literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.10.21 z dnia: 06-05-2016)
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Załóż konto
lub
Zaloguj się
Zamiast wadliwego i niebezpiecznego
Internet Explorera
polecamy:

Opera Web Browser
lub:
FireFox Web Browser


Poczytaj więcej tutaj:
Nowoczesne przeglądarki
Rozdział
Pokaż spis treści Edytuj
Zaimek mój jest Twój, Najdroższy - zaskarżam w części końcowej, czyli niekonstruktywna polemika
Zaimki dużoliterowe zabijają wiersze, to fakt, ale intymność - to już inna sprawa. Jest przecież częścią, wręcz kawałem wielkim, poezji.
Dla jednych intymnym zjawiskiem może być erekcja na widok kiełbasy. Innym intymność będzie kojarzyć się z nalewaniem w szklane ciało srebrnych kropelek głosu.
Gdyby nie intymność i ludzkie podglądactwo, zasoby poezji całego świata zmieściłyby się w niewielkim zeszycie.
Osobisty charakter może mieć przecież wszystko - zarówno zasmarkana chusteczka, jak i arcydzieło pisarczykowate. Problem tkwi w czytelniku. Zależy, co dla niego jest wchodzeniem z butami w czyjeś prywatne życie. Czasem właśnie taki intymny wiersz ma być wycieraczką, która pozwoli czytelnikowi wytrząsnąć jego błoto w jednym wierszu, by już czyściutko wskoczyć do następnego.
Nie można też pominąć, niestety, autorów.
To o czym tu teraz mówię, może być nic nie warte... Bo tak. Czasem wiersz jest osobisty i intymny, by szokował, ale zdarza się często, że intymność ta staje się dość groteskowa: czytelnik czuje się jak ginekolog po pięciu skrobankach i ośmiu porodach; ma już po prostu dość wnętrzności.
Z umiarem, poeci – artychy, z umiarem.
Czasem intymnie i osobiście - ale bez pokazywania przy tym gołego tyłka.

-------------------------------------------
Jakim cudem w podręczniku znalazł dla siebie miejsce zalążek rozmowy: między rozdziałami, między epoezjanami, między nie do końca zgodnymi spojrzeniami na jedną sprawę?
Podręczniki - jak wiadomo - mają nauczać, a zatem posługują się na ogół metodą wykładu, którego zawartość można wprawdzie podważyć, ale nie w samym wykładzie; nie w samej książce i nie w każdej sytuacji (nie robi tego np. uczeń, prawda?). Wykład jest do słuchania, a nie dyskutowania.
Tak naprawdę zresztą wydaje się, że większość czytających podręczniki wcale nie chce - nie wiadomo czemu - z niczym dyskutować. Chce dowiedzieć się, co trzeba wiedzieć, czego wymagają od nas Inni. Zaliczyć. I czasem zapomnieć, czasem nie.
Jednak dziś uczestniczyłam w zajęciach, w których jeden z obecnych zauważył coś na pozór oczywistego: - W encyklopediach nie ma pytań. Ani retorycznych, ani żadnych innych.
I nagle doszło do mnie z całą jaskrawością, dlaczego tak rzadko korzystam z encyklopedii:
j a k   m o ż n a   l u b i ć   k s i ą ż k ę,  k t ó r a   o   n i c   n i e   p y t a?
Gąszcz odpowiedzi. Prawda, że z nieraz przydatnych, że aktualizowanych, ale jednak - bez dwóch zdań - encyklopedie to wyłącznie same, ciągnące się metrami, jak poletka z papieru, odpowiedzi.
Można zgodzić się na nie tylko wtedy, gdy uzna się, że istnieją jako ziarna następnych pytań, które zada ten, kto czyta.
Dlatego, skoro epoezjański gołąb pocztowy przyniósł w dziobie list z kolejnym rozdziałem (w odpowiedzi na podręcznikową odpowiedź), to Podręcznikowi Grafomana może to tylko pomóc, a nie zaszkodzić. Choćby dlatego, że da się dzięki temu łatwiej dostrzec, hm, czarno na szarym, że niewiele jest rzeczy typu ziemia się kręci pod wyklepanym słoniem z trąbą, czyli takich, które muszą dla każdego być identycznymi.

Zabrania się kopiowania, redystrybucji, publikowania, rozpowszechniania, udostępniania czy wykorzystywania w inny sposób całości lub części treści zawartych w serwisie internetowym e-poezja bez zgody autorów.
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Strona wygenerowana w: 0.002 s