literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.10.21 z dnia: 06-05-2016)
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Załóż konto
lub
Zaloguj się
Zamiast wadliwego i niebezpiecznego
Internet Explorera
polecamy:

Opera Web Browser
lub:
FireFox Web Browser


Poczytaj więcej tutaj:
Nowoczesne przeglądarki
Rozdział
Pokaż spis treści Edytuj
Poetka Szałwija do Poety Piszbóla. E – mail o galaretce.
Zauważyłam, przewędrowawszy miesiącami kawał Epoezjanii, że oprócz tekstów, które mówią o rzeczach powszechnie znanych, czyli przypominają czytelnikom, że słoń ma trąbę, zdarza się jeszcze sporo takich, które sprawiają wrażenie, że same nie wiedzą, co mówią. Ich język, obrazy, w zawiłości upodobniają się do mowy szalonych, dają pozór wyroczni, jakiejś Sybilli w dymach na trójnogu porzuconej przez kapłanów.
Wyobraź sobie, jeśli chcesz, Czytelniku, że Poetka Szałwija (więcej opowiem o niej innym razem) zaprosiła na podwieczorek ukochanego, Poetę Piszbóla (o którym – jakżeby inaczej – więcej opowiem innym razem).
Poetka Szałwija robi dla niego galaretkę. Później śle e – mail z zaproszeniem na uroczysty podwieczorek.

Najukochańszy Panie Serca Mego, Poeto Piszbólu...
Z pustką tegoż serca donoszę Ci, że gdym z soku z wiśni domowej roboty od ohydnej babuni mej, która mnie i Ciebie na pewno nienawidzi, czyniła galaretkę na dusz naszych szalonych i ciał niepotrzebnych spotkanie, demony z czeluści niemo krzykliwych porwały mi z szafki żelatynę...
Cała spopielała w otchłani goryczy dobijam się do otchłani tej, drąc niesprawiedliwość świata, wołając na cztery jego strony, krzycząc księżycem oraz gwiazdami, że dupa planetarna z galaretki, Jedyny Mój...
Chciałam zostawić sok bez ścinania, ale gdy zapragnęłam... po wykres jaźni... postawić salaterki z soczystością bezmierności z wiśni dla dusz naszych i ciał marnych na górnej półce mej, wnet cztery kolumny nieczułe z twardym siedzeniem życia runęły na podłogę mą wraz z jestestwem mym i sok oceanem swym niespokojnym zalał spożywalnię mą, a jam się łzami swymi zalała.
Nie umieraj jednak natychmiast po otrzymaniu maila mego z rozpaczy, Piszbólu, Nadziejo Blasku Oczu Mych, które są po mojemu wyblakłe i słowikiem malowane...
Oto przygotuję na jutrzejszy podwieczorek, na którym oczekiwać Cię będę w tęsknocie szarpiącej, gdy tysiąc mnie kałamarnic będzie w pragnieniu ujrzenia Cię rozdzierało na czynniki pierwsze i tysiąc tysięcy kosztowało mnie uzbrojonych po wręby Psów Niebios...Aha, co to ja chciałam...? Głowa ma pęka od symfonii galaretki, przeciw której sprzysięgły się siły zła.
Oto więc – wobec niemiłosierności życia przyziemnego - podam Ci prosto w dłonie Twe galaretkę z tęczy, Najcudowniejszy Mój Piszbólu, o czym zawiadamiam z radością wstępną...
Całuję Cię płonąc jak łany biedronek na stosie słów...
Twa na Wieki...
Szałwija

-----------------
Jeśli wiersz, z którym zetknąłeś się w Epoezjanii, choć trochę przypomina prozę, która wyżej, wiedz, że o takich właśnie na początku tego rozdziału myślałam wspominając o zadymionej Sybilli.

p.s. Gdybyś, Czytelniku, nie był pewien, czym są cztery kolumny nieczułe z twardym siedzeniem życia, informuję uprzejmie, że Poetce Szałwi_i chodziło o stołek kuchenny.
Zabrania się kopiowania, redystrybucji, publikowania, rozpowszechniania, udostępniania czy wykorzystywania w inny sposób całości lub części treści zawartych w serwisie internetowym e-poezja bez zgody autorów.
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Strona wygenerowana w: 0.0012 s