literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.10.21 z dnia: 06-05-2016)
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Załóż konto
lub
Zaloguj się
Zamiast wadliwego i niebezpiecznego
Internet Explorera
polecamy:

Opera Web Browser
lub:
FireFox Web Browser


Poczytaj więcej tutaj:
Nowoczesne przeglądarki
Rozdział
Pokaż spis treści Edytuj
Szkoła nie jest potrzebna
Pewnego razu pożyczyłam w bibliotece miejskiej Inny świat Gustawa Herlinga – Grudzińskiego. Okładkę zajmowała fotografia autora, a na marginesach zostały zapiski licealistki, dla której powieść była lekturą szkolną. Wyglądały tak:

- Siedzę sobie na polskim i kompletnie nie kumam, co ja tutaj właściwie robię (s.15).
- Dzisiaj omawiamy to gówno, a ja przeczytałam tylko do tego momentu (s.17).
- Powoli usypiam, więc resztę dopiszę jutro... (s.19).
- To znowu ja. Nic nie robię, tylko uczę się fizy, ale nic z tego nie kumam - co za kosmos! (s.21).
- Ludzie, skumajcie tego dziadka na okładce - jaki wypas! (s.22). W ogóle jej
[nauczycielki] nie słucham, coś pieprzy trzy po trzy.
- Ta książka mnie dobija, gdyby była moja, to bym ją spaliła...(s.23)


Na dwudziestej trzeciej stronie urwała się poboczna lektura. Co, mam nadzieję, nie musi oznaczać, że dziewczyna umarła z nudów. Może polonistka po prostu skończyła omawianie książki.
Od kiedy przeczytałam mamrotanie na marginesach (a było to parę dobrych lat temu),  przyglądam się uważniej, jakie pożytki ludzie mają w życiu ze szkoły.  

Miś Zlew

Czasami może się wydawać, że uczeń jest jak Miś Zlew - wypychany wiedzą, która dla niego ma wartość trocin. Nie wie, do czego miałaby się przydać - nie widzi, jak szkoła łączy się z życiem. Przepycha się go z klasy do klasy. A wreszcie wypycha ze szkoły, żeby inni się męczyli. Ufff. Jaka ulga! Miś Zlew zaliczył obowiązkowe: wypchanie, przepchanie i wypchnięcie.  
Nauczanie bywa fikcją lub opiera się na fikcji. Uczeń udaje, że rozumie coś, czego nie rozumie. Nauczyciel udaje, że mu wierzy. W końcu i uczeń, i nauczyciel zaczynają wierzyć, że tak właśnie powinno być.
W testach kompetencji paskudnie wypadają części, w których trzeba się wykazać rzeczywistym, a nie pozorowanym pojmowaniem: czytanie ze zrozumieniem, zadania praktyczne. Świadectwo ukończenia szkoły podstawowej niekoniecznie gwarantuje, że młody człowiek potrafi sprawnie czytać i pisać; bywa, że nie potrafi w ogóle.
Miś Zlew, zamiast pójść z nauczycielem mistrzem w życie, w lasy, na łąki i na plażę, by olcha, wiesiołek i omułek przestały być nazwami bliżej nieokreślonego drzewa, zielska, skorupiaka, klepie w sufit cykl rozwojowy nago – i okrytonasiennych.
Zresztą trudno, aby nauczyciel nauczył, jak odróżnić jesion od olchy, skoro często sam nie umiałby ich wypatrzyć wśród drzew. Ważne, by znać nazwy, a nie umieć rozpoznawać w życiu to, co słowa oznaczają.

Wreszcie wolny

Miś Zlew dostaje w szkole dokument, który oficjalnie potwierdza, że wychowanek umie wszystko, czego naprawdę nie umie. Dopuszczający w praktyce szkolnej rzadko oznacza: jednak coś wie. O wiele częściej jest pamiątką po niewypowiedzianym głośno przez nauczyciela: zejdź mi wreszcie z oczu, szczylu. A celujący zbyt często oznacza w rzeczywistości: ty przynajmniej mnie nie załamujesz.
Nie twierdzę, że tak wyglądają wszystkie szkoły, ale jest ich wystarczająco dużo i tak wielu jest ludzi, którzy prawie niczego nie wiedzą, by pytać, po co komu szkoła, z której wychodzi się w życie jak z pustej piwnicy po wielu latach. Często dopiero wtedy okazuje się, że tym więcej wolności, im więcej wiedzy. I nagle robi się smutno, życie staje się szare; nuda doskwiera coraz mocniej. Miś Zlew narzeka: wyszedł ze szkolnej piwnicy i myślał, że odtąd będzie cudownie, a tu nagle brzydki świat więzi go w następnej.
Zasługuje na podziw ten, komu udało się w zwierzyńcu przepychanych i wypychanych zachować wyobraźnię, zdolność do myślenia, patrzenia, słyszenia, dotykania, rozumienia i nie zafundować sobie życia, które tłamsi.

Co ja tutaj robię? – pyta kosmitka

Dziewczyna, która zostawiła ślady ołówka w Innym świecie Herlinga - Grudzińskiego, nie wie, po co jest w szkole. To nie tak, że tylko nie lubi polskiego. Fizy też nie kuma. Nie wie o żadnej rzeczy, która pomogłaby jej zobaczyć, po co zamknięto ją na parę lat w liceum. Jest w nim kosmitką: co ja tutaj robię? Na polskim bezskutecznie uczy się fizyki. Na fizyce może biologii. Po co? Naprawdę się męczy. A ja naprawdę wierzę, że tego rodzaju życie umysłowe może wykończyć z kretesem. Bezsens szybko potrafi odebrać siły. Normalna rzecz, naturalna reakcja.

