literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.10.21 z dnia: 06-05-2016)
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Załóż konto
lub
Zaloguj się
Zamiast wadliwego i niebezpiecznego
Internet Explorera
polecamy:

Opera Web Browser
lub:
FireFox Web Browser


Poczytaj więcej tutaj:
Nowoczesne przeglądarki
Rozdział
Pokaż spis treści Edytuj
Don Kichote mówi światu nie
Z dala od Manczy

Na drogach Epoezjanii  można spotkać Don Kichota lub nawet przy odrobinie szczęścia czy nieszczęścia - jak kto woli – zobaczyć karawanę podmiotów lirycznych, Kichotów na szkapach,  i kobiety, i mężczyzn, czasem dzieci prawie. Epoezjańscy błędni rycerze nie znają dobrze przodka z powieści Cervantesa. Rycerstwo z tutejszych gościńców i autostrad pochodzi z romantyzmu. Uwznioślił obłęd tak, że odtąd wrażliwej duszy wolno było myśleć o nim tylko nabożnie i nie odróżniać go od życia w przytomności.
Kiedy dziś ktoś mówi: walczyć z wiatrakami, myśli o działaniu szlachetnym, lecz skazanym na niepowodzenie wobec małoduszności świata. A jak wyruszał na bitwę Don Kichot w oryginale?

Don Kichote i olbrzymy

[Don Kichote mówi] - Fortuna sprzyja naszym zamiarom bardziej, niżbyśmy pragnąć mogli. Oto patrz tam, przyjacielu Sanczo Pansa, gdzie ukazuje się trzydzieści lub więcej potwornych olbrzymów, z którymi zamyślam stoczyć walkę i wszystkich życia pozbawić; łup po nich niechaj będzie początkiem naszego wzbogacenia się, jest to bowiem słuszna wojna i doniosła służba boża znieść tak podłe nasienie z oblicza ziemi.
- Jakie olbrzymy? - zapytał Sanczo Pansa.
- Te, które tam widzisz - odpowiedział pan jego - o długich ramionach; niektórzy zdają się mieć je długie na dwie mile.
- Zważcie, jegomość - odparł Sanczo Pansa - że to, co się tam ukazuje, to nie żadne olbrzymy, ino wiatraki
[...]
- Zaraz widać - odrzekł Don Kichote - że nie jesteś tego rodzaju przygód zwyczajny; to są olbrzymy. Jeśli się lękasz, precz stąd i klep pacierze, w czasie, gdy ja wdam się z nimi w zaciekłą i nierówną walkę.
To mówiąc spiął ostrogami swego Rosynanta
[...], zaczął gromkim głosem wołać:
- Nie uciekajcie, tchórze i nikczemne stwory! Wszak jeden tylko rycerz na was uderza.

[...] zasłoniwszy się dobrze tarczą, z nadstawioną kopią puścił się pełnym galopem Rosynanta i uderzył na pierwszy z brzegu wiatrak. Cios w skrzydło wymierzył, tymczasem wiatr obrócił je tak gwałtownie, że kopię złamało w kawałki, zaś konia i rycerza porwało i odrzuciło mocno poturbowanych precz w pole. Sanczo Pansa poskoczył na ratunek co sił na ośle i zbliżywszy się spostrzegł, że Don Kichote poruszyć się nie może, tak ciężki był upadek jego i Rosynanta.
- Boże, ratuj! - zawołał Sanczo. - Czyż nie mówiłem jegomości, byście uważali
[...], gdyż są to tylko wiatraki[...]
- Milcz, przyjacielu Sanczo - odparł Don Kichote - sprawy wojenne, bardziej niż inne, podległe są nieustannej zmienności; [...] jak myślę, i to jest prawda [...] czarownik [...] zmienił owych olbrzymów w wiatraki, aby mi odebrać chwałę zwycięstwa, tak wielką żywi ku mnie wrogość. Ale koniec końców nie na wiele zdadzą się jego złośliwe sztuczki przeciw dzielności mojego miecza.

