literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.10.21 z dnia: 06-05-2016)
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Załóż konto
lub
Zaloguj się
Zamiast wadliwego i niebezpiecznego
Internet Explorera
polecamy:

Opera Web Browser
lub:
FireFox Web Browser


Poczytaj więcej tutaj:
Nowoczesne przeglądarki
Wiersz z listy autora o pseudonimie Anna pa,pa
<< Poprzedni wiersz tego autora Następny wiersz tego autora >>
Pokaż wszystkie wiersze tego autora Dodaj do ulubionych
Boże Narodzenie
Przyjeżdżasz. I wtedy niemiecki przestaje być językiem wroga,
wciąż wracasz, jakby na tym polegało człowieczeństwo,
i robisz mi, robisz dziecko, hop!

Za oknem deszcz usuwa brud z chodników, trzylatek przemierza
świat od kałuży do kałuży, pani z psem przechadza się,
ktoś niesie siatkę pomarańczy, ktoś rozmawia przez telefon

Nikt nie ma pojęcia, że my tu zmieniamy świat, kładziemy się
do łóżka i robimy dziecko, kruchutkie jak chrust.
Opublikowany: 25-12-2006 02:26 przez: Anna pa,pa
Dodaj komentarz
Właściciele serwisu nie odpowiadają za treść umieszczanych utworów i komentarzy. Wszelkie uwagi prosimy kierować bezpośrednio do ich autorów. Wszystkie utwory i komentarze zamieszczone na stronie podlegają ochronie. Zabrania się ich kopiowania, przetwarzania lub rozpowszechniania bez zgody autorów.
Komentarze (17)
kazap - ukłony

TG - niekonsekwencja? no cóż.
04-01-2007 23:46 Anna pa,pa [Link do komentarza]
pozdrawiam.
04-01-2007 20:06 kazap [Link do komentarza]
zgadzam się z przesłaniem
lecz nie pochwalam niekonsekwencji
pozdrawiam:)))
28-12-2006 20:28 TG [Link do komentarza]
:-)
heh, rozdrapywaczko wersów, powiadasz
uffam, że ci ich pazurami dźwiedzia mocno nie podarłam

nobocoja mam napisać na takie dictum, na poniższe wnioskowanie:

to znaczy, że najbliżsi to ci, którzy przyjeżdżają tradycyjnie w święta, żeby robić dzieci
? tych mniej bliskich sobie rozpoznaje się po tym, że je robią, ale komu innemu?
no co!!?


jasne, że nic, Anno, trochę sobie pojechałam:P;)
----
wiesz, już bez zagłębiania się w szczegóły może
dość bacznie przyglądam się twoim tekstom, bo ich peelka jest - z mojego punktu widzenia - piekielnie ucywilizowana, uładzona, correct
mnie to zaciekawia, ponieważ kiedy przeglądam się w twoich wierszach, wyglądam na barbarzynkę
może spróbuję choć naszkicować, w czym rzecz
i posłużę się opowieścią o narodzinach Afrodyty; przez nią na skróty do sedna

otóż prawie wszyscy wiedzą, że Afrodyta narodziła się z piany morskiej i to jest taka słodziuchna koronkowa wersja soft
znacznie mniej osób wie, skąd ta urocza piana się wzięła - i to jest wersja hard
a ona pochodziła - jak głosi pierwotny mit - z obciętej męskości Uranosa, którego wykastrował jego syn, Kronos i wrzucił łup do morza
i kiedy tak sobie płynęła oderżnięta niebiańska fujarka, rzucana przez fale, to wokół niej dopiero powstała piana i z niej narodziła się dziewczynka, a później wyrosła kobieta i musiała się trochę namachać łapami, zanim dopłynęła ostatecznie na Cypr, gdzie doczekała się pierwszych sanktuariów

twoje wiersze często w warstwie świadomie konstruowanych znaczeń przykładnie milczą o grozie, a mówią o pianie; są niekompletne i o wiele sprawniej nazywają to, co migotliwe i zewnętrzne niż to, co ukryte i wewnętrzne

