literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.9.17 z dnia: 02-11-2007)
(c) 1996-2010 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Załóż konto
lub
Zaloguj się


Zamiast wadliwego i niebezpiecznego
Internet Explorera
polecamy:

Opera Web Browser
lub:
FireFox Web Browser


Poczytaj więcej tutaj:
Nowoczesne przeglądarki
Wątek forum dyskusyjnego
<< Poprzedni wątek Następny wątek >>
Pokaż wszystkie wątki na forum
Jarosław Marek Rymkiewicz
Tekst przekazuję bez zgody gazety i autora.

Pod linkiem jest portret autora tekstu, jaki został umieszczony w "Rzeczypospolitej" po tym jak Andrzej Wajda zaprotestował w sprawie pochowania pary prezydenckiej na Wawelu.

Pisze Jarosław Marek Rymkiewicz
http://pl.wikipedia.org/wiki/Jaros%C5%82aw_Marek_Rymkiewicz

Nie mogę tego słuchać, nie mogę patrzeć na te krokodyle łzy. Ludzie, którzy Go nienawidzili, którzy nim gardzili, którzy Nim pomiatali, teraz płaczą nad Jego trumna. Dość tego. Politycy, którzy mówili o dorżnięciu watahy, którzy po zamachu w Gruzji mówili, ze to był śmieszny zamach na śmiesznego człowieka, powinni na zawsze zniknąć z polskiego życia publicznego. Oni nie maja prawa iść za Jego trumną. Nie maja prawa być polskimi politykami. Życzenie śmierci sprawdziło się. To było to samo życzenie, które niemal 100 lat temu pchnęło szaleńca do zamordowania prezydenta Narutowicza. Po raz drugi w naszych dziejach narodowych wydarzyło się to samo. Po raz drugi nienawiść zatruła polskie umysły. POLACY. Nie pozwólmy, żeby nienawiść i pogarda zatriumfowały.
koktail dnia 18-04-2010 19:51 Odpowiedz na ten wpis
hej! Na barykady!
borkos dnia 18-04-2010 20:35 Odpowiedz na ten wpis
Pan Marek lubił Kaczorka. No cóż jest jeszcze drugi.
Brzuszek dnia 19-04-2010 19:54 Odpowiedz na ten wpis
Polacy żyją dziś w świecie fikcji.

Jarosław Marek Rymkiewicz (69 l.) pisarz, eseista, tłumacz, badacz literatury. Jest profesorem Instytutu Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk. Debiutował w 1957 roku tomikiem "Konwencje". Opublikował dziesięć tomów wierszy, wśród nich ostatnio "Zachód słońca w Milanówku". Jest laureatem wielu nagród literackich.

Kiedy ogląda pan telewizję, czyta gazety, słucha radia, to czego tam w opisie polskiej rzeczywistości brakuje? Z tego co jest dla pana naprawdę ważne?

- Brakuje mi wszystkiego -to znaczy opisu polskiej rzeczywistości. Kiedy oglądam telewizję, czytam gazety czy słucham radia, obcuję, jak każdy, z totalnym kłamstwem. Jeśli chodzi o tak zwane środki przekazu, to mamy tam do czynienia z różnymi rodzajami kłamstwa. Niekiedy jest to kłamstwo w rodzaju komunistycznym - a więc kłamstwo dla celów politycznych. Tak właśnie kłamie państwowy telewizor. Ludzie, którzy tam pracują, nauczyli się za czasów rosyjskich, że praca w telewizorze polega na okłamywaniu tak zwanej (przez komunistów) ludności. Wykonują więc tę swoją pracę, jak najlepiej potrafią - kłamią, jak się da i ile się da. W telewizorze kłamią nie tylko programy informacyjne - także rozrywkowe, literackie, muzyczne, jakie tylko są. Gdyby w telewizorze powiedzieli, że Mickiewicz napisał „Pana Tadeusza", a Chopin koncert f--moll, to też byłoby to kłamstwo.

