literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.10.21 z dnia: 06-05-2016)
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Załóż konto
lub
Zaloguj się
Zamiast wadliwego i niebezpiecznego
Internet Explorera
polecamy:

Opera Web Browser
lub:
FireFox Web Browser


Poczytaj więcej tutaj:
Nowoczesne przeglądarki
Wiersz z listy autora o pseudonimie floriankonrad
<< Poprzedni wiersz tego autora Następny wiersz tego autora >>
Pokaż wszystkie wiersze tego autora Dodaj do ulubionych
Tryptyk na P
"Schwarzenegger musi częściej kląć, jeśli chce być jak Linda""

skłamię, że jestem dobry. patrz:
pan z kabelkiem i wisienką zamiast oka
zaprowadza porządek. w ogniu. rozstępują się
bajorka lawy i przechodzimy suchą stopą
na drugi koniec Nieba. w kotłach wyją naiwni
uwierzyli w jasne i tłuste kraje
barok bez końca
i domy o podmurówce z pawich piór

jeszcze tam wrócimy. ostatni spojrzy się
na ilustrację ze zdeformowanej bajki
kwiatuszki z płynnego żelaza
sielankę nie do opowiedzenia
(po drugim zdaniu - wypala gardło)

potem się zgasi (w końcu kiedyś trzeba!)
skrzepłymi płomykami można nawozić  pole
wiedziałaś?

roztrzęsę je za stodołą
ciekawe, co wyrośnie. kości psów?

**************************************************

"Preponderantuś"

filia regionalnego Muzeum Komedii i Zaprzaństwa
nie ma zbyt wielu eksponatów. ledwie trzy:
garnek bez dna (komu potrzeba aż tyle grochówki?)

klamka wyrwana spod żeber takiemu jednemu
co się zarzekł, że nigdy się nie otworzy

potem - zmienił zdanie, przekonywał
że w ogóle nie ma serca
więc i po co tam grzebać?

ostatnia - królowa kolekcji - kosa. ostrożnie!
oglądaj ją prawie leżąc, z nosem przy ziemi
jest zamocowana na sprężynach
nikt nie wie, kiedy pójdzie w ruch

wystarczy chwila dekoncentracji - i jesteś
lżejszy o parę obrazków, listów, tajemnic
zapominasz, do jakiego urzędu chciałeś napisać
podanie z prośbą (i tak każdy
dostaje decyzję odmowną
więc co za różnica - ma się łbisko, czy nie)

*************************************************

"Okoliczni"

z niego to był aparat! nie, nie na korbkę

brali go za tresowaną kukłę
przez lata gapił się z niewysokiego szczytu
(Everest wysoki jak kretowisko)
przekręcał powiedzenia, wzniosłe cytaty

jak leci - z literatur pełnych lakieru, ale i
bardziej ludzkich, obrosłych sianem, koniczyną

z każdej frazy wyrywał słoneczka. z korzeniami
taka na przykład matka
przez całe wieki, w jednej religijnej pieśni
stała bolejąca. aż można było współczuć

u niego: płacze ze śmiechu
filmując jak płonie cyrk
(ewolucja: człowiek - krzyk - zwierzę - żużel)
musi obdzwonić znajomych
zanim telefon się rozładuje

nieliczni spostrzegli, że się zapadł
data - bliżej nieokreślona

i znów u nich: plusz, treny, ozdobniki na wagę
kostka brukowa obsypana płatkami kwiatów
tych, co tak mdląco pachną

coś tam po nim zostało w szpargałach
zrolowane i nie na temat:
proza. prostactwo. prokrastynacja
wreszcie: prąd  
przepaść wystrugana z żarówki

mieli rację: cudak
garść oswojonej sierści, nie wizjoner
Opublikowany: 07-12-2018 01:23 przez: floriankonrad
Dodaj komentarz
Właściciele serwisu nie odpowiadają za treść umieszczanych utworów i komentarzy. Wszelkie uwagi prosimy kierować bezpośrednio do ich autorów. Wszystkie utwory i komentarze zamieszczone na stronie podlegają ochronie. Zabrania się ich kopiowania, przetwarzania lub rozpowszechniania bez zgody autorów.
Komentarze (0)
Ten utwór nie posiada jeszcze żadnych komentarzy
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Strona wygenerowana w: 0.0028 s