A co ma do tego Epoezjania?

Ciekawe, jaki związek ma styl nauczania w polskiej szkole ze zdarzeniami z serwisu literackiego: ludzie tak mocno pragną nieraz powiedzieć coś ważnego i tak rozpaczliwie nie wiedzą, co i jak mówić, by przekonać czytelnika, że to naprawdę ważne.  
Tęsknią rozpaczliwie do ciekawszego świata niż ten, który ich nudzi czy powoli zabija. A jednocześnie zastąpienie połączenia słów, które znają od zawsze, jakimś świeższym - wydaje im się głupie, niepotrzebne. Nie chcą ani nie potrafią dostrzec sensu rezygnowania z wypróbowanych ogólników, schematów, choć to właśnie one zamykają im przestrzeń do życia. Autorzy jednak wolą wierzyć, że wystarczy stereotypy z życia przenieść do wiersza i je opublikować, a nudziarski szablon magicznie się odświeży lub nawet zabrzmi jak nowo wymyślony. I tak autor zyska upragnioną wolność ducha. Poeci, którzy może w szkole pisali na marginesach lektur szkolnych to samo, co dziewczyna w powieści o łagrze, nie potrafią dostrzec, że ich teksty ani jednym szczegółem nie różnią się zawartości setek, tysięcy identycznych wierszowanych zestawów.
- Naprawdę nie widzisz, jakie wybitne i świeże jest spostrzeżenie, że człowiek rodzi się i umiera? - dziwi się autor. - Nieciekawe jest? Jak możesz tak myśleć!? Niemożliwe! Przecież ja ci jeszcze nie mówiłem, że człowiek się rodzi i umiera. Jest ciekawe, ponieważ ja to powiedziałem.

Tęsknota i realność

W wierszach wyraźnie widać, że sama tęsknota do tego, by było inaczej, nie sprawi, że będzie inaczej. Trzeba jeszcze wiedzieć, co i jak zrobić, aby było inaczej i chcieć naprawdę zobaczyć więcej niż chciało się widzieć od lat.
A standard tęsknot do bogatszego życia duchowego wygląda najczęściej tak, że wyobraźnię, gdy nie mieści się w zastanych życiowych gotowcach, odbiera się często jako niepojęte dziwo. Jeśli myśl lub obraz różnią się bardzo zwyczajowych przekonań, wrażliwi poeci komentują autora: pewnie ćpasz, głąbie. Tłumaczenie: zdarzają się ludzie, którzy trzeźwi jak psy potrafią sobie wyobrazić coś innego niż to, co jest - na nic się nie zda. E tam, niemożliwe.

Opublikuję sobie

Czasami do słowa przywiązuje się śmiesznie małą wagę: ktoś niedawno w Epoezjanii powiedział, że sobie publikuje byle pierda, który przyjdzie mu do głowy. Pytanie wobec tego: po co? Po co pokazuje pierdy?
Ktoś świergotliwie, serio informuje: kiedy pisze się samemu, czytać nie trzeba.
Im więcej będzie takich, co piszą, a nie czytają, tym mniejsza szansa, że spotkamy czytelnika prawdziwie zainteresowanego tym, co przekazują inni. Będziemy trajkotać we własny kosmos.

Myślisz, więc jesteś potworem

Niektórzy epoezjanie uważają, że myślenie nie ma nic wspólnego z pisaniem lub nawet rujnuje wiersze. Widuję w Epoezjanii tak żywiołowe obawy przed skutkami myślenia w poezji i w życiu, że wytrzeszczam oczy. Jakby używanie rozumu odczłowieczało. Poeci kojarzą umysł przede wszystkim ze zbydlęceniem, nieczułością, ślepotą. Podobno tylko serce czyni człowieka. Nie rozumiem dlaczego. Nie zgadzam się, że myślenie nie sprzyja życiu.

Mózg w pudle

Jeśli udało Ci się nie zapakować mózgu grzecznie do pudełka, by go sprezentować dorosłym, którzy od lat kolekcjonują w pudłach własne i cudze mózgi, nie będziesz najprawdopodobniej ogłaszał, ogłaszała: codzienność jest szara. A jeśli uwolniłeś, uwolniłaś mózg z pudła, to tym bardziej imponujące, bo prawdziwa przemiana życiowa wymaga ogromnej siły i jest godna najwyższego szacunku.

----
Przepraszam, nie chcę Cię w żaden sposób urazić i ten dopisek zapewne Cię nie dotyczy, a może dla Ciebie zabrzmieć głupio, jednak właśnie się przekonałam, że dla niektórych jest niezbędny, a nie chcę pomijać nikogo w podręczniku.  
Rozdział jest ironiczny. Nie chodzi w nim o generalizowanie, o to, że wszystkie szkoły są do niczego. Chodzi o to, że szkoła jest ważną częścią życia, a największe pożytki z niej płyną wtedy, gdy pracują i uczą się w niej ludzie, którzy w miarę jasno wiedzą, po co się w niej znaleźli: po to, żeby życie i szkoła nie były odrębnymi kosmosami. Szkoła i wiedza mają służyć prawdziwemu życiu, nie życie i wiedza - szkole.
Zabrania się kopiowania, redystrybucji, publikowania, rozpowszechniania, udostępniania czy wykorzystywania w inny sposób całości lub części treści zawartych w serwisie internetowym e-poezja bez zgody autorów.
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Strona wygenerowana w: 0.0013 s