Telewizja ma w sobie coś z króla Midasa - tyle że czego się dotknie, zamienia się nie w złoto, lecz w gówno. Ten rodzaj kłamstwa wydaje mi się zresztą niezbyt ważny, ponieważ jest oczywiste, że telewizja kłamie. Ważniejsze i ciekawsze jest kłamstwo tych, którzy - opisując Polskę - nie bardzo wiedzą, że kłamią. To kłamstwo bierze się stąd, że to, co nazwał pan polską rzeczywistością, opisywane jest z perspektywy warszawskich czy krakowskich elit, a więc z perspektywy ludzi, którzy o życiu polskim -o jego wielkich głębiach, wielkich tajemnicach, ale także o jego widzialnych obrazach - wiedzą bardzo mało albo nie wiedzą nic.

Nie znaczy to, że życie polskie opisują wyłącznie ludzie, którzy należą do jakiejś elity - politycznej. dziennikarskiej, literackiej. Ale perspektywa elitarna jest dominująca - i wobec tego wszyscy ją przyjmują. W ten sposób otrzymujemy obraz życia polskiego całkowicie zafałszowany - jest to obraz Polski fikcyjnej, bo oglądanej oczyma ludzi, którzy mieszkają w wielkich miastach i uczestniczą w wielkomiejskim życiu politycznym, literackim, artystycznym, dziennikarskim, salonowym i jakim tam jeszcze.

Ci ludzie, sporządzając obraz życia polskiego, prawdopodobnie domyślają się, że jakaś Polska jest jeszcze gdzie indziej - ale jeśli nawet dostrzegają to polskie „gdzie indziej", to opisują je ze swojej wielkomiejskiej perspektywy. Wielkie międzynarodowe miasta to jest przeszłość - dziewiętnastowieczna i dwudziestowieczna - To jest życie fikcyjne, którego niedługo już nie będzie - rozwieje się, zapadnie w nicość jak każda fikcja, każde fikcyjne i niepotrzebne dzieło ludzkiego umysłu. To, co się dzieje w wielkich miastach, dla życia polskiego nie ma wielkiego znaczenia.

A co ma znaczenie?

- Życie polskie toczy się w małych miasteczkach, na przedmieściach, na wsi. To życie jest tam, gdzie ludzie żyją po swojemu, po polsku, to znaczy - jak chcą. W taki sposób, o którym prawie nic nie wiadomo - ponieważ to jest nieopisane. A jest to nieopisane, bowiem nie da się tego opisać i zrozumieć z perspektywy życia wielkomiejskiego, międzynarodowego, europejskiego. Takie ujęcia muszą nieuchronnie fałszować obraz życia polskiego. Może zresztą jest tak, że to jest nieopisane i nie do opisania ze swojej najgłębszej istoty Może trzeba być wielkim artystą, wielkim poetą - Kochanowskim czy Chopinem - żeby to opisać. Ale nawet jeśli tak właśnie jest, to jeszcze nie znaczy, że należy bezczelnie kłamać - i przedstawiać Polakom, z perspektywy warszawskich i krakowskich pałaców władzy, zafałszowany obraz Polski.



Posłużmy się jakimś przykładem...

- Najbardziej rzucającym się w oczy przykładem kompletnego zafałszowania obrazu współczesnej Polski jest pojawiające się codziennie (wystarczy otworzyć gazetę) twierdzenie, że żyjemy tutaj w państwie demokratycznym - rządzonym w demokratyczny sposób przez demokratycznie wybranych przedstawicieli ludu. Wciąż słyszę tę nędzną gadaninę - że jestem obywatelem demokratycznego państwa - i strach mnie zbiera, bo widzę, że mówią to judzie, którzy nie mają żadnych złudzeń i całkiem dobrze wiedzą, kto, a raczej co, tu rządzi. Chodzi tu oczywiście - w tej całej gadaninie o polskiej demokracji - o przekonanie, a nawet przymuszenie Polaków, żeby siedzieli cicho i słuchali tych, którzy nimi rządzą - czy raczej tego czegoś, co nimi rządzi.