Wiem, z czym walczę

Gdy uważnie przyjrzeć się cytatowi, powoli pokazuje się zasadnicza różnica między pojmowaniem istoty donkiszoterii przez autora powieści i - szablonowo - przez większość ludzi teraz. Dziś przypisuje się Kichotom umiejętność trafnego rozpoznania sytuacji. Walczyć z wiatrakami oznacza: wiedzieć, czym one rzeczywiście są, czyli z czym naprawdę przychodzi się zmierzyć; oceniać właściwie rodzaj i rozmiar nikczemności i związanego z nią niebezpieczeństwa; wiedzieć, że się nie wygra, a mimo to podejmować sprawę, ponieważ uważa się ją za słuszną. Współcześnie rycerzowi nie zależy na zwycięstwie, tylko na szlachetnym sprzeciwie wobec realnego zła, choć walka z niegodziwością raczej nie przynosi rzeczywistych korzyści i zmian. Don Kichote – tak się wierzy – jest nieraz jedynym, który widzi to, co jest naprawdę. Jak to rozumienie ma się do prawdy o obłąkanym z powieści z siedemnastego wieku?

Nie wiem, z czym walczę

On nie wie, z czym się naprawdę zmaga. Jest przekonany, że z olbrzymami, które mogą wyrządzać krzywdę ludziom. Wiatraki jednak dają ludziom pożytek. A Kichotowi zagrażają  jedynie dlatego, że nie chce pamiętać, czym są w realnym życiu. Zostają potworami dla jednej konkretnej osoby, która twierdzi, że tak samo jak dla niej są niebezpieczne dla pozostałych ludzi. Maszyny z drewna i metalu nie uczyniłyby żądnemu zwycięstw bohaterowi nic złego, gdyby sam sobie nie zafundował przygody, ponieważ prawdziwe wiatraki nie mają w zwyczaju jak rozbójnicy napadać po drogach na dobrych ludzi. Szlachcic z Manczy zatem wygląda na kogoś, kto nie chce, żeby było, jak jest. Chce, żeby było tak, jak on uważa, że być powinno. Widzi tylko to, co chce widzieć. Tak układa myśli, aby pasowały do wyobrażonej, a nie prawdziwej, rzeczywistości. I co ważne - pragnie chwały, zaszczytów, bogactwa.  

Balsam Fierabrasa, czyli nic mnie zrani, nic mnie nie zabije

Nieprawda też, że błędny rycerz z Manczy docenia niebezpieczeństwo i podejmuje odważnie walkę mimo grożącej mu śmierci. Przeciwnie, Don Kichot uważał, że jest całkowicie chroniony przed śmiercią, ponieważ jest balsam Fierabrasa. Czytamy u Cervantesa:
[...]wziął składniki, połączył je, mieszając wszystkie razem i gotując przez dobrą chwilę, póki mu się nie zdało, że musi być dosyć. Zaraz zażądał jakiejś flaszy, aby tę mieszaninę wlać [...] po czym odmówił nad ta mieszanką z górą osiemdziesiąt Ojczenaszów i tyleż Zdrowasiek, Salve i Wierzę [...]
Dokonawszy tego [...] wypił, co zostało w garnku, w którym się płyn gotował [...] zostało go jeszcze [tam] pół kwarty. Zaledwie pić skończył, gdy zaczął rzygać tak gwałtownie, że nic mu w żołądku nie pozostało; z podniecenia i wysiłku wymioty te wywołały silne pocenie, więc polecił, by go owinięto i zostawiono samego [...] przespał przeszło trzy godziny, w końcu obudził się rześki w ciele i z tak dobrym samopoczuciem, ze uznał się za zdrowego i uwierzył, że naprawdę wpadł na sposób przyrządzania balsamu Fierabrasa i że dzięki takiemu lekarstwu będzie mógł bez żadnej obawy jakiejkolwiek szkody brać udział we wszystkich bitwach i przygodach, choćby i najniebezpieczniejszych.

