literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.10.21 z dnia: 06-05-2016)
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Załóż konto
lub
Zaloguj się
Zamiast wadliwego i niebezpiecznego
Internet Explorera
polecamy:

Opera Web Browser
lub:
FireFox Web Browser


Poczytaj więcej tutaj:
Nowoczesne przeglądarki
Rozdział
Pokaż spis treści Edytuj
Skrzydła
Nie wiem jeszcze, co mam o nich myśleć i mówić jako pragnieniu ludzi.
Znajdziesz w Epoezjanii miejsca, gdzie skrzydła – można przypuszczać - są dla podmiotów lirycznych obowiązkowe. W niektórych wierszach stają się ulubioną brakującą częścią peela. Ponoć zaginioną, a czasem nieosiągalną. Peel potrafi o nieobecnych lub zepsutych skrzydłach rozprawiać całymi strofami i nie wyobraża sobie bez nich życia.
Dlatego, Czytelniku, spotkamy się pewnie Pod Skrzydłem jeszcze nieraz przy innych okazjach.
Na początek (skoro latanie i skargi na nielotność są jednymi z popularniejszych zajęć w Epoezjanii) opowiem o dwóch mitycznych skrzydłakach. Wieści o nich często przypominają plotki, gdy porównać je ze zdarzeniami w mitach.

Skok z szyi -
nie na łeb, na szyję


Na Pegazie, uskrzydlonym koniu, niejeden poeta chciałby jeździć czy fruwać - jak kto woli - do upojenia; w ten sposób szukałby natchnienia i wolności od ciężaru ziemi. W mitach białe zwierzę łączy się i z twórczą mocą, i wolnością, ale niezgodnie z potoczną myślą. To nie tak, że natchnienie przybywa wraz ze skokiem na grzbiet Pegaza i lotem pod niebo, a wolności lotu nic nie ogranicza. Może zresztą teraz tak bywa, po stosownej aktualizacji Pegaza, nie wiem. Jednak kiedyś było inaczej.

O początkach

Rumak nie miał źrebięctwa, był od razu dorosły, choć miał rodziców.
Pamiętasz może o Meduzie, jednej z trzech Gorgon, o których opowiadano, że wyrosły im skrzydła ze złota, ręce z żelaza, ich zęby przypominały kły dzików, a wokół głów i bioder syczały węże? Kto spojrzał w twarz Gorgonie, ten zamieniał się w kamień.
Właśnie Meduza, jedna z trzech sióstr, potworów przerażająco pięknych, została matką konia, który potrafił odrywać kopyta od ziemi. Kiedy Perseusz, grecki bohater, ściął głowę Meduzie, z szyi straszydła wyskoczył biały rumak (nie sam, ale o tym, kto dał susa razem z nim, nie pora tu mówić). Rozłożył skrzydła i prosto z krwi wzbił się pod niebo.
Kochankiem Meduzy i ojcem Pegaza był Posejdon, bóg mórz i oceanów.

O kozie, koniu i Olimpie

Później bogowie ofiarowali Pegaza innemu herosowi, Bellerofontowi, aby ułatwić mu zabicie Chimery. (Swoją drogą jej historia też jest ciekawa. Bellerofont, tęgi rycerz, śmiał się do rozpuku, kiedy mu powiedziano, że ma walczyć z chimerą, ponieważ chimera po grecku znaczy koza. Ta koza jednak ani trochę nie przypominała rogacizny, do której bohater się przyzwyczaił. Może więc jednak nie warto przyjmować, że zawsze na pewno wiemy, co kryje się za słowem, które - jak nam się wydaje - znamy).
Bellerofont nie pozwolił koniowi odejść po dokonaniu czynu, do którego mu przysłano Pegaza. Przywiązał się do niego i prosił - hm, dziś można byłoby powiedzieć – o wciąż nowe jazdy. Miał życzenia jak do złotej rybki. Aż pewnego razu przeciągnął strunę. – Na Olimp! – wrzasnął dosiadłszy białego rumaka. Chciał się przekonać, czy bogowie istnieją. Koń wprawdzie wzbił się bez protestu, ale gdy był już wysoko pod chmurami, strząsnął jeźdźca z grzbietu. Tak zginął Bellerofont. A Pegaz spokojnie poleciał dalej.

Źródło

Na ziemię, pustynną, niegościnną opadł tuż obok zbocza góry Helikon. Uderzył w skałę kopytem i trysnęło źródło, końskie źródło – Hippokrene. Zazieleniła się góra. Odtąd miejscem opiekują się Muzy.  
Jak widać, natchnienie nie bierze się z jazdy na Pegazie, lecz ze źródła, które ma historię: igraszki miłosne Meduzy i Posejdona; pojedynek z potworem; narodziny przy śmierci; pomoc w walce z inną maszkarą, która tak niewinne miała imię, że ten, kto miał z nią walczyć, ryknął śmiechem, kiedy je usłyszał; śmierć znowu, tym razem człowieka w drodze do bogów i lot zwierzęcia nad suchą ziemią, którą zwilżyła dopiero woda spod końskiego kopyta.  

Ikar, marzenie tłumów

Skoro znamy dzieje skrzydlatego rumaka, popatrzmy na Ikara. Częściej niż Pegaz bywa mieszkańcem epoezjańskich wierszy. Powszechnie zna się los latającego młodzieńca.
Ikar zginął bardzo młodo. Wpadł do morza i zniknął nam z oczu. Nie dokonał żadnych wielkich czynów. Skrzydła z piór zlepionych woskiem wymyślił przecież jego ojciec - Dedal. Architekt, rzeźbiarz i mistrz wielu innych jeszcze sztuk, wówczas sędziwy wdowiec, oprócz Ikara nie miał już nikogo bliskiego.  
Stary mężczyzna doleciał do brzegów Sycylii kompletnie złamany. Na wyspie usypał synowi grób, bowiem Grecy wierzyli, że dusza bez pochówku błąka się po ziemi i nie może zaznać spokoju. Ojciec umocował własne skrzydła do pnia cyprysu nad grobem, a później ruszył w głąb lądu szukać schronienia. Nie będę szczegółowo opowiadać, co było dalej, choć Dedal żył jeszcze długo i niejedno zrobił.
Warto może tylko wspomnieć, że władca Krety, Minos, chciał koniecznie odnaleźć artystę, uciekiniera z jego królestwa. Jednak stracił życie we wrzątku Minos Kreteńczyk, prawie się ugotował, kiedy wytropił Dedala. Jeśli będziesz bardzo chciał, chciała się dowiedzieć, w jakich okolicznościach, na pewno sam znajdziesz miejsce, gdzie można się tego dowiedzieć. Jeśli Cię to nie interesuje, nie obeszłoby Cię zapewne i tutaj.
Czas na koniec opowieści.

Nieraz zastanawiam się, dlaczego tak liczni zadzierają głowy i patrzą na syna, który umarł, a tak niewielu spogląda na ojca, który nadal żył.
Zabrania się kopiowania, redystrybucji, publikowania, rozpowszechniania, udostępniania czy wykorzystywania w inny sposób całości lub części treści zawartych w serwisie internetowym e-poezja bez zgody autorów.
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Strona wygenerowana w: 0.0013 s