Czegoś takiego jak demokracja w Polsce w ogóle nie ma -i pewnie nigdy już nie będzie. Nie jest to żadne nieszczęście - nie jest przecież tak, żeby wolni ludzie musieli mieć wolne wybory i wybierać w nich swoich przedstawicieli. Żeby ludzie żyli na swój sposób (jak kto chce), wolne wybory wcale nie są potrzebne. Nieszczęściem jest tylko to, że sprawa ta przedstawiana jest we współczesnej Polsce w sposób jawnie kłamliwy. Prawda jest zaś taka, że to, co rządzi Polakami (to, co decyduje, jak oni są rządzeni), jest ukryte przed ich oczyma. Może dlatego, że ci, którzy to coś reprezentują, boją się naszego gniewu - i uważają, ze względu na własne bezpieczeństwo, że Polaków lepiej jest okłamywać. W Polsce nie rządzą komuniści (ja ich nie lubię, więc najchętniej zrzuciłbym na nich winę za wszystko - ale wpływ tych śmiesznych figur z telewizora na życie polskie jest w istocie chyba niewielki) - a w przyszłości nie będą tu rządzić liberałowie. Kto i co rządzi w Polsce, to każdy widzi.

To jest kraj rządzony przez różne kliki, koterie, mafie, gangi i grupy biznesowe. Ale to jest tylko powierzchnia - a ci wszyscy mafiosi, gangsterzy, prezesi, ministrowie, bankowcy i profesorowie także nie bardzo wiedzą, co jest pod spodem, pod nimi. Pod spodem jest zaś system - to, co pozwala utrzymywać w jakim takim porządku i posłuszeństwie czterdzieści (prawie) milionów Polaków. Co to jest ten system, nie bardzo wiadomo. Pan jest z Krakowa, więc zrozumie pan moją metaforę. To jest coś w rodzaju Smoka Wawelskiego, który siedzi w jamie. Przydałby się szewczyk Dratewka,



Czy to jest sytuacja chwilowa, przejściowa? Którą da się za pomocą jakichś mądrych posunięć odwrócić?

- Być może coś rdzennie polskiego (coś z polskiej wolności) dałoby się uratować, gdybyśmy spróbowali wrócić do naszych społecznych sposobów życia - tych, które ukształtowały się w czasach Pierwszej Rzeczypospolitej. Do czegoś, co by zakładało koniec dominacji - nie tylko dominacji gangsterskich i mafijnych elit, ale w ogóle jakiejkolwiek dominacji - dominacji czegokolwiek nad czymkolwiek. Mnie się marzy jakaś wielka rewolta w duchu anarchii szlacheckiej, w duchu Juliusza Słowackiego, jakiś pośmiertny triumf polskiego liberum veto. Ale to są mrzonki. Może to się zmieni, jak przyjdą ludzie młodzi, tacy w wieku mojego syna - trzydziestoletni. Może wśród nich będzie szewczyk Dratewka.



Ale co mają zrobić? Sam pan powiedział, że anarchistyczna rewolucja w duchu późnego Słowackiego jest mrzonką. Co w zamian?

- Może pojawi się wielka myśl polska. Piłsudski był ostatnim polskim politykiem, który miał pomysł - czym ma być Polska. To znaczy - jak ma wyglądać polskie życie, polskie wojsko, polska literatura, co zrobić z Polską, jak jej służyć. On miał jakąś ogromną wizję. Oczywiście, jemu się to nie udało. Był już chory i nie bardzo sobie z tym dawał radę. Może nie można było sobie z tym dać rady. Natomiast dzisiejsze wspaniałe wizje Polski, komunistyczne i liberalne, mówią o tym, jak wyłudzić trochę więcej pieniędzy z Brukseli i załatać budżet.


A jaki jest nasz interes w tym całym zamęcie. Czego możemy, czego powinniśmy się trzymać?

- Mamy interes fundamentalny, istnieniowy - chcemy być Polakami. Musimy zatem myśleć, jak mamy przetrwać jako Polacy.