czasami wydaje się z kolei, że słowa stają się u ciebie podstępne, kryją się w nich niezamierzone, niekontrolowane sensy możliwe do odczytania przez kogoś z zewnątrz i w jakiś sposób bawi mnie (bez złośliwości) odszukiwanie właśnie tych sekretnych znaczeń, które są logiczne, a przed tobą schowane tak, jak twoje przede mną: to trochę tak, jakby potwory na twoim pokładzie w tajemnicy przed tobą używały Morse'a, hah
bo na pozór wydaje się, że w twoich tekstach ich nie ma, zostały tak przemyślnie ukryte, że zdają się tylko czasami przezierać z wysiłkiem przez pojedyncze słowa, w których ja dostrzegam cienie po pańsku ignorowanego potwora, a ty ziarnko kminku, na które ja się rzucam i drapieżnie rozgryzam;)
patrzę na całość, patrzę, Anna i właśnie dlatego pewne słowa w tej całości zaczynają wtedy budzić większe zainteresowanie niż inne, właśnie w całości, a nie z niej wydarte pazurem, czy wrednie wygryzione
ale właśnie i dlatego przyjmuję, że w twoich tekstach jest miejsce zarówno na twój, jak i mój obraz: powiedzmy, że dorysowuję cień;)
możliwe, że dobrze jest salonowo nie wspominać o potworach, a wtedy one znickają, ekhm, z salonu;), ale ze świata raczej nie
-------------
ten wiersz jest niemal hymnem pochwalnym na cześć miłości - mówisz
tak naprawdę moja pierwsza recenzja stąd nie mówiła o niczym innym
w niej był taki fragment:
więc wydaje się, że to jest święte, tak czy inaczej - a to dlatego, że dwoje ludzi spojrzało sobie naprawdę przez chwilę w oczy
innych cudowności, proszę państwa, na dziś nie przewidujemy


z daleka to jest świat, w którym codzienny rytuał szorowania zębów jest równie święty, jak niegdyś był święty rytuał składania ofiar ze zwierząt
tam leciała krew, tu pełznie pasta do zębów z tubki; tamten odbywał się raz na jakiś czas, ten codziennie
w tamtym bogowie nie mieszkali wszędzie; w tym mogą zamieszkać i we włosiu szczotki do zębów, pod warunkiem, że nas ktoś pokocha
ale ponieważ nie sposób żyć bosko codziennie na tych samych obrotach - boskość szybko powszednieje, flaczeje i potrzebuje stałego dopływu świeżych wrażeń, żeby absolut zachował się w dobrej formie
możliwe, że się mylę i jest zupełnie inaczej niż widzę, ale fajnie jest zobaczyć i taki wariant jako jeden z bardzo - na podstawie danych - prawdopodobnych
-------------
poza wszystkim już mnie oczekiwania - jak o nim mówisz - katolickiego Boga zawsze wydawały się nieco niejasne
utykałam na długo w Genesis, kiedy Bóg nakazywał Ewie i Adamowi
- [...]i napełniajcie ziemię, i czyńcie ją sobie poddaną [...]
u Chrystusa jeszcze mniej niż w Starym Testamencie ziemi, a jeszcze więcej nieba, nie z tego świata
czasami podejrzewałam, że to może jakaś podpucha: może Bóg czekał, aż Adam i Ewa roztropnie odpowiedzą: - Ależ, Panie, nie możemy czynić poddanym tego, co jest od nas silniejsze. Nie zrobimy tego, o co nas prosisz
i wtedy nie byłoby podręczników historii;)
oni jednak pokornie nie powiedzieli nie i stąd nasza przez wieki trwająca wyprawa, której koniec/początek będzie takim, jakim go opisał w jednym z poematów Eliot:

Nie ustaniemy w poszukiwaniu,
A kresem naszych wszelkich poszukiwań
Będzie dojście do punktu, z któregośmy wyszli,
I poznanie tego miejsca po raz pierwszy.


