów i komentarzy. Wszelkie uwagi prosimy kierować bezpośrednio do ich autorów. Wszystkie utwory i komentarze zamieszczone na stronie podlegają ochronie. Zabrania się ich kopiowania, przetwarzania lub rozpowszechniania bez zgody autorów.
Komentarze (1)
o Boże, to dla uczących się czytania, nie dla mnie
30-09-2010 21:22 wariant [Link do komentarza]
(c) 1996-2019 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Strona wygenerowana w: {_Chrono} s