Napisał pan niedawno, że Polska jest ważniejsza od Boga, że ona Go jakby poprzedza. Ja z tego wyciągam następujący wniosek:

Polska jest czymś, czego nie może nie być. Nawet gdybyśmy się strasznie starali, ze wszystkich sił, to i tak nie zdołamy jej utracić.

To trochę łagodzi moje przerażenie powodowane tym wszystkim, co od pana dziś słyszę.

- Ja tak uważam, że Polska będzie zawsze - pojmowana jako idea, Polska jest wieczna. Ale wiemy też, że Polska (w swoich różnych historycznych wcieleniach) wpadała kilkakrotnie w straszliwe nieszczęścia. Kończę teraz książkę o Słowackim i jestem po lekturze „Anhellego", którego dawno nie czytałem. To jest tak straszne, że tego lepiej nie czytać. Kiedy Słowacki pisał „Anhellego", był w okropnej depresji i miał okropne myśli na temat Polski - widział, jak ona umiera. Ja się boję czegoś takiego. Że to represyjne państwo, które w tej chwili tu istnieje, a które jest kompletnie niezdolne do tego, żeby służyć Polakom, doprowadzi nas do narodowej depresji. Wpadniemy w taką straszną depresję, że będziemy jak ci syberyjscy niewolnicy z „Anhellego", ci nędznicy, mieszkający na cmentarzach i w kopalniach.



20 lat temu wydał pan „Rozmowy polskie latem 1983 roku", opis stanu ducha Polaków w latach stanu wojennego. To nie były zbyt radosne czasy, a jednak pana bohaterów wiele rzeczy cieszy, o wielu mówią z nadzieją. Gdyby taką książkę pisał pan dzisiaj, o czym jej bohaterowie mówiliby z radością?

O czym pan ze swoimi przyjaciółmi mówi z nadzieją?

- Teraz to napisałbym z pewnością strasznie depresyjną książkę o Polsce. Tamte lata - mimo że rządził nami jakiś podły ruski satrapa - były pełne nadziei, bo wiedzieliśmy, że satrapa zaraz zdechnie.



Nie ma w Polsce nic dobrego? Niczego, o czym myślałby pan z zachwytem i podziwem?

- Jeśli się na to spojrzy z takiego miejsca, które ja zajmuję - miejsca człowieka, który mieszka w małym miasteczku - to widać, że w polskim życiu dzieje się wiele pięknych rzeczy. Polacy kochają się i pracują, rodzą się im dzieci. Mieszkają w swoich własnych domach ze swoimi własnymi zwierzętami i darzą się wzajemną miłością. Koty i psy śpią u ich stóp. Potem wszyscy umierają - to także jest dobre. Te fundamentalne sprawy ziemskiego istnienia mają tu swój szczególny rytm i swoją niepowtarzalną melodię, znaną tylko tutaj - to jest rytm i melodia naszego polskiego istnienia, krok polskiego tańca. Krok trzynastozgłoskowca - jak w „Panu Tadeuszu". To jest życie rdzennie i pierwotnie polskie, które świadczy o wielkiej sile polskiej tradycji i polskiego obyczaju. Ja tu nie tworzę jakiejś utopii. Jest też wiele złości, nienawiści, złodziejstwa, tupania na siebie - ale tak ma być. Jak to w polskim tańcu, gdzie się przytupuje.



Jednak to nie wystarcza, żeby pana uspokoić i pocieszyć?

- To nawet nie jest tak, że celem systemu, który objął władzę nad Polakami, jest zniszczenie życia polskiego. To jest po prostu tak, że ten system ma gdzieś nasze życie-jego szczególność. Ono go nic nie obchodzi. Ten system obchodzi jedynie korzyść, jaką z czegoś może mieć - korzyść materialna. Dla ludzi, którzy służą temu systemowi, życie może być chińskie, argentyńskie, portugalskie czy jeszcze inne. Systemom jest wszystko jedno.


Rozmawial Maciej Nowicki - 18 Marca 2004 r.
koktail dnia 21-04-2010 21:59 Odpowiedz na ten wpis
Naprawdę, na wiersz pana Jarosława ktoś świetnie odpowiedział:

"Panie Jarosławie
ojczyzna w obawie
przed pańskim piórem"

No cóż, szkoda mi pana Rymkiewicza, gdyby nie istniała polityka, on nie musiałby się w nią angażować. I pozostałby świetnym teoretykiem kultury, niezłym pisarzem, poetom, eseistą.

