literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.10.21 z dnia: 06-05-2016)
(c) 1996-2019 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Załóż konto
lub
Zaloguj się


Do przeglądania polecamy:


FireFox Web Browser
Wiersz z listy autora o pseudonimie pako
<< Poprzedni wiersz tego autora Następny wiersz tego autora >>
Pokaż wszystkie wiersze tego autora Dodaj do ulubionych
 
Polska ksenofobia (Humoreska)
Wstydzę się za rodaków. Gross, profesor wszakże
Rewelację przed światem obwieścił – a jakże.
„Polacy w czasie wojny tak się Niemców bali,
Że zamiast okupanta Żydów zabijali.”
A pisarka Tokarczuk oliwy dolała.
Polska Afrykę ponoć, kolonizowała.
I proceder doczekał się takich wyników,
Że zwożono do kraju rzesze niewolników.
Prezes zaś, choć nie mówił tego dla obrazy,
Stwierdził jednak: „uchodźcy – siedliskiem zarazy.
A do tego też dodał: (nie myśląc zbyt wiele)
„Szarijat nam zaprowadzą, sikają w kościele”

Chciałem, więc dziś przeprosić za te nasze grzechy.
Raz – zadośćuczynić, dwa – dla swej uciechy.
I nie będę bił Niemców równając rachunek.
Pokajam się przed Żydem – wykażę frasunek.
Tu problem wszakże oto pojawił się mały.
Chodziłem po Warszawie, zszedłem Kraków cały.
Haseł antysemickich, pełno gdzie nie zajdziesz,
Lecz prawdziwego Żyda ze świecą nie znajdziesz.
Podobno dziś zajmują rządowe siedzenia.
(Ale nikogo nie znam, chyba, że z widzenia.)

Zatem szukam uchodźcy – wyciągnięta graba.
Sęk w tym, że nie widziałem żadnego Araba.

W mej wędrówce spotkałem młodego murzyna.
Lecz cóż, to kibic Legii, popiera Korwina.
Jego ojciec z Afryki pochodzi, co prawda.
On czuje się Polakiem, dusza jego harda.

Co zatem mi zostało? Myślę w czarnym widzie.
A może by się pokłonić teraz inwalidzie?
Jak myślałem, zrobiłem. Pod marketem stoję.
Czekam w miejscu specjalnym i trochę się boję.
O, jest niepełnosprawny – koperta, parkuje.
Podchodzę z nieśmiałością: jak się pan dziś czuje?
Nie chcę tu panu zbytnio przeszkadzać i wadzić
Ale wózek sklepowy mogę odprowadzić.
Facet mnie spiorunował, czuję tęgie poty.
„Weź się człowieku lepiej, do jakiej roboty
I wbij sobie do małej, nierozumnej główki,
Nie zamierzam darować ci żadnej złotówki.
A w ogóle to zdrowy jestem na mym ciele,
Parkuję tu gdzie zechcę, bo miejsca jest wiele.

Przemierzam park, zmartwiony bom żałosny wielce.
Az tu nagle, co widzę? Raduje się serce.
Dwóch facetów, na ławce do siebie się tuli.
Jacyś tacy radośni, uśmiechnięci, czuli.
Podchodzę i składam serdeczne życzenia.
Dużo szczęścia, miłości oraz powodzenia.
Czym prędzej by w rodzinne stadło się pobrali.
Adoptowane dzieci razem wychowali.
- Że co?! Zabełkotali. Dostaniesz po nosie.
Obrażasz nas. My przecież wcale nie „homosie”.
Rozglądam się w koło, flacha w krzakach leży,
Oni wzrok zamulony – ręka we mnie mierzy.
Zrozumiałem jak wielką gafę popełniłem.
Lecz za późno, jest szpital – tam się obudziłem.

Wnioski wysnuć już pora, niech się prawda ziści.
Ksenofoby nie nasi, nasi nie rasiści!
Tolerancję kochamy. My pełni sympatii
Po prostu nie mamy, komu okazać empatii!

(Wakuła)
Opublikowany: 20-10-2015 16:30 przez: pako
Dodaj komentarz
Właściciele serwisu nie odpowiadają za treść umieszczanych utworów i komentarzy. Wszelkie uwagi prosimy kierować bezpośrednio do ich autorów. Wszystkie utwory i komentarze zamieszczone na stronie podlegają ochronie. Zabrania się ich kopiowania, przetwarzania lub rozpowszechniania bez zgody autorów.
Komentarze (3)
ktoś tu chyba nie wyczuł sarkazmu
21-10-2015 14:11 KATolik [Link do komentarza]
wiersza nie widzę...
a do śmiechu mi nie jest...takie trajkotanie i tyle.
Pozdrawiam
20-10-2015 18:49 Leah [Link do komentarza]
hahahha dobre, się uśmiałem
20-10-2015 16:42 KATolik [Link do komentarza]
(c) 1996-2019 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Strona wygenerowana w: {_Chrono} s