co do innych motywów - czuję się po raz nie wiem już który bezradna wobec netu i jego ograniczeń i coraz trudniej mi rozwijać tu jakiekolwiek wątki, bo zbyt wiele trzeba by dojaśniać/dotłumaczać i miałabym opuszki jak nomada podeszwy;), więc zmilczę

tak czy inaczej przydało misie to buszowanie po twoim bożym narodzeniu, ponieważ wiem dzięki niemu wyraźniej, czego jeszcze nie wiem;)
powinnam podziękować, no to - dziękuję;)
dobrej nocy
howgh
27-12-2006 00:22 .zgrizzly [Link do komentarza]
.zgrizzly, mam wrażenie, że wydłubujesz kminek z bigosu, rozgryzasz w ustach
i z wyrzutem stwierdzasz: "nie cierpię kminku! po cholerę wrzuciłaś kminek do gara",
moja rada jest taka, spróbuj delektować się potrawą w całości, a zagra w ustach pełną gamą smaku

nobocoja mam napisać na takie dictum, na poniższe wnioskowanie:

to znaczy, że najbliżsi to ci, którzy przyjeżdżają tradycyjnie w święta, żeby robić dzieci
? tych mniej bliskich sobie rozpoznaje się po tym, że je robią, ale komu innemu?


no co!!?

jacy bogowie, do kogo i jak wracają i w jaki sposób to jest atrybut boskości

katolicki bóg rodzi się co grudzień, bóg wraca na ziemię w każdym ochrzczonym dziecku,
przychodzi do nas w każdej eucharystii, co wiosnę obiecuje i daje nadzieję, zdaje się

równie dobrze w powrotach mogą być zakodowane: przyzwyczajenie, słabość, strach przed zmianą,
chęć schowania się w iluzjach, w tym, co znane, na pozór oswojone, a przez to na swój sposób wygodne


zgadza się, ale nie w tym wierszu :)
gdyż ten wiersz jest radosny, świąteczny, jest niemal hymnem pochwalnym na cześć miłości,
bo dla niej granice nie istnieją, a Bóg (Miłości) wciąż się rodzi, podobnie jak maleńkie
ludzkie dziecko-stempelek miłości jest nadzieją, że świat ma szansę
znowu zmienić się na lepsze :)

czym/kim jest to dziecko, gdyby trzymać się konsekwentnie wyłącznie śladów,
które zostawia słowo wybrane do wiersza, a nie objaśnień autora


bożym narodzeniem :)

tu jest inaczej: - święto jest wtedy, kiedy wracasz

dokładnie, najpiękniejsze święto we wszechświecie


"jakby" miało symbolizować "nie tylko na tym", bo to nie jest wiersz o kwestiach
człowieczeństwa, zahacza o nie jedynie. powroty są bardzo ludzkie, bo zawierają cechy,
o których wspomniałaś TY i które wymieniłam ja (miłość, tęsknota, chęć bycia razem, ale także
przyzwyczajenie, słabość, strach przed zmianą)

druga zwrotka jest rozbiegówką - dla puenty

kruche miało znaczyć, to co znaczy: słabe, delikatne, wrażliwe, koronkowe, po prostu: dziecko!
ale być może niezbyt trafne porównanie, gdyż wiele osób na nie zwraca uwagę

co do końcówki Twjego przedostatniego komentarza wrócę wieczorem, bo się totalnie nie zgadzam
ale teraz obiad u siostry, kolacja u przyjaciół :)

pozdrawiam serdecznie, rozdrapywaczko wersów!
26-12-2006 13:04 Anna pa,pa [Link do komentarza]
heh, no dobra, ale dlaczego zaraz ten banał nazywać bożym narodzeniem;)?
a poza tym to on w żaden sposób nie jest właściwością, która ubóstwia
raczej na odwrót: to my go ubóstwiamy
no nic to, snickam, thx
dobrego, Anna
i pa, pa;)
26-12-2006 12:31 .zgrizzly [Link do komentarza]
życie składa się z przywitań i pożegnań, z rozstań i powrotów, banał, wiem, ale prawdziwy do bólu,
wstajesz rano, mówisz bliskim dzień dobry, po czym myjesz twarz i już się z nimi żegnasz, wychodzisz w zimny świat.
ale wieczorem znowu wracasz, witasz się, jesz gorący posiłek, kładziesz się do łóżka, a przed zaśnięciem życzysz
wszystkim dobrej nocy, gdyż znowu się rozstajecie. budzisz się rano, mówisz cześć...
to najprostszy przykład na ciągłe powroty :)