A tak wyszedł z niego nędzny grafoman, który żerując na swojej własnej "sławie" promuje ucztę na spalonych ciałach...

tak tak wiem że to skrajne skrajne ale tak w życiu bywa. Jeden czyta Rzepę, drugi... Wybiórczą... choć każdy wie KTO tu utrzymuje poziom.
justex dnia 30-04-2010 21:53 Odpowiedz na ten wpis
Jutex,

Twój cytat: „gdyby nie istniała polityka, on nie musiałby się w nią angażować” dalej cytat „I pozostałby świetnym teoretykiem kultury, niezłym pisarzem, poetom, eseistą”. Czy zauważasz co w tycch fragmentach sugerujesz?
Czy ty mówisz, że Rymkiewicz nie powinien angażować się w politykę, tylko dlatego, bo ma inne zdanie od ciebie?
On ze swoim zaangażowanie politycznym jest znakomitym literatem, poetą, eseistą.
Zastanów się epozjanie Jutex co napisałeś.

Na podstawie moich obserwacji mam inne zdanie o tym co napisałeś.
Przytaczam fakt z przed chyba sześciu lat. Panu Rymkiewiczowi przyznano nagrodę Literacką NIKE za zbór poezji pod tytułem: „Ogród w Milanówku”
Wiadomo kto jest patronem tej nagrody. Mam prawo się domyślać, że starano się o przychylność pisarza. On jednak nie wstawił się na uroczystości uczenia laureatów nagrody. W specjalnym oświadczeniu odczytanym przez jego sekretarkę powiedział, że (cytuję z pamięci), „literatura nie potrzebuje polityków” nagrodę sekretarce wręczał ówczesny prezydent A. Kwaśniewski. Wszystkie możliwe skojarzenia pozostawiam Tobie do analizy na podstawie życia i twórczości literackiej pana Rymkiewicza.

I co to znaczy? "Wybiórczą"? Może wstydzisz sie podać faktyczną nazwę gazety?

Pozdrawiam
koktail dnia 01-05-2010 10:20 Odpowiedz na ten wpis
Drogi epoezjanie koktailu, a raczej człowieku który siedzisz po drugiej stronie ekranu, logując się literkami 'k'o'k't'a'i'l'...

"Wybiórcza" była żartobliwym następstwem nazwania Rzeczpospolitej "Rzepą". Nie wstydzę powiedzieć Gazeta Wyborcza. Ha G.A.Z.E.T.A.W.Y.B.O.R.C.Z.A. Czego się wstydzić dobrej gazety?

Co do pana Rymkiewicza... tak sugerowałem. Bo kiedy jednakowoż pisze wiersze polityczne, doraźnie polityczne powiem szczerze: jest nędznym grafomanem. I to mnie boli. Bo wiem również kiedy pan Rymkiewicz NIE pisze o polityce i przyjemnie się czyta takie jego wiersze. A jego książki o literaturze, gdzie w sposób mistrzowski przeplata narrację, fikcję i fakty... wzór.
ALE jego wiersze polityczne... żenada. Jak większość wypadków kiedy artyści chwytali się za rękę z polityką i tworzyli epigony.
I dlatego całokształt pana Rymkiewicza uległ w moim (i nie tylko) zniekształceniu. Negatywnym. Może pan Rymkiewicz stał się głosem polskiej prawicy i PiSu... ale tym samym stracił głos w uczciwości poetyckiej, stracił głos w szczerej kulturze, poza uwikłaniami błahymi, obniżającymi poziom. Albo albo, granica JEST.

Co do NIKE... jego problem. Ja raczej bym zobaczył jak wielu wybitnych literatów dostało tę nagrodę (chociażby wskazać ostatniego laureata Tkaczyszyna-Dyckiego- wspaniałego poetę. Wspaniałego). I jeśli ktoś to odczytuje tylko politycznie, to problem właściwie tylko tej osoby.

