literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.10.21 z dnia: 06-05-2016)
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Załóż konto
lub
Zaloguj się
Zamiast wadliwego i niebezpiecznego
Internet Explorera
polecamy:

Opera Web Browser
lub:
FireFox Web Browser


Poczytaj więcej tutaj:
Nowoczesne przeglądarki
Wiersz z listy autora o pseudonimie floriankonrad
<< Poprzedni wiersz tego autora Następny wiersz tego autora >>
Pokaż wszystkie wiersze tego autora Dodaj do ulubionych
Dystanazja (fragment mojej 4. powieści)
- Znudziłem się. Nie tobą, kochana. Armalnowicami, życiem? Też nie. Choroba jasna, naprawdę chcę wrócić, nie wiem, na jak długo, do Fludaktonii. Ale żeby była ona centrum Wszechświata. Łapiesz? Cofamy się do Średniowiecza i dalej, mijamy Starożytność i nie zwalniamy tempa, lecimy do Archaiku. I dalej, Ewa, patrz - nie ma cywilizacji i jej wytworów, gdzieś wcięło dubajskie wieżowce, centra handlowe. Wreszcie: nie ma nawet lawy buzującej w miejscu, gdzie teraz stoi miłościwie nam panujący Pałac Kultury. Cała materia nieożywiona idzie się gonić, przenosi do przyszłości. Istnieje tylko nasza, sklecona z patyków chatka. Unosi się w przestrzeni kosmicznej. W środku, na sienniko-słomniku siedzi para. Ja - w gajerze od Armaniego, ty- w garsonce ściągniętej z nieostygłego trupa Suchockiej. Siedzimy wgapieni w smartwatche, klepiemy w zegarki. Atmosfera jest nieco kwasowa, obłażą nas psychodeliczne, mieniące się wszystkimi barwami tęczy koty, uciekłe z grobów psy. Karmimy pupilów radioaktywną kiełbasą palcówką, znów gra Vamos a la playa. I ta scena, my uwiązani do zegarków, z kiełbaśnicami w dłoniach, my pijani oscypkami, odurzeni wodą po pierogach - powinna być uwieczniona. To się domaga sztuki, nie - to sztuka domaga się nas.
Płyniemy parędziesiąt lat od hekatomby, jaką niedługo ześlę na Armalnowice. Z dala od samych siebie, rejestrujemy się nawzajem i jesteśmy rejestrowani przez nieznaną siłę, zamykani w kasetach wideo, nawlekani na szpule magnetowidów. Jakieś TO gapi się wszystkowidzącymi oczyskami. Nie, nie pustka, otchłań, która - jak twierdził Friedrich Nietzsche, uwielbia, małpa jedna, gapić się na ciebie. Nie absolut.
Ktoś nas zamyka w swoich wielgachnych ślepiach, byśmy zostali tam na zawsze, odlewa nas w gałach. Uwięźliśmy w lepkich nerwach wzrokowych, jak w pajęczynie.
Opuszczona Fludaktonia anektuje kosmos. Kiwamy się na niekończącym się tripie, choć nie wzięliśmy jakiegokolwiek narkotyku. Wszystko jest tak wyraziste, wyraźne, przesadzone, kolory mieszają sie, przeżerają, wpadają gwałtownie i wręcz brutalnie jeden w drugi.
Gdy wreszcie odrywam się od zegarka, naręcznej, elektronicznej pierdogłupawki, okazuje się, że nie mam ciała, przeglądam się w błyszczącej skórze Ewy i widzę... swój brak. Bezcielesny Flor wije się wokół ciebie jak wąż, dotyka sektami skrzydeł. Tańczę, wiruje piruety na świetlistym hoverboardzie.
Pamiętasz, kochana, takiego brytyjskiego popierdoleńca o ksywie Jihadi John? Raper przystał do terrorystów z ISIS, poleciał walczyć w imię kalifatu, podrzynać gardła innowiercom.
Przez krótką chwilę, niezauważalne okamgnienie, jestem nim, wbijam się w ciebie, na ostro, przeciągam językiem po szyjach. Odpadają ci nadnormatywne, sztuczne głowy. I znów jesteś moją ukochaną, Jednoewunią.
Przestrzeń fazowa, miejsce, gdzie każdy jest na fazie (o - stworzyłem nową definicję, szacun mi się należy!) rozciąga sie wokoło, ogarnia nas.
Nie mam bad tripa, jestem trzeźwy. Po prostu... stwarzam cię na nowo. W wyobraźni nasze randez vous, gadka tęskniora, któremu odpierdziela z samotności.
Mieszkam kątem w twoim sercu, rozdymam się, zajmuję całą pikawę. I maleję, znów kryję sieęw głębi, onieśmielony i zawstydzony. Ciągle nie mogę uwierzyć, że chcesz ze mną być. Ledwie widoczny przez mikroskop, nanometrowy pisarzynka rozpuszcza się w krwiobiegu.
Z ruin Kapsoprowizacji, ze stodół, obór, chlewików, szop, ziemianek wychodzą Fludaktończycy. I niosą twoje, skażone florelektrosmogiem, ciało, nad rzekę świetlistej lawy.
Płyń, zwiedzaj tworzący się kolejny raz, świat. Nie powiem, że rzucam ci go do stóp. Bez przesady, nie mam kompetencji. Od dłuższego czasu nie jestem nawet właścicielem swojego, endoświata. Jedyne co ma, to słoik małych, niedojrzałych marzeń. Nie odkręcaj, bo będziesz nową Pandorą. Wrzuć w buzujący nurt lawy. Niech znikną, kochana.
Nie mam prawa sięgać myślą dalej, niż za płot.
Opublikowany: 03-10-2018 21:04 przez: floriankonrad
Dodaj komentarz
Właściciele serwisu nie odpowiadają za treść umieszczanych utworów i komentarzy. Wszelkie uwagi prosimy kierować bezpośrednio do ich autorów. Wszystkie utwory i komentarze zamieszczone na stronie podlegają ochronie. Zabrania się ich kopiowania, przetwarzania lub rozpowszechniania bez zgody autorów.
Komentarze (1)
Gratuluję, potrafisz mnie zaskoczyć.
04-10-2018 11:16 zingara [Link do komentarza]
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Strona wygenerowana w: 0.0051 s