dziękuję za zwrócenie uwagi i głos
26-12-2006 12:22 Anna pa,pa [Link do komentarza]
snygging

tak - pojednanie, tak - narodziny (z całym zapleczem znaczeń), tak dla "codziennie ktoś zmienia świat",
tak - dla przewrotności wiersza wobec świąt i dla akcentu, że jadnak znaczą "trochę więcej niż pomarańcze w siatce",
dzięki :)
26-12-2006 12:11 Anna pa,pa [Link do komentarza]
o, masz! jasne i czytelne:)
no to może ja naprawdę czegoś nie widzę?
ok, to poszukam sama

jedyny powrót, jaki bez podpowiedzi widzę, to zmartwychwstanie, no bo inne, jako właściwość bóstw, nie przychodzą mi do głowy
czy to o to chodzi, czy ja się mylę
?
nie wiem, czy się mylę, toteż przyjmę testowo, że chodzi o zmartwychwstanie
a zatem powroty są rodzajem zmartwychwstania
no to patrzę:

Przyjeżdżasz. I wtedy niemiecki przestaje być językiem wroga,
wciąż wracasz, jakby na tym polegało człowieczeństwo,
i robisz mi, robisz dziecko, hop!


peelka mówi: wciąż wracasz
rozstanie jest śmiercią, przyjazd/powrót - zmartwychwstaniem
robi się nieco groteskowo; zmartwychwstania i śmierci mnożą się
zakładając nadal, że to słuszny trop, przestaję wierzyć, że każde następne dzieje się z równą intensywnością, co poprzednie - to raczej mało prawdopodobne, emocje nie mogą ciągle pozostawać na tych samych wyżynach: a zatem wynika z tego, że śmierci i zmartwychwstania powszednieją
mam więc cykl śmierci i zmartwychwstań jako pewien standard, obyczaj,
prywatną tradycję związku dwojga ludzi,
jej kultywowanie, czas, okoliczności zależą od woli czy może kaprysu człowieka, czasami pewnie od czegoś, co wygląda na przypadek
to swoisty mit sprywatyzowany, nie odtwarza wedle ścisłych reguł żadnych zdarzeń ze Świętego Praczasu, które miały dokładnie określone przestrzeń/czas, nie ma Prawzorca, mit tworzy się sam na gorąco
obrządek Powrotu nie ma w sobie niczego stałego, choć stałość zdarzeń była kiedyś nieodłącznym atrybutem wiary
tu jest inaczej: - święto jest wtedy, kiedy wracasz

to wciąż wracasz wydaje się opisem ponawianych prób odzyskiwania raz po raz gruchotanej wiary dwojga ludzi w siebie nawzajem
no dobra, raz się nie udało, umarłem, no to spróbuję teraz zmartwychwstać, zobaczymy, może się uda, no dobra, znowu się nie udało, umieram, ok, jeszcze raz itd., itd;)
heh, gdyby takie cykle dotyczyły np. Chrystusa, to by był z nich niezły Monty Python:
- Dobra, ludzie, nie uwierzyliście w moje zmartwychwstanie? To powtórzmy tę zabawę jeszcze raz i jeszcze raz, tyle razy, ile trzeba, abyście uwierzyli.

wciąż wracasz, jakby na tym polegało człowieczeństwo

nie wiem, dlaczego tu jest jakby
jakby bywa najczęściej sygnałem, że coś tylko jest podobne do czegoś lub przypomina istotę czegoś, a nie jest tym, co jest
lub jest znakiem wątpliwości
zupełnie jakby pytać;): nie wiem, czy na tym polega człowieczeństwo
?
wątpliwości wszakże są rzeczą ludzką
- być może na tym polega - można sobie odpowiedzieć i pójść dalej nie zajmując się więcej tą kwestią

