literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.10.21 z dnia: 06-05-2016)
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Załóż konto
lub
Zaloguj się
Zamiast wadliwego i niebezpiecznego
Internet Explorera
polecamy:

Opera Web Browser
lub:
FireFox Web Browser


Poczytaj więcej tutaj:
Nowoczesne przeglądarki
Rozdział
Pokaż spis treści Edytuj
Romans Odyseusza
Odyseusz popłynął na wojnę trojańską i domownicy zobaczyli go po dwudziestu latach: dziesięć oblegano Troję i dziesięć władca Itaki wracał na rodzinną wyspę. Po drodze do domu spotkał Kalipso, został jej kochankiem. Mało kto jednak wie lub pamięta, że przygody inne niż miłość trwały znacznie krócej od romansu z nieśmiertelnicą; namiętność bogini wypełniła aż siedem lat.
Kalipso wyłowiła mężczyznę z morza i zapewne uratowała od śmierci, ponieważ Odysem przez dziewięć dni rzucały fale, gdy uczepił się w ciemności drew statku rozbitego w burzy morskiej, zanim dziesiątej nocy woda cisnęła nim o brzeg Ogygii. Był to skrawek ziemi-raju, z kwieciem na łąkach, gajami, rozdzwonionym ptactwem, strumieniami z czterech źródeł i przytulną pieczarą, mieszkaniem Kalipso.
W katastrofie potonęli ostatni z itackiej drużyny, ci, którzy wcześniej zdołali ocaleć z rozmaitych perypetii, a rozbitek, wódz bez ludzi, dobrzał pod opieką wiecznej kobiety. Nie wiadomo, czy żyli lub żyją mężowie potrafiący oprzeć się miłości i tkliwości bogini; jeśli tacy bywają, grecki wojownik do nich nie należał.
Powinien w pieszczocie świergotać aż do pogrzebu, a nawet dłużej i bez pochówku, bo miłośnica obiecała, że jeśli Grek jej nie opuści, obdarzy go wieczną młodością i nieśmiertelnością*. O dziwo, król Itaki odrzucił nadprzyrodzoną szczodrość i niedługo cieszył się odpoczynkiem z dala od ludzi. Mijały lata, ogień nie malał w kochance, podczas gdy ciało i duch wojownika od dawna przypominały pogorzelisko. Niegdyś nie tracił pogody, pomysłowości w najdotkliwszych opałach, dodawał otuchy, bo tyle miał sił, że mógł się nimi dzielić, teraz zachowywał się tak, że dziś powiedziano by: wpadł w depresję. Gdyby na wyspę nie przybył Hermes, posłaniec bogów Olimpu i nie przekazał żądania Zeusa, aby Kalipso wypuściła Greka, pomogła mu odpłynąć, Odyseusz niechybnie oszalałby lub umarł z rozpaczy i nudy. Ot, szczęśliwy mężczyzna:

[...] siedział tam na brzegu płacząc, jego oczy
Nie osychały od łez, a pobyt uroczy
Truła ciągła tęsknica, bowiem do bogini
Serce stracił; a chociaż nocą sypiał przy niej,
To gwałt był, lecz nie z jego, a z jej strony.
Na urwisku więc siedział w dzień, osamotniony,
Serce trapiąc westchnieńmi, lamenty, żałobą,
Wzrok topiąc ciągle w morze pustynne przed sobą**.

O, gdyby ktoś zobaczył Odysa, jak po nowinie ścina toporem, który dała boska kobieta, drzewa na tratwę, jak obrabia i łączy pnie, mocuje maszt, przybija bariery z drewna po bokach prowizorycznego statku, jak zakłada żagle, nie poznałby niemrawca i płaczka sprzed paru dni! Kiedy tratwa była gotowa, Kalipso ostatni raz wykąpała i utrefiła ukochanego, a ten, radośnie, ruszył w drogę i nie oglądał się za siebie.
Grecy w starożytności wiedzieli, jak ważna jest miłość (Eros w jednym ze starogreckich wariantów powstania świata, w micie orfickim, wyprowadził na ziemię całe stworzenie ze srebrzystego jaja Nocy), ale rozumieli również, że nie przeżyje, gdy odciąć ją od spraw świata. Gdy uczucie karmi się jedynie sobą, wyjaławia duszę, a później i ciało, zjada je, odbiera energię, robi z człowieka więźnia, zamyka oczy, znieczula skórę, odrętwia ręce, unieobecnia, aż oddzielony i gryziony z zachłannością przez pożądania - przestaje ciekawić siebie, kochanka i innych.
Kalipso była boginią śmierci.

Może warto wspomnieć romans u Homera przed napisaniem poezji. Odrąbany od życia wiersz stanie się lamentem Odysa na skraju morza: usłyszą go bogowie, a ludzie - nie. Bóstwa jednak - zdaje się - nie wymagają wklejania modlitw do serwisu literatury; wołanie bez publikacji też do nich dotrze. A czytelnik może cierpieć jak kochanek z mitologii, jeśli poczyta taką lirykę z Wyspy Martwego: będzie chciał tylko jak najszybciej ją zostawić.

-------
*Kalipso pamiętała, że nieśmiertelność dla człowieka nie oznacza młodości; ochrona przed starzeniem się jest osobnym darem. Zapomniała o tym natomiast, w roztargnieniu, Eos, czyli Jutrzenka. Pokochała królewicza Titonosa i ubłagała Zeusa o wieczność dla niego; została żoną człowieka. A gdy ukochany zaczął siwieć, marszczyć się, było za późno na ratunek. Biedny mąż Jutrzenki nie mógł ani cieszyć się życiem, ani umrzeć przez kilkaset lat: kurczył się, niedołężniał, coraz mniejszy, malusieńki, prawie niemowlę, tylko zeschnięte, ziemia bez wody, a bogini cierpiała, patrząc na niego. W końcu Zeus zlitował się nad dwojgiem i zamienił nieszczęśnika w świerszcza.    

**Homer, Odyseja, Pieśń piąta, w. 152-159, przeł. Lucjan Siemieński, Warszawa 1990.
Zabrania się kopiowania, redystrybucji, publikowania, rozpowszechniania, udostępniania czy wykorzystywania w inny sposób całości lub części treści zawartych w serwisie internetowym e-poezja bez zgody autorów.
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Strona wygenerowana w: 0.0017 s