literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.10.21 z dnia: 06-05-2016)
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Załóż konto
lub
Zaloguj się
Zamiast wadliwego i niebezpiecznego
Internet Explorera
polecamy:

Opera Web Browser
lub:
FireFox Web Browser


Poczytaj więcej tutaj:
Nowoczesne przeglądarki
Rozdział
Pokaż spis treści Edytuj
Poetka Szałwija do Poety Piszbóla. E - mail o Odyseuszu i słomiance.
Piszbólu, Zagadko Mej Egzystencji Ziołowej, Podporo Wijów Sekretu Mego,
muszę, muszę sylaby istnienia dać Ci w dłonie Twe, a listem mym będziesz wiedział, co stało się nocy owej, gdy gwiazdy tańczyły oraz gdym ja przy szybie westchnień kres oblicza* mego trzymała, a perły i brylanty kropli deszczu wielki laryngolog zapisywał na oczach mych policzkami mymi będących. Wiedz, Piszbólu, że Odyseusz zapukał w szybę mą oddychającą wiernie spalinami zepsucia kosmosu. Nędznie wymyślony cymbał bezsensu i pustki ten - niewart jednego włosa Poety Piszbóla, toteż wpuścić go nie chciałam, lecz on padł do stóp parapetu, krzycząc trzewikami planet. Że rozdzieram mu ody jego, a on se uszy z serc przyprawia szałem mym. Że ran mych całować niegodzien i na wieki mój będzie. Dlatego poruszyłam szkło me i przygarnęłam Odyseusza, słomiankę mą po psiuni mej ukochanej wskazując palcem wskazującym mym. On legł tam cieleśnie i szlochał, a cyklon namiętności jego, dziko wyjącej duchowo, tipsy odrywał mi skrycie. Dałam mu wiersze Twe, Najskrzydlatszy Piszbólu, aby napił się z kamienia życia i pojął, czym są i w jakim menu władają prawdziwa wiara, nadzieja i miłość. A on rzucił się na nie, chłonął je jestestwem swym bez ograniczeń wiekowych. Zębiska falowały mu jak ocean u piersi strof Twych. A po wieczności chwili, kiedy słowa Twe, Piszbólu, przenikały go jak sztylety poziomek zrozumienia, jaźń jego obróciła się ku mnie i rzekła sztyletami nasączona: - Jam w proch starta poezją Umiłowanego Twego. Odchodzę bynajmniej.
I Odyseusz jęczał i tarzał się w męce najsroższej po wzmiankowanej wyżej słomiance, krocząc ze spuszczonym do kostek czołem ku marności swej, aż następnie zniknął z horyzontu fotela mego.
A ja zatopiłam duszę swą w wierszach Twych i ukołysana już pierwszymi czterema Twoimi literami miłości naszej, Piszbólu, wiem, że nie ma większej poezji niż ta, co z Ciebie płynie trzy razy dziennie o czystości serca świadcząc jak pieczęcie rodzące się z obrusów losu.
Kocham Cię i myję demonami garnki dziupli Twej duszy.
Twa na zawsze
Szałwija

p.s. Wielokropki wstaw sam, Najdroższy, albowiem znowu Straszliwe Duchy Przeznaczenia na Wielkiej Wojnie Dobra ze Złem wyszarpały mi z ramion mych, marmurem karmionych, karabin maszynowy mój i nie mogłam serią mą po mailu mym przejechać.

p.s. od redakcji:
*kres oblicza mego = nos
Zabrania się kopiowania, redystrybucji, publikowania, rozpowszechniania, udostępniania czy wykorzystywania w inny sposób całości lub części treści zawartych w serwisie internetowym e-poezja bez zgody autorów.
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Strona wygenerowana w: 0.0013 s