Za oknem deszcz usuwa brud z chodników, trzylatek przemierza
świat od kałuży do kałuży, pani z psem przechadza się,
ktoś niesie siatkę pomarańczy, ktoś rozmawia przez telefon


niegdyś święto oznaczało wyjście poza czas zwykły, powszedni i wejście w czas święty
istniały wyraźne granice, czynności, rekwizyty, dzięki którym człowiek wiedział: oto wchodzę w to, co Święte
tutaj tego nie ma
w tej strofce brak zadęcia oznacza właśnie brak wyrazistych granic, brak w zewnętrzności jasnych znaków, które człowieka odsyłają w świat bóstw: zakupy, telefon, pies, dzieciak na brzegach kałuż
pomarańcze jak małe słońca w siatce, kupione w markecie i stłoczone i potem te słońca kładzie się na talerzyk w cząstkach
jem słońca za kasę

i nadal upieram się, że usuwa jest słowem cudakowatym
deszcz kiedyś był oczekiwaną życiodajną siłą, wilgocią, darem, w magii obmywa z brudu, a nie go usuwa, jak pracownik firmy czystościowej
usuwa jest słowem technicznym, a nie ze słownika mitów i wiary
usuwa się śmieci, usuwa się zęby, usuwa się to, co zbędne, przeszkody i odpadki
a zatem deszcz kiedyś był źródłem darów z nieba dla człowieka
teraz, tutaj - staje się kimś w rodzaju miejskiego posługacza, zamiataczem
deszcz czyści martwy chodnik z martwych resztek, żeby było schludniej w mieście zbudowanym przez ludzi
ze znaczeń pogranicznych: może też usuwać się grunt spod nóg, można usunąć się komuś z oczu
ale żaden z sensów tego słowa nie niesie niczego, co uważałoby się za święte: mówi o roli służebnej, o zbędności lub bezradności, a nie mocy

Nikt nie ma pojęcia, że my tu zmieniamy świat, kładziemy się
do łóżka i robimy dziecko, kruchutkie jak chrust.


no tak, wszystko dla trzeciej strofy, czyli tadam!

tu jest sedno
oto bez fanfar i fajerwerków, nie na pokaz, dokonuje się akt święty: zmiana świata
dzieje się ta zmiana w łóżku, dyskretnie, żeby było bez zadęcia

gdyby zostawić już nawet inne cechy chrustu: brak soków i życia
uznać, że dziecko kruchutkie jak chrust ma w sobie po prostu tylko
tę bezradność i łamliwość, tę wzruszającą chruścianą bezsilność, bezbronność wobec świata,
który może z nim zrobić, co mu się żywnie podoba, podatność na zniszczenie
i dlatego rodzice powinni je chronić
to nadal poruszamy się w kręgu tworzenia w strachu o to, co się stworzyło,
niewiary i nieufności, że świat na który przychodzi dziecko, jest przyjazny

jedyna moc tutaj to moc kochania się we dwoje i robienia dziecka
parka poddanych namiętności bogów tworzy dziecko w świecie, w którym
stworzenie i wychowanie dziecka jest rewolucją w miniaturce, a nie ewolucją powiązaną z resztą świata
(rewolucja niszczy stare struktury i daje nowe, mity z kolei zawsze służyły
podtrzymaniu ciągłości)
zmiana świata jest prywatnym trzęsieniem ziemi za firanką: skromnym, z godnym zadania entuzjazmem, w dobrym tonie, ograniczonym do dwojga, żeby ludziom w ślepia nie wchodzić z archanielską trąbą
świat jest im poddany, poddany tak, że aż staje się jak sprawny, przemykający jak duch obok łoża bogów niewolnik - nieobecny, choć widać efekty jego istnienia
po co go zmieniać
?
26-12-2006 11:31 .zgrizzly [Link do komentarza]
dorzucę kamyczków do ogródka zastanawiając się dlaczego zatrzymało mnie "wciąż wracasz", niespodziewane i chyba nie potrzebne po "Przyjeżdżasz.". wydaje mi się, że albo jedno albo drugie. ale oczywiście, droga Pani Anno, to tylko celem małej dyskusyjki tudzież skłonienia autora do zainteresowania się tą kwestią w utworze. czyż można inaczej? to pytanie zaiste wiekowe, ale czyż można? czy należałoby? dla mnie byłoby piekniej. (nie wnikam w szczegóły jak zgryz, bo akurat te kwestie, które dźwiedź porusza są dla mnie dośc jasne i czytelne).

