literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.10.21 z dnia: 06-05-2016)
(c) 1996-2019 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Załóż konto
lub
Zaloguj się


Do przeglądania polecamy:


FireFox Web Browser
Wiersz z listy autora o pseudonimie pako
<< Poprzedni wiersz tego autora Następny wiersz tego autora >>
Pokaż wszystkie wiersze tego autora Dodaj do ulubionych
 
Opowiadanie
O tym jak dziadek oświatę szerzył na mazowieckiej wsi przed dawnymi laty
i o tym co mu się jednego razu przydarzyło.
..............................................................................................
Dziadek w domu nie siedział, nie śpiewał „godzinek”.
To przecież znamienity gospodarz z Wycinek.
A przy tym wykształcony jak na one czasy.
Czytał książki, zaglądał` czasami do prasy.
Na polityczne dyskusje był zawsze gotowy.
To jemu „Wyzwolenie”  przynosił stójkowy.
Więc prosili go w gości, żeby opowiedział
O tych wszystkich historiach, o których sam wiedział.
On chętnie opowiadał, umiał zaciekawić.
A niekiedy potrafił żartami zabawić.
Przede wszystkim rozprawiał co się dzieje w świecie.
Także w kraju, w regionie i w samym powiecie.
Najczęściej te rozmowy w karczmie się toczyły,
Bo właściwe warunki tam po temu były.

Miał o czym opowiadać, prowadzić rozmowy.
Na przykład: o Marszałku, co zamach majowy
Wywołał i precz przegnał chłopskiego premiera.
Bo mówił, że mu władza sejmowa doskwiera.
Zebrał więc swych najlepszych, legionowych chwatów
I ruszył na Warszawę, nie żałował batów.
Choć przyczyna tej akcji była nieco dęta,
Nie tylko rząd przegonił, również prezydenta.
(Zginęło przy tym także żołnierzy nie mało,
Gdy w bratobójczej walce swą krew przelewało.)
Potem zamknął w Berezie swoich adwersarzy
I nowego premiera postawił na straży.
Odtąd miało być lepiej, przy zwycięzcach racja.
Tak właśnie się zaczęła dla kraju „sanacja”.

Dziadek miał lewicowe cośkolwiek poglądy
I zrazu też popierał Piłsudskiego rządy.
Ale gdy Witosowi klawisz cięgi mierzył,
Odstąpił od Marszałka i się sprzeniewierzył.
Odtąd  na strajkach wiejskich bronił chłopskiej racji
I jawnie się sprzeciwiał tej całej sanacji.
Bo bieda była na wsi więc się złość wylała.
Wtedy właśnie policja - do chłopów strzelała.

Opowiadał też dziadek, a mówił ciekawie
O Kursach Staszica robionych w Warszawie.
Gdzie można było zdobyć: wiedzę, doświadczenie.
I miały one później ogromne znaczenie.
Bo gospodarz po kursie, zmiany czasu czuje.
Zamiast „żytko i żytko”, płodozmian stosuje.
A rośliny groszkowe, zwane motylkowe
Przerobi na najlepsze ziemie próchnicowe.
Na których, plonu zbierze znacznie więcej korców.
Bo korzysta z najświeższych, naukowych wzorców.
Dziadek wiedział co mówi, bo kursy zaliczył
A teorię z tych kursów w praktyce przećwiczył.


Opowiadał też o tym jak dawnymi czasy,
Jeszcze wtedy gdy w koło były wielkie lasy.
We wsi Chrzęsne, gdzie blisko rosła stara puszcza
A cała rzecz się miała niedaleko Tłuszcza.
Mieszkał człowiek, co umysł miał nadzwyczaj lotny.
A do tego zaradny on był i obrotny.
(Z jego synami dziadek  nauki pobierał
I bardzo ich szanował, choć nieraz się spierał )
Ten człowiek to Jan Kielak, redaktor – wydawca
I wielki okolicznych, chłopskich potrzeb znawca.
Wydawał on gazetę – w nazwie „Siewba”  miała.
Wielu ważnych spraw  chłopskich ona  dotykała.
„Organ Ludu Polskiego”, podtytuł brzmiał dumnie,
Więc gazetę włościanie kupowali tłumnie.
A dla takich co czytać jeszcze nie umieli,
Lub tygodnika tego kupić nie zechcieli,
Dziadek zebranych w karczmie, poprosiwszy ładnie
By słuchali uważnie, wyczytywał snadnie.
Najświeższe informacje, porady, apele,
Których w tym tygodniku było bardzo wiele.
To kółkach rolniczych i o ich znaczeniu,
To o chłopskich stronnictwach i stowarzyszeniu.
O potrzebie oświaty, szerzeniu nauki,
O historii Mazowsza, w tym o dziełach sztuki.
Czytał o tym, że na wsi jeszcze straszna nędza.
A nawet, dziadek czytał im kazanie księdza,
Który czci chłopskiej właśnie  w tej gazecie broni.
(Ten ksiądz się nazywał Wysłouch Antoni.)