O balsamie jeszcze trochę

- Jakaż to flaszczyna i jaki to balsam? - zapytał Sanczo Pansa.
- Jest to balsam - odpowiedział Don Kichote - którego receptę pamiętam. Posiadając go nie trzeba lękać się śmierci ani też myśleć, że od rany jakiejś zginąć można. Więc kiedy go sporządzę i dam tobie, ty zaś ujrzysz, że w jakiejś bitwie rozpłatają mnie na dwoje (jak wielekroć zdarzać się zwykło), nic innego nie będziesz miał do roboty, jak tylko ostrożnie wziąć część ciała, która na ziemię odpadła i bardzo sprytnie, zanim krew zakrzepnie, przyłożyć do drugiej połowy, która na siodle została, uważając, by dopasować ją równo i akuratnie. Natychmiast dasz wypić tylko dwa łyki balsamu, o którym mówię, a ujrzysz mnie zdrowym, jak jabłuszko.


Jak widać, rycerz ufał, że cokolwiek zrobi, zostanie cały i zdrowy. W okrutnej przygodzie naprawianiem pana zajmie się giermek.

Nieludzka samotność rycerza

Myśli się też teraz, że Don Kichote nie może liczyć na wsparcie od nikogo. A wystarczy wrócić do walki z wiatrakami, by zobaczyć, jak Sanczo Pansa troszczył się o pana. Jasne, nie rozumiał, że wiatraki są olbrzymami, jednak nie porzucał szlachcica. Giermek radził sobie, jak umiał, ze skutkami pomysłów bohatera z Manczy, zazwyczaj po niefortunnych zdarzeniach szukał lub udzielał pomocy, pocieszał – i z czasem coraz bardziej starał się rozumieć rycerza. A zerknąwszy powtórnie na ostatni fragment o balsamie Fierabrasa, też łatwo dostrzec, że waleczny szlachcic odpowiedzialnością za własne życie i śmierć obarcza beztrosko nie siebie, tylko kogoś bliskiego, kto mu towarzyszy.
Teraz mówiąc Don Kiszot, jakby jednocześnie mówiło się: zdany na siebie, odtrącony. Nie zgadza się skrajne opuszczenie z prawdą z powieści: Sanczo Pansa wspierał pana, jak mógł, chronił, nie zdradzał. Ba, z czasem giermek coraz częściej pomagał Don Kichotowi w tworzeniu i podtrzymywaniu złudzeń. Miał rycerz kogoś, o kim wielu dziś marzy: osobę, która z czasem coraz więcej rozumie i wybacza, nie opuszcza w potrzebie; bliską i dobrą, i wierną. Ilu z nas nie pragnie od życia niczego więcej?  

Jedzenie jest dla ludzi bez honoru

- Masz wiedzieć, że honor to dla błędnych rycerzy i przez miesiąc cały nie jeść, a jeśli jedzą to chyba, co im pod rękę popadnie [...] – mówi Don Kichote. W tym zbliżałby się do współczesnego widzenia mitu błędnego rycerza. To ktoś taki – myślimy – kto nie przejmuje się przyziemnymi troskami. Ważne są dla niego rzeczy wielkie. O jedzenie dla Kichotów zabiegają nie tak wielcy duchem. Prawda.

Nuda

Przypominam, że mowa o błędnym rycerzu z siedemnastowiecznej powieści, a nie o rycerzu ze średniowiecza. Nie wywodzi się z powieściowego pierwowzoru kolejne przekonanie, że czyny były prostym skutkiem odważnego, szlachetnego życia, jakie don Kichot wcześniej prowadził. Otóż wcale nie. Szlachcic, zanim zwariował i wyruszył na poszukiwanie przygód, wiódł żywot nudny i miałki, pozbawiony czegokolwiek, co odczuwałby jako ważne, sensowne dla siebie lub innych. Dlatego właśnie zaczął czytać romanse rycerskie, a później wpadł w obłęd. Czas mu się ślimaczył; nie pracował; wokół nie było prawie nikogo, do kogo można by gębę otworzyć. A Don Kichot pragnął sensu i pożytku. Chciał wiedzieć, że nie urodził się na darmo, lecz po coś. On szukał po ludzku – wzniosłości. Szukał jej na życiowym pustkowiu, nie mógł odnaleźć w prawdziwym życiu, więc wymyślił sobie autorskie.