pozdrawiam
26-12-2006 02:26 Tomasz Michał [Link do komentarza]
Anna, hm, pogubiłam się

Przyjeżdżasz - tradycyjne odwiedziny najbliższych
to znaczy, że najbliżsi to ci, którzy przyjeżdżają tradycyjnie w święta, żeby robić dzieci
? tych mniej bliskich sobie rozpoznaje się po tym, że je robią, ale komu innemu?
dość redukcjonistyczny pogląd;)

wciąż wracasz - powroty, czyż nie są atrybutem boskości? są!
w jakim sensie
?
jacy bogowie, do kogo i jak wracają i w jaki sposób to jest atrybut boskości
?
a człowiek na podobieństwo boga, tak? tak. w powrotach zakodowana miłość, tęsknota, chęć bycia razem, etc.
ponieważ nie rozumiem powrotu jako cechy boskości, to i oczywiście nie rozumiem także wynikającego z powrotów podobieństwa bogów i człowieka
co do reszty: równie dobrze w powrotach mogą być zakodowane: przyzwyczajenie, słabość, strach przed zmianą, chęć schowania się w iluzjach, w tym, co znane, na pozór oswojone, a przez to na swój sposób wygodne, chęć ucieczki od świata
na dwoje babka wróżyła;)

3 zwrotka
dla niej wiersz :) czyż dziecko, nie jest absolutnym cudem natury, Boga, miłości dwojga ludziów? czyż nie jest największą obietnicą, nadzieją dla każdej komórki rodzinnej, społeczeństwa, ludzkości? jest. jest rewolucją, cokolwiek to słowo znaczy.

hah, o matko;), Anna, to tekst, jak z poradni świadomego macierzyństwa lub z ambony lub USC
nie umiem z nim dyskutować:) a już osobliwie z nadziejami ludzkości, bo pojęcia słabo do mnie przemawiają

wydaje się, że jeśli narodziny dziecka są rewolucją, cokolwiek to słowo znaczy, to ono rzeczywiście znaczy cokolwiek;)

i dlaczego to dziecko jest kruchutkie jak chrust
?
chrust to gałązki, które wyschły, i dlatego drzewa je odrzuciły, wyłamał je wiatr lub strzaskali ludzie,
oderwał się od korzeni, jest bez soków, bez życia, a jego nowym miejscem to, na które spadł przypadkiem, tam, gdzie go wiatr poniósł, z którego ktoś go podniesie, zbierze, zaniesie, dokąd chce
chrust trzaska pod stopami
zbiera się go na podpałkę, do pieców, żeby było cieplej tam, gdzie marzną ubodzy lub na ognisko, przy którym grzeją się oraz montują ulotną wspólnotę z przyrodą i/lub innymi ludźmi - wędkarze, harcerze lub wszelcy, na ogół dość przypadkowi, wędrowcy/przechodnie, którzy najczęściej palą ogniska nie tam, gdzie ich dom
chrust przeznaczony do ognia, do szybkiego spalenia, jest jak zbiorowość z przypadku, gałązki (nie wybierały przecież same swojego towarzystwa) tworzą przez krótki czas stos, który wnet zniknie