Tak, to jest problem, żeby oddać poecie to co jego, ale jednocześnie być szczerym i powiedzieć prawdę. Prawda jest taka że pan Rymkiewicz pisząc "Do pana Jarosława" zdradził poezję. Przypomina w tym tych wszystkich co za "komuny" pisali do i o Stalinie, Bierucie itp. I pozostaje dużo, dużo niesmaku.

Btw: ignoruję, tak generalnie, obecnych poetów co piszą o polityce, bo zazwyczaj kończy się to tak jak w przypadku pana Rymkiewicza.

Tak więc drogi mi dyskutancie: czy uważasz, że poeta MUSI mówić o polityce, jeśli obok jest cały cały świat? Może mieć swoje poglądy polityczne i głosować, to dobrze. Ale kiedy pisze wiersz polityczny... kim się staje?
justex dnia 01-05-2010 11:30 Odpowiedz na ten wpis
Juliusz Słowacki pytał o godzinę;)
a
Aleksander Fredro był w złym humorze.

No ale przecież autorowi wątku nie chodzi o literaturę, ale o polityczne awanturki:)
askier1 dnia 01-05-2010 12:14 Odpowiedz na ten wpis
justex,

ja jednak nie zabieram talentu literackiego Rymkiewiczowi, dlatego bo podjął polityczny temat wypowiadając się wierszami. Wszakże czystą demokrację charakteryzuje wolność słowa.
Drugie, przypominając wątek NIKE, zaznaczam to, że pan Rymkiewicz nie zmienił swoich poglądów politycznych.

Tak jak Ty justex, pozbawiasz wartości, lliterackich osobie Rymkiewicza tak, samo powinieneś albo w takim razie musisz je odebrać naszym wieszczom, Mickiewiczowi, Słowackiemu, Norwidowi i wielu innym. Czy chcesz mi powiedzieć to, że Też tym poetom nie wolno było zabierać głosu w sprawach ważnych dla narodu polskiego? Innym przykładem jest nasz wybitny artysta, znakomity reżyser A. Wajda. Ponieważ A. Wajda skorzystał z tego samego prawa wyrażania swojej opinii tak jak Rymkiewicz, czy ja mam mu dlatego odebrać jego talent jako reżysera? Nie. Nie zrobię tego, co Ty.

Ale kiedy pisze wiersz polityczny... kim się staje?

Bez sensu jest to Twoje pytanie - tak ja uważam. A czy Ty zastanowiłeś się nad tym, o co pytasz? Ja i każdy inny człowiek, też ktoś pod loginem justex pisząc wiersz zaangażowany politycznie zostaje tym samym człowiekiem jak w czasie pisania innych wierszy i bajeczek.

Ja nie wstydzę się powiedzieć, że zawiedziony ostatnimi wyborami do sejmu w 2007 roku z normalnego rozczarowania napisałem kilka wierszy ironicznych, zaangażowanych politycznie z treścią opisującą moje niezadowolenie. Twierdziłem, że w 2007 roku nie wybrano „nic nowego” a tylko tych, którzy czaili się od 2002 roku na okazję dorwania się do władzy. Efekty są aż nadto widoczne. Moim zdaniem smutne dla Polski.
koktail dnia 01-05-2010 16:29 Odpowiedz na ten wpis
dodam jeszcze, że chodzi mi o poglądy polityczne w literaturze.
Uważam, że jest to temat wieczny i na szczeście dzisiaj nie jest objęty cenzurą

:-))))))))
koktail dnia 01-05-2010 16:32 Odpowiedz na ten wpis
eh

co do wieszczy...
tak, mnie mierzi kiedy czytam Mickiewiczowskie wypociny z Ksiąg Pielgrzymstwa czy wykładów Słowiańskich... czy NIEKTÓRE fragmenty "Beniowskiego" Słowackiego... ale zauważ jedno, że jednakowoż oni (dlaczego używam jednakowoż?? dziwne słowo takie archaiczne...) nie babrali się (albo też w małym stopni) w partykularyzmy... a pan Rymkiewicz pisząc "Panie Jarosławie"...