Don Kichote i gry komputerowe

Oryginalny don Kichot pragnął zwycięstw, uznania i miłości, a miał - nudy na pudy. I ze śmiertelnej nudy został bohaterem, którego dziś spokojnie dałoby się nazwać wirtualnym. Jego czyny były mniej więcej tak istotne dla rzeczywistości, jak dziś ważne są dla niej gry komputerowe. Na pewno mają wpływ na realne życie, nie odmawiam im go, rzecz jasna, ale jest to wpływ dość szczególny. Nie miejsce tu, by go rzetelnie opisać.
Ci, którzy dziś opiewają szlachetność Don Kichota, skłonni są sugerować, że tacy ludzie przede wszystkim powinni chodzić po ziemi. To z tym przeświadczeniem nie spróbuję się zgodzić ani trochę.

Piękno i życie

Prawda, Don Kichote oszalał szlachetnie, z godnością. Pytanie brzmi, czy sama godność i - miejscami - koronkowe piękno obłędu ma wystarczyć, bym w ślad za szlachcicem z Manczy - zaczęła do śmierci tłuc się z wiatrakami (kiedy wiem, że są maszynerią i służą do mielenia ziarna na mąkę), ponieważ na uporczywym braniu wiatraków za olbrzymy i na bitwach z nimi miałby polegać ten najgłębszy, najpożyteczniejszy, najwznioślejszy sens życia, czyli czyste piękno, nieskażone ziemią. Nie chcę. Choć wiem, że niektórzy chcą. Wiem mniej więcej, dlaczego, nie rozumiem jednak – po co. Kto powiedział, że ziemia ma być dla nas czymś obcym póty, póki żyjemy? Po co?

Chleb z muślinu i róż

Ilekroć ktoś mówi mi, jak fajnie mleć muślin i róże na chleb, tylekroć mam ochotę zacytować mu Sancza Pansę, który na banialuki Don Kichota o tym, jak to Sanczo i rodzina giermka zostaną królewską rodziną wyspy zdobytej podczas awanturniczych podróży, odpowiedział, że to wątpliwe:
- Któż wątpi o tym? - odrzekł Don Kichote.
- Ja wątpię - odparł Sanczo Pansa - myślę bowiem, że choćby Bóg rozsypał królestwa na ziemię, żadna korona nie siedziałaby dobrze na głowie Marii Gutierrez.
[mowa o żonie Pansy]

Śmiech

Pewien literaturoznawca mówi, że Cervantes wymyślił Don Kichota po to, aby się z rycerza śmiać. Nie drwić, a śmiać. Śmiech ratuje człowieka przed zatratą. Śmiać się pożyteczniej niż targać nieszczęśliwca na cokół, robić z niego męczennika, który nie może niczego zmienić, ponieważ powinien udawać marmur. Nieszczęśnik staje się ofiarą ze społecznego namaszczenia. Ma ponury obowiązek być ideałem cierpiącym za - i dla - innych.
Nie widzę ani jednego powodu, który usprawiedliwiałby oczekiwanie, że ktoś będzie nieszczęśliwy dla mojego dobra. Chcę się śmiać, gdy rozpoznam, że znalazłam się w miejscu, w którym na tym będzie polegał wybór decydujący o życiu: rozpacz aż do końca albo śmiech po naturalnej żałobie.
Zabrania się kopiowania, redystrybucji, publikowania, rozpowszechniania, udostępniania czy wykorzystywania w inny sposób całości lub części treści zawartych w serwisie internetowym e-poezja bez zgody autorów.
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Strona wygenerowana w: 0.0015 s