literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.10.21 z dnia: 06-05-2016)
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Załóż konto
lub
Zaloguj się
Zamiast wadliwego i niebezpiecznego
Internet Explorera
polecamy:

Opera Web Browser
lub:
FireFox Web Browser


Poczytaj więcej tutaj:
Nowoczesne przeglądarki
Rozdział
Pokaż spis treści Edytuj
A z czego tu wielką sprawę robić, czyli Bajka o Korzonku
W starych – i jak widzę, wracając do ksiąg z przeszłości - burzliwszych niż dzisiejsze, epoezjańskich czasach jeden z epoezjan w rozmowie na forum powiedział coś, czego cienie chodzą po Epoezjanii do dziś. Z jego słów wynikało mniej więcej tyle: A co my tam znowu takiego wielkiego robimy w Epoezjanii? Skrobiemy trochę głupot. Też mi coś. Nie ma co robić z durnej pisaniny wielkiej sprawy.
Nie wiadomo, czy tak rzeczywiście jest czy nie. Dlatego postanowiłam opowiedzieć pewną historię z wydmy, a później razem zobaczymy, dlaczego właśnie teraz ją poznajesz. Otóż, trzeba Ci wiedzieć, że

był sobie raz Królik Korzonek.

Żył na wydmach w Królikowie, pośród innych dzikich królików. Dzikie króliki marzły najmocniej wtedy, kiedy myślały o Rudzielcu, Wielkim Myśliwym. A kiedy myślały o Rudzielcu i marzły, nie rozpalały ogniska, lecz trenowały biegi krótkodystansowe. To znaczy, że biegły dotąd, aż rozbolały je łapki, a to działo się bardzo szybko.
Korzonek pędził zawsze jak wiatr, wierzył więc, że uratuje życie, kiedy Rudzielec wytropił go na wrzosowisku. Gnał przed siebie, ile sił w łapach.
Gałąź sosny smagnęła Królika. Wywinął kozła. Poturlał się po piasku, otworzył oczy. I zobaczył uśmiech Rudzielca.
Udane polowanie – mlasnął lis. Przycisnął pazurami drżącą ofiarę.
Udane? To klęska! – wydyszał oburzony Korzonek.
Wielki Myśliwy z uwagą przyjrzał się zdobyczy:
- Hm, mistrz z Królikowa. Nigdy nie jadłem medalisty. I nie odzywaj się więcej! Kolacja nie ma głosu – pouczył.
Żadna kolacja! – wyjąkało przyduszone zwierzątko. – Jestem Mistrzem Wydm w Biegach Krótkodystansowych!
- Teraz, mały – lis podniósł brew – widzę tylko potrawę.
- Nie – upierał się królik. – Jestem Korzonkieeeeeeee...
Krzyk błąkał się odtąd po wydmie, a przyjaciele wierzyli, że Rudzielec nie zjadł Korzonka. Mówili, że wyruszył w wielką podróż i wróci, gdy lis doścignie i połknie krzyk.
- Codziennie jeden z nas wypatruje Korzonka na brzegu. Chcemy, żeby wiedział, że czekaliśmy na niego – powiedział nam właśnie jeden z Dzikich Królików i znów zagapił się w wodę.

Trochę koniec, trochę nie

Obiecałam pokazać, dlaczego pomyślałam o Korzonku i Rudzielcu w tym miejscu i czasie Epoezjanii. Otóż jak Dzikie Króliki jestem przekonana, że Korzonek żyje. Tylko wcale nie uważam, że musi wracać. Jest tam, gdzie powinien być, skoro już Lis postanowił go zjeść na Wrzosowisku. Królik Korzonek po prostu uciekł z paszczy Lisa do Bajki, którą przed chwilą słyszałeś, słyszałaś. Tak się uratował. Inaczej nie miałby dokąd uciec.
Bajka zaczęła się naprawdę w chwili, kiedy Drapieżca otworzył paszczę, by zjeść Korzonka. Była jak otwieranie na wydmie drzwi, przejście, w które królik mógł uskoczyć przed zębami Lisa. Zwierzątko jest w niej teraz cały czas i nie trzeba na nie czekać. A jednocześnie trzeba czekać, skoro tego chce Bajka.
Nie wiem, czy rozumiesz, co mam na myśli, ale nie potrafię tego jaśniej wytłumaczyć.
Jednak między innymi dlatego nie zgadzam się z epoezjaninem, gdy mówi: Łeee, a co to tam takiego znowu ważnego to pisanie. Dla Królika Korzonka było ważne. Dzięki niemu nie zamienił się w białe kosteczki na wydmie.
Ufam, że każda z postaci, którą ktoś stwarza opowiadając o niej innym, żyje w ten sam sposób, co Korzonek. Jakby powiedzieli Poetka Szałwija i Poeta Piszból – na wieki:-) Dlatego wolę myśleć, że nigdy nie jest obojętne, dlaczego, co, jak, gdzie, komu i po co mówimy.
Zabrania się kopiowania, redystrybucji, publikowania, rozpowszechniania, udostępniania czy wykorzystywania w inny sposób całości lub części treści zawartych w serwisie internetowym e-poezja bez zgody autorów.
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Strona wygenerowana w: 0.0215 s