może jestem zaślepionym lewakiem który uważa, że jedynie uczciwi są w Krytyce Politycznej lub w Wyborczej, a jak czytam cokolwiek z Rzeczpospolitej to mam ochotę spalić redakcję tej gazety...
tak może jestem lewakiem ale wierszy lewaków którzy stylem idą w ślady pana Rymkiewicza NIE czytam. Może moja estetyka i moja wizja poezji się różni... ale mam uczucie że to co robi pan Rymkiewicz tym wierszem jest po prostu ohydne, nie ma nic w sobie, żałosna sytuacja liryczna, podmiot liryczny nie ma nic, słowa są wulgarnie proste, a idea jest tak "wyrzygana" w tym wierszu, że nie pozwala mi nazwać tego wierszem.

tak i przepraszam i tak jestem skrajny w sowich poglądach... może to dlatego że przed chwilą czytałem Świetlickiego, Sosnowskiego, Dyckiego, Barańczaka... o czym tu mówimy?

i tak, mamy wolność słowa. mamy. i nawet mamy gazety ideologiczne które dadzą wypowiedzieć się takim jak pan Rymkiewicz. i nawet za moje pieniądze muszę widzieć pana Wilsteina czy Pospieszalskiego co poziome są jeszcze niżej... no tak mamy wolność słowa. ale w takich momentach zastanawiam się: po co? może po to by ktoś, podobny do mnie mógł powiedzieć... coś bardziej prawdziwego i nazwać to wszystko intelektualną zapaścią.

A pan Wajda... a pan Wajda. jego Katyń był beznadziejnym filmem, ostatnie minuty były mocne, początek nie był zły, środek był beznadziejny...
a list w GAZECIE był szczery. nie był obraźliwy, po prostu autorytet skrytykował w sposób najbardziej pokorny, a wyraził głos wobec najgorszej decyzji POLITYCZNEJ Polskiej wieku XXI. więc wypowiedź autorytetu w taki sposób nie powinna podlegać... atakowi.

myślę że się nie dogadamy, mamy zupełnie inne wizję polityki, polski, polskości... i poezji- ja piszę wiersze o tym co widzę, ze świata i o ludziach. a dla mnie ludzie piszący wiersze polityczne "zaangażowane" piszą dla idei... i nie ma tu miejsca dla człowieka. idea jest piękna ale 'człowiek'... nie ma go. i to jest przykre. ja dlatego wolę próbować ocalić 'człowieka'. jakkolwiek. (człowiek oczywiście jako zastępstwo za to co myślę o sobie... a to na inną dyskusję)

kim się stał?
no właśnie kimś kto zapomniał o świecie i człowieku.
justex dnia 01-05-2010 18:09 Odpowiedz na ten wpis
Rzeczywiście, z takimi skrajnymi poglądami nie można dyskutować. Bo i po co?

Jeżeli nie dziennikarze z "rzepy", to może pan lis z propagandą UW?
Właściwie czekałem tylko na odpowiedź o liście A.Wajdy.
Dyskutuję z dobrze zorientowanym człowiekiem, ale po opisie niekulturalego listu slynnego reżysera, nie mam już żadnych pytań.
Jedno jeszcze dodam. Z wszystkiego czego mona się wstydzić, to najbardziej wstydziłbym się
być ofiarą patriotyzmu propagandy. To jest serwowane moim rodakom przez gazetę wyborczą.
koktail dnia 01-05-2010 18:35 Odpowiedz na ten wpis
zmusiłeś mnie bym sobie przypomniał cały list Wajdy...

no cóż tak reakcja na list Wajdy... tak jesteśmy jako polska podzieleni. jedni powiedzą WAWEL a drudzy dodadzą najpierw NIE. smutne jest to że gdyby nie pan Jarosław który wydzwaniał do Dziwisza... to by nie było podziału, może nie byłoby tak szybko lub tak mocnego. ale było jak było.