Tak to dziadek  oświatę w swojej gminie szerzył.
Że tak trzeba w tych czasach, gorąco w to wierzył.
Bo po latach niewoli, zacofania scheda
Panoszyła się na wsi. A do tego bieda
Odciskała swe piętno na chłopskiej naturze.
Dziadek sam tego doznał był, na własnej skórze.
Dlatego niósł pod strzechę każdej wiejskiej chaty,
Swój wkład społecznikowski, kaganek oświaty.

Opowiadaniom dziadka końca by nie było,
Lecz noc przyszła i do domu wszystkim się spieszyło.

Przy czym zwykle, w spotkaniach takich często bywa,
Że zebrani słuchając popijają piwa.
Albo też i gorzałki - pomaga w rozmowie.
Tylko potem się mętlik czuje wielki w głowie.

A do domu daleko i wracać już pora.
Czasami księżyc drogę rozświetli z wieczora.
Ale bywa, że nawet gwiazd nie ujrzysz z nieba.
Wtedy w pełnej ciemności do dom wracać trzeba.

Raz wracał dziadek z karczmy późną, zimną nocą.
Jechał bryczką, gwiazdy na niebie migocą.
Oczy zamknął i drzemie bo zmęczony srodze.
Ręce wsadził w kieszenie, luźno leżą wodze.
Wtem przy górze, gdzie cztery wielkie sosny rosły,
Wyszła wataha wilków i konie poniosły.
Dziadek za lejce łapie, aż ból w rękach czuje.
A bryczka na wybojach co raz podskakuje.
Konie jak na wyścigach już w pełnym galopie.
Dziadek blady ze strachu myśli - już po chłopie.
Konie drogę do stajni same dobrze znały.
A tu zakręt przy dębie, więc będą skręcały.
Zatrzymać ich nie sposób, zaraz w bok odbiją.
Bryczkę o dąb rozwalą a chłopa zabiją.
Nim pomyślał, a czasu miał okrutnie mało.
Nim ratunku poszukał, tak się prawie stało.
Konie z dyszlem od bryczki na podwórzec bieżą
A dziadek z bryczką w rowie, koło dębu leżą.

W domu cicho i ciemno, lecz babcia nie spała.
Odmawiając różaniec, na męża czekała.
Słyszy jak ktoś w obejściu hałasy urządza.
Myśli, "stary" przyjechał i konie obrządza.
Babcia już po raz trzeci różaniec obraca.
Na podwórku już  cicho lecz dziadek nie wraca.
Coś ją tknęło, niepokój jakiś czuje dusza.
Chcąc nie chcąc, wolno wstaje i na dwór się rusza.
Patrzy -  konie przy studni, uprząż poszarpana,
Chciałyby już do stajni a tu niema pana.
Jęła się wnet rozglądać,  wysiłek ją trudzi.
Sama nic nie poradzi, domowników budzi.
Zaraz też się w obejściach  porobiło gwarno
Bo do pomocy także sąsiedzi się garną
Gdy usłyszeli, że dziadek do domu nie wrócił.
Konie są, bryczki nie ma, pewnie się wywrócił.

Pobiegli razem szukać na drogę do lasu.
Robiąc przy tym zamętu wiele i hałasu.
Niosą dziadka na rękach do domu. Jest cały.
Lecz niestety, krwawiący no  i obolały.
Zaraz też mu opatrunki i kompresy dali.
A wszyscy, jeszcze długo tej nocy nie spali.

Dziadek  tydzień chorował ale wstał na święta.
Zdarzenie to na  długo każdy zapamiętał.
...............................................................................
Opublikowany: 01-03-2016 15:38 przez: pako
Dodaj komentarz
Właściciele serwisu nie odpowiadają za treść umieszczanych utworów i komentarzy. Wszelkie uwagi prosimy kierować bezpośrednio do ich autorów. Wszystkie utwory i komentarze zamieszczone na stronie podlegają ochronie. Zabrania się ich kopiowania, przetwarzania lub rozpowszechniania bez zgody autorów.
Komentarze (1)
Prawieri tak na spokojnie cały tekst w poszukiwaniu literówek. Znajdziesz sporo. Popraw, bo tekst niedurny.
02-03-2016 08:25 floriankonrad [Link do komentarza]
(c) 1996-2019 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Strona wygenerowana w: {_Chrono} s