literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.10.21 z dnia: 06-05-2016)
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Załóż konto
lub
Zaloguj się
Zamiast wadliwego i niebezpiecznego
Internet Explorera
polecamy:

Opera Web Browser
lub:
FireFox Web Browser


Poczytaj więcej tutaj:
Nowoczesne przeglądarki
Wiersz z listy autora o pseudonimie floriankonrad
<< Poprzedni wiersz tego autora Następny wiersz tego autora >>
Pokaż wszystkie wiersze tego autora Dodaj do ulubionych
Dystanazja (początek fragment mojej 4. powieści)
Come and see me and maybe you'll die
But I can keep you in artwork, the fluid kind
Interpol The Rover

I. Ewoteizm

- Zhamknijcie shię! - charczę bezgłośnie do tamtych za szybą. A one swoje: szczebioczą, ćwierkają. Ujadają.
Nakrywam kołdrą spieczoną głowę. Gdybym czuł się choćby ociupinkę lepiej, wstałbym, by choć przymknąć okno. Albo, doprowadzony do ostateczności, poszedł do drewutni po pięciokilowy młot, by rąbnąć się nim w baniak, aby odcięło mi zasilanie. Z własnej woli stracić przytomność.
W obecnym stanie mogę jedynie leżeć i wysłuchiwać treli-moreli, powrzaskiwań obdzieranych z pierza, walczących o samice zalotników.
Siedzą na gałęziach świerku i albo drą dzioby jeden na drugiego, odstraszają rywali, albo cierpko-słodkimi głosikami starają się wabić ichnie dziewczyny.
Przeklęci napaleńcy, testosteronowi terroryści, którym tylko jedno w ptasich móżdżkach. Orgiastyczni, upierdliwi swingersi...
Żółty, gorący trójkąt pełznie po gumoleum w stronę wersalki. Niedługo przypali mi stopy. Jest zbyt późno, by się wylegiwać, chyba dobiega południe. Powinienem przestać być rozgniatany przez kołdrę, skończyć z wrastaniem w wyro.
Zaraz pewnie przyjdzie Judasz, otworzy łapkami skrzypiące drzwi, chwilę poostrzy pazurki o bok fotela, po czym niespiesznie przyczłapie, wskoczy na kołdrę i zacznie ją miesić łapami, odprawiać szamańskie modły-tany, jakby chciał przepędzić, wydeptać ze mnie kaca, zmusić do wstania. Micha i salaterka, do której wlewam mleko same się przecież nie napełnią.
No już, jeśli nie wykurzyły cię, nierobie, wrzaski szpaków, kawek i strusi karłowatych, czy kto tam się wydziera, to ja to zrobię; będę tak długo chodzić, człapać, tupać ci po torsie, nogach, brzuchu, włazić na twarz, aż w końcu dopnę swego: podniesiesz zezwłok. Po czterech dniach. Łazarz, za sprawą kocich czarów powróci do świata istot w miarę żywych.
Opublikowany: 07-10-2018 18:57 przez: floriankonrad
Dodaj komentarz
Właściciele serwisu nie odpowiadają za treść umieszczanych utworów i komentarzy. Wszelkie uwagi prosimy kierować bezpośrednio do ich autorów. Wszystkie utwory i komentarze zamieszczone na stronie podlegają ochronie. Zabrania się ich kopiowania, przetwarzania lub rozpowszechniania bez zgody autorów.
Komentarze (0)
Ten utwór nie posiada jeszcze żadnych komentarzy
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Strona wygenerowana w: 0.0026 s