literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.10.21 z dnia: 06-05-2016)
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Załóż konto
lub
Zaloguj się
Zamiast wadliwego i niebezpiecznego
Internet Explorera
polecamy:

Opera Web Browser
lub:
FireFox Web Browser


Poczytaj więcej tutaj:
Nowoczesne przeglądarki
Rozdział
Pokaż spis treści Edytuj
TWA. Część III i ostatnia. Spowiedź Nieistniejącego Tewuańczyka
Ja, Tewuanka, Której Nie Ma, przyglądam Ci się nieraz i myślę, jak zadziwiająco niepartnersko rozdajesz role.
Tobie - według Ciebie - wolno mówić, co chcesz, jak chcesz, ale powinność dla mojej Duszy brzmi: moralnie dostosowywać myśli i mowę do Twoich oczekiwań, potrzeb. W wersji light: Moja Dusza, której się sięniepodoba, powinna ugryźć się w język. Nic trudnego, jeżeli myśli się o dobru Innych, prawda? Dlaczego dla swojej Duszy nie przewidujesz podobnej opcji? Gdyby się we własny gryzła, toby bolało? Oczywiście. To głupie, kobieto - tłumaczysz mi - że tak prostej rzeczy nie rozumiesz!
Pamiętasz: śliczne, bo Moje, Moje, Moje. Kto nie widzi, jakie cudowne, bo Twoje, nie jego, ten kiep i sam sobie szkodzi. Ja mam postępować odwrotnie: życzysz sobie nieustającej troski o Ciebie, pamięci o Twoich potrzebach, natomiast o sobie, o własnych tęsknotach powinnam zapomnieć dla Twojego dobra. Chyba też dość często wydaje Ci się, że wysłałam muchę-zwiadowcę i ona z Twojego pokoju, pocztą tam-tamową, tłukąc odnóżami w ścianę, donosi mi, jaki, jaka Ty jesteś przed komputerem i co akurat myślisz.
Twoja Dusza wywala język na świat, a świat ma obowiązek zagwarantować jej bezwarunkowe bezpieczeństwo: ostrożnie, ostrożnie! Niepodobasię czytelnika wygląda przy Tobie na rodzaj wszechgalaktycznej zbrodni wobec Twej Duszy: czytelnik-rzezimieszek Duszy urzyna Język. O Twoich odzywkach na mniej ogólnikowe zastrzeżenia nie wspomnę.
Nie wymagasz ode mnie partnerstwa, rozmowy. Raczej wolisz klakiera lub oszczędnego w słowach podglądacza-przeżuwacza Twojej intymności; może sobie chrząknąć, abyś wiedział, wiedziała, że jest. Dusza Twa angażuje mnie do swojego spektaklu i zaleca się do mnie, czekając na promocję od firmy Podobaś & Spółka.
Dziwię się dziecięco, kiedy Cię obserwuję. Z jednej strony traktujesz siebie niemal jak bóstwo. Ponoć możesz, cokolwiek zechcesz, a otoczeniu nic do tego. Samowystarczalnie, jak bogowie, mawiasz, że czytelnik nic dla Ciebie nie znaczy. Zastanawiam się: skoro nie jest ważny, po co go szukasz? Z drugiej strony, często opisujesz świat tak, jakby od Ciebie nic nie zależało: Tobie coś świat robi, Tobie coś robią ludzie, ja coś Tobie robię. Mówisz o sobie, jakbyś był, była przedmiotem, rośliną, krzesłem, paprotką w doniczce. Tylko ja decyduję, co się z Tobą zdarzy, a nie to, co i jak sam, sama robisz. Rzadko przychodzi Ci do głowy, że Twoje poetyckie działania, czyli wiersze, wpływają na ton rozmowy. I znowu głowię się: z jednej strony reagujesz najczęściej tak, jakby tekst stanowił część Twojego ciała, świętego Ciebie, a z drugiej - nie wierzysz, że cokolwiek znaczy, współtworzy kontakt, że przede wszystkim słowa, jakie do niego wybierasz, wyznaczą losy spotkania.
Chce mi się śmiać. Ty i ja w wariackim cyklu, w którym wymieniają się rolami Potwory i Ofiary. Ty dla mnie - działasz jak Potwór-Maszynka i bywa, że czuję się jak Twoja ofiara lub ktoś, kto ją przy Tobie sam robi z siebie. Dla Ciebie ja jestem Potworem, Ty widzisz siebie jako moją ofiarę. W moich oczach natomiast to Ty robisz ofiarę z siebie.
Masz może pomysł na wyjście z pułapki? Czy nie warto myśleć, jak i po co uwalniać się z zaklętych potrzasków, w których miejsca starcza tylko na czarne i białe? Idę myśleć. Papa. Dobrego.
Zabrania się kopiowania, redystrybucji, publikowania, rozpowszechniania, udostępniania czy wykorzystywania w inny sposób całości lub części treści zawartych w serwisie internetowym e-poezja bez zgody autorów.
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Strona wygenerowana w: 0.002 s