o drugim znaczeniu, karnawałowych faworkach, już nie mówię, bo było wcześniej
raczej też nie bywają symbolem trwałości lub odnawiającej się mocy
dlaczego chrust
?
czym/kim jest to dziecko, gdyby trzymać się konsekwentnie wyłącznie śladów, które zostawia słowo wybrane do wiersza, a nie objaśnień autora
?
25-12-2006 23:57 .zgrizzly [Link do komentarza]
Niemiecki
Autorka wybrała bardzo mocny acz trochę wyświechtany przykład dla pojednania. Oczywiście wyrazisty.
Tekst podkreśla codzienność jednocześnie mówi Boże Narodzenie- symbol narodzin.
„Nikt nie ma pojęcia, że my tu zmieniamy świat” można by rzec, że codziennie ktoś zmienia świat. Nie wiem jakie przesłanie, ja odrzutuje ten tekst jako wystąpienie przeciwko celebracji świąt a jednocześnie zwrócenie uwagi, że to jednak trochę więcej niż pomarańcze w siatce.
25-12-2006 13:22 snygging [Link do komentarza]
hahah
a kto tu mówi o równaniu w dół? toż ja nie do dołu, tylko na górę wiersz targałam;)
choć to interesujące, bo po raz drugi, tak, jak i niedawno, wiersz zdaje się samodzielnie mówić zupełnie co innego, niż mówi, kiedy czuwa nad nim autorka:)
[też snickam teraz w świętowanie, ale ja tu jeszcze wrrrócę;) - obiecała]
pa;)
25-12-2006 13:03 .zgrizzly [Link do komentarza]
Witaj .zgrizlly, ja tylko na słówko, w obronie wiersza, bo w zasadzie stoję już w blokach startowych
-- wybieramy się do Łazienek na spacer przedobiadowy dla żarłoków i hedonistów :)

Odpieram zarzut związany z nieadekwatnością tytułu do wiersza, z równiem wiersza w dół,
otóż, jak najbardziej - jest w tekście silne nawiązanie do Bożego Nar.:
(przewrotnego w tym roku, wiosennego, za moim oknem pąki na drzewach!,
trawa bezczelnie zieleni się, dzieci bez szalików, czapek biegają, że ho, ho!)

1 zwrotka:
Przyjeżdżasz - tradycyjne odwiedziny najbliższych,
język wroga - tego dnia nikt nie jest wrogiem, wszyscy się jednoczą, wybaczają, dzielą białym opłatkiem - miłością, przytulają
wciąż wracasz - powroty, czyż nie są atrybutem boskości? są!
a człowiek na podobieństwo boga, tak? tak. w powrotach zakodowana miłość, tęsknota, chęć bycia razem, etc.
dziecko (Boga/ludzkie) - symbol nadchodzących wielkich zmian

2 zwrotka
usuwanie brudów - sprzątanie
telefon - życzenia
pomarańcze - element świątecznego stołu, nie mniej niż karp (imho)
w tym segmencie chodziło o ruch, o przedświąteczny szum, zabieganie,
święta w dzisiejszych czasach niekoniecznie świąteczne, bardziej komercyjne,
jakby straciły magię, przynajmniej tę odczuwaną w dzieciństwie

3 zwrotka
dla niej wiersz :) czyż dziecko, nie jest absolutnym cudem natury, Boga, miłości dwojga ludziów?
czyż nie jest największą obietnicą, nadzieją dla każdej komórki rodzinnej, społeczeństwa, ludzkości?
jest. jest rewolucją, cokolwiek to słowo znaczy.

tekst miał być troszkę przewrotny, bez świątecznego zadęcia,
bo o ile poczęcie/urodzenie dziecka jest wyczynem, o tyle, że się kolokwializmem daje posłużę
'robienie' jest czynnością nader przyjemną, hop!