była decyzja, moim zdaniem zła. naprawdę uważam że list pana Wajdy wyraził w sposób dobry, pokorny myśl naprawdę prawdziwą. ale było pewne że są ludzie którzy mówili Wawel i oburzyli się na list Wajdy. ale dla mnie co różni jednych od drugich to poziom. Poziom. i to ma Wajda, tego nie miał Rymkiewicz.

co do tej propagandy... no cóż, no tak. ty wiesz swoje. wiesz kto mówi prawdę, a kto kłamie, kto skazuje polaków na kłamstwa.
dziwne że ludzie z drugiej strony myślą dokładnie to samo, że też mają prawdę i druga strona okłamuje polaków. ja uważam że rzepa i tvp ogłupia ludzi, doprowadza do podziałów, do ataków i nienawiści...

ale ja umiem powiedzieć że jestem często skrajny, nihilistyczny i dobrze że mój typ inteligencji nie jest dominujący w Polsce.

ale co to gadamy o polityce, a przecież to portal o poezji...
o poezji...

a tu NIC nie ocala obecnej zaangażowanej poezji Rymkiewicza.

możemy na twojej przyszłej odpowiedzi zakończyć, dla mnie temat z mojej strony wyczerpany i zohydzony... i każdy wie jaką twarz ma.
justex dnia 01-05-2010 19:02 Odpowiedz na ten wpis
Moim zdaniem

Rymkiewicz Jarosław Marek

Piekna mlynarka

Piękna młynarka karmi dziecko pod leszczyna
W tej pieśni jest kobieta- w innej jest dziewczyną

Muzyka jest ze śmierci-- o piosenki mile
Orzechy na leszczynie wszystkie są przegniłe

Biała pierś się wydycha z czerwonej zawiązki
A obok płynie strumyk- tajemniczo wąski

Moja pieśń jest zrobiona ze śmierci i z płaczu
I właśnie tyle znaczy ile łzy tu znaczą

I właśnie tylko znaczą-- łzy pieśni niewinne
Nim pieśń wyniosła z czasu w jakieś czasy inne

Muzyka jest ze śmierci i do śmierci wzywa
Jeśli piszesz muzykę to zrób ja nieżywa

To ją zrób połumarłą jak baśń w ciemnym lesie
Tam gdzie piękna młynarka nagie dziecko niesie

Gdzie piosenkę Schuberta śpiewają krasnale
Jeśli tego nie umiesz to jej nie rób wcale

Gdzie Schuberta śpiewają za istnienia ściana
I łzy płyną te które gdzie indziej przelano

Gdzie Schuberta wynoszą z tutejszego czasu
Powoli powolutku jak baśń z głębi lasu

Młynarka leży w lesie umarła i blada
Czarna zmora istnienia na jej piersi siada

Obok dziecko się bawi w rumiankach w pokrzywach
A ona mu śpiewa bo juz jest nieżywa

Powoli powolutku tak jak się umiera
Baśń tańczy na paluszkach walca lub ländnera

Leszczyno o leszczyno liście masz czerwone
A obok płynie strumyk w tajemniczą stronę

Pomiędzy zimne piersi wspina się pokrzywa
Miłość jest jak muzyka i do śmierci wzywa

Powoli powolutku śmierć nas w baśń zamienia
Ciemny orszak miłości ciemniejszy istnienia.


moja droga krzyżowa

zawsze lubiłem latać
widzieć Saharę z lotu
wielkiego ptaka
między ścianami
Grand Canyon
oczy wybałuszać

lądować jednak przed grodem
naszego Kraka

w drodze na Wawel
królewskie wspomnienia
głaskać jamnika
najładniejszej Królowej

na stopniach kaplicy
moje zaklęcia
i modlitwy
w grobowcach

żeby naprawdę już
nigdy w kraju
nikogo nie koronowali
nie ma tu miejsca
dla nowych Króli

- przynajmniej
do mojej śmierci

autor koktail czerwiec 2008.
koktail dnia 01-05-2010 19:33 Odpowiedz na ten wpis
(c) 1996-2010 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Strona wygenerowana w: 0.0686 s