literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.10.21 z dnia: 06-05-2016)
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Załóż konto
lub
Zaloguj się
Zamiast wadliwego i niebezpiecznego
Internet Explorera
polecamy:

Opera Web Browser
lub:
FireFox Web Browser


Poczytaj więcej tutaj:
Nowoczesne przeglądarki
Rozdział
Pokaż spis treści Edytuj
Liryka roli
Gdy zajrzymy do znanego wiersza Zbigniewa Herberta Tren Fortynbrasa, który zaczyna się tak:

Teraz kiedy zostaliśmy sami możemy porozmawiać
                                książę jak mężczyzna z mężczyzną
chociaż leżysz na schodach i widzisz tyle co martwa mrówka


spotkamy się zarazem z czymś, co w poetyce nazywa się liryką roli.
Mówi się o niej wtedy, gdy podmiot liryczny jasno, oczywiście jest czymś/kimś różnym od autora. Może być samochodzikiem lub czerwonym ufoludem, paprocią albo konikiem polnym; góralem mówiącym gwarą lub niewolnicą faraona, podczas, gdy autor jest rdzennym poznaniakiem; mężczyzną o silnie zaznaczonych indywidualnych rysach, podczas, gdy wiemy, że autor jest kobietą; może być Czerwonym Kapturkiem czy Nosorożcem Pimpatkiem, podczas gdy mamy pewność, że piszący poezję ani Kapturkiem, ani Pimpatkiem nie jest itd.  W ten sposób rośnie dystans pomiędzy twórcą, a tym, co przez niego stworzone.
W Trenie... podmiotem mówiącym jest Fortynbras, bratanek króla norweskiego, czyli epizodyczna postać z Hamleta Williama Szekspira. Monologuje nad trupem Hamleta.
Skoro wiemy, skąd pochodzą postacie w wierszu, nie mamy też wątpliwości, że poeta nie jest p. Fortynbrasem Herbertem z Polski i nie jest nim także podmiot liryczny.  
- A co to za różnica? – zapyta ktoś. - I tak Fortynbras mówi słowami, które wkłada mu w usta poeta.
Chcemy tu jednak ująć się za podmiotem odległym od autora w liryce roli. Twierdzimy, że to odległość rzeczywista, a nie pozorowana.
Jeśli artysta ją wybiera, to wydaje nam się, że robi to między innymi po to, żeby liczono się z wybranym przez niego sporym dystansem do peela. Widocznie ma powody, które wypada respektować, nawet gdy jako czytelnicy nie znamy ich dokładnie.
Liryka roli przedstawia nam się następująco:
Wyobrażamy sobie, że autor spostrzega osobę lub rzecz albo roślinę, o której chciałby więcej wiedzieć. Zaprasza ją więc do wiersza. Jakby mówił: - Chodź do mnie i powiedz mi, kim jesteś.
I kiedy ta osoba lub rzecz zbliża się, zaczyna autorowi o sobie opowiadać, a on tylko spisuje opowieści górala, paproci czy Fortynbrasa. To, co akurat jemu zechcieli o sobie opowiedzieć.  
Autor nie chce opisywać siebie, tylko istotę, którą przywołał. Siebie opisuje tylko przy okazji. Jest kimś, kto patrzy z brzegu piaskownicy i relacjonuje, czego się dowiedział.
Można także jeszcze inaczej spojrzeć na ten typ poezji, który nazwano liryką roli. Otóż stwarzanie podmiotu lirycznego w wierszu, który do niej należy, przypomina rekonstruowanie wyglądu prehistorycznych zwierząt w sytuacji, gdy ma się tylko ich kilka kości. Przypomina także rysowanie portretu psychologicznego przestępcy po to, żeby ułatwić śledztwo lub odtworzenie wyglądu twarzy, gdy mamy tylko czaszkę wydobytą z grobowca.
Poeta, jak potrafi, ożywia dawne imiona lub pozwala mówić przez siebie rybom, niedźwiedziom, kaktusom, zabawkom, duchom. Staje się trochę jak opętany, jak medium. Tak, jakby mówił: Ja jestem głosem liści, skoro nie każdy rozumie ich szelest.
Dlatego - naszym zdaniem - nie ma potrzeby, aby lekceważyć fakt wyboru liryki roli przy interpretacji wiersza i wciskać na siłę poecie słowa, których autorem jest – w pokazanym tu ujęciu – w pewnym sensie formalnie czy częściowo.
Zabrania się kopiowania, redystrybucji, publikowania, rozpowszechniania, udostępniania czy wykorzystywania w inny sposób całości lub części treści zawartych w serwisie internetowym e-poezja bez zgody autorów.
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Strona wygenerowana w: 0.0079 s