serdecznie
25-12-2006 12:45 Anna pa,pa [Link do komentarza]
czytam i myślę sobie na przemian: dobrytekstniedobrytekstdobrytekstniedobrydobry;)

on jakoś dziwnie trafił na moment, kiedy właśnie myślę o tym, jaka jest dziś mitologia, co się z nią dzieje, czego jej brakuje, że - zdaje się - często poszukiwanie wzniosłości bywa - przynajmniej na pierwszy rzut ślepia - tym samym, co oszukiwanie siebie
wzniosłość wygląda często tak, że chciałoby się ją nazwać odpustową z wszelkimi możliwymi sensami, które to określenie niesie
i z obecnym w nim jarmarkiem, i czułą tandetą: wzruszeniami jednodniowcami, handelkiem, cukrową watą, zabawą z kogucikiem;), i odpuszczeniem win i odpuszczaniem sobie i cieniem pustki/pustaci i przepustu;) i z tym od na czele, jak coś w rodzaju neurotycznej pętli: od tego z daleka, choć do tego zmierzam

zajrzałam do Campbella, który tłumaczy podstawy, więc i mówi, że sen to spersonalizowany mit, a mit zdepersonalizowany sen
i może dlatego, że wlazłam tu prosto od Campbella, patrzę na ten tekst jako na próbę zmierzenia się z mitem na - hm, powiedzmy - bezmiciu, czyli mitycznym pustkowiu bez mitów;)

no bo (bonobo) tu żadnego Bożego Narodzenia sensu stricto nie ma:
śniegu nie ma ni cholery, deszcz zachowuje się jak sprzątacz na etacie lub stomatolog, nie obmywa świątynnie np. - lecz usuwa śmieci/zęby
Mikołaj przywiódł kochanka z Niemiec, ale ten przeca przyjeżdża i kiedy indziej
choinkę ze światełkami wcięło, żłóbek wystrzeliła w kosmos nieznana siła,
tłumy nie świętują: ktoś idzie z siatą, ktoś z psem i jakiś dzieciak łazi od kałuży do kałuży, ktoś gada przez telefon
a z siatkami, psami i od kałuży do kałuży to się chodzi na co dzień, o telefonach nie wspominając
zamiast sianka jest chrust, a ten jest zarówno nic nie znaczącymi gałązkami oderwanymi od drzewa, czy takimi, które spadły, jak i ciastkiem karnawału (chrust = faworki), czyli rytualnego szaleństwa po to, żeby później spokojnie przycupnąć na kolejny rok
no i na chruście, zamiast na bierwionach, czasami palono skazańców, jeśli mieli płonąć jeszcze dłużej i boleśniej niż pozostali przestępcy, odszczepieńcy czy wiedźmy

a to hop! w robieniu dziecka nie ma w sobie niczego z rytuału, można sobie wyobrazić spokojnie małpiszonowatego, nie tyle świątecznego, co weekendowego susa w pościel, żeby odpocząć od harówy: uff, jestem wolny przez dwa dni
i jakieś - juhuuuuu! jahaha!,
- alleluja, mamy wolne od życia, to pofiglujem! - mówi świątecznie wyjęta z garnituru i kiecki bestia o dwóch grzbietach
zmiana świata już nie polega na zabijaniu potworów, ciężkiej pracy ani twórczości
mamy oto pojednanie narodów w małpiszońskiej ekstazie, wypuszczone sportowo (hop!) plemniki i jajo, z którego ma się narodzić dziecko bez korzeni i pnia, plecionka z rodziców
pozostaje jeszcze ocalająca wiedza, że bogowie nigdy nie rodzili się na ołtarzach, tylko w najróżniejszych cudacznych miejscach
więc wydaje się, że to jest święte, tak czy inaczej - a to dlatego, że dwoje ludzi spojrzało sobie naprawdę przez chwilę w oczy
innych cudowności, proszę państwa, na dziś nie przewidujemy, heh


idę se myśleć
;)
-----
dobrego dnia, Anna
howgh
25-12-2006 11:43 .zgrizzly [Link do komentarza]
mam pytanie - czy publikujesz na fabrica ribrorum?
25-12-2006 09:38 romdar77 [Link do komentarza]
To chyba jakieś z pierwszych wierszy autorki...
25-12-2006 09:25 romdar77 [Link do komentarza]
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Strona wygenerowana w: 0.0183 s