literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.10.21 z dnia: 06-05-2016)
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Załóż konto
lub
Zaloguj się
Zamiast wadliwego i niebezpiecznego
Internet Explorera
polecamy:

Opera Web Browser
lub:
FireFox Web Browser


Poczytaj więcej tutaj:
Nowoczesne przeglądarki
Rozdział
Pokaż spis treści Edytuj
Zakazane słowa
Nie ma takich.

Nieprawda, że w poezji zakazuje się dziś obecności aniołom lub sztyletom. Nie zabrania się też pieprzenia ani cierpienia, pustki, niemego i krzyku.
Słowa pojedynczo są. Są sobie. O ich losie decydują połączenia, spotkania z innymi nazwami.
Człowiek pokazuje, kim jest, kim bywa, kim może się stać dopiero wtedy, gdy wejdzie w (choćby najwątlejszy) kontakt z otoczeniem. Słowo również zachowuje się, wygląda, mówi rozmaicie w zależności od tego, z jakimi słowami się spotyka, w jakich okolicznościach, w jaki sposób i po co. Dlatego na ten sam wyraz w różnych wierszach patrzący ma prawo zareagować (i zapewne zareaguje) inaczej.  

Obojętne związki

Przy wyborze połączeń wyrazów do tekstu warto brać pod uwagę, że niejeden związek słów przypomina małżeństwo, w którym partnerzy dawno zapomnieli, dlaczego są razem. Wywietrzała miłość. Poszła w siną baśń czułość. Przywiązanie lub przyjaźń osłabły, a później zdechły. Zostało przyzwyczajenie i mechaniczne czynności, żeby jakoś przeżyć wspólnotę, choć się jej nie kocha ani nie lubi, a mimo to tkwi się z obcym z różnych przyczyn. Nie wiadomo, jaki sens miałoby rozstanie i życie w pojedynkę lub szukanie innego związku ani do jakiego celu celu ten nowy mógłby zmierzać. A czasem, chociaż sens zmiany jest jasny, brakuje siły, chęci, ufności wobec życia, umiejętności lub środków, by spróbować przemiany.
Tak samo automatycznie i nieatrakcyjnie żyją niektóre związki wyrazów.

Rzuć okiem na kochanie

Wyobraźmy sobie, że ktoś mówi np.: rzuć okiem, dasz wiarę, zimne nóżki, weź się w garść czy u stóp góry. Kto dziś pamięta, że to są metafory? Skoro są słowa w pakiecie - gotowcu pod ręką, bierze się je odruchowo. Czasem identycznie, bez myślenia, mówi się rano: dzień dobry, kochanie.
- No i co z tego, że bez myślenia - wyburczy ktoś. - Dzień dobry nie wymaga myślenia. Zgoda. Nie wymaga. Ale już kochanie - być może czasami tak.

No mówię przecież, że cię kocham, szlafroku jeden

Kochanie nie musi oznaczać tego, co teoretycznie oznacza. Ot, spojrzy człowiek uważniej niż dotąd i nagle stanie się widoczne, że na przykład kochanie znalazło się ratunkowo, zamiast dłuższego i niewygodnego w użytkowaniu opisu: człowieku, z którym jestem, chociaż czuję do ciebie tyle, co do szlafroka, dzień dobry ci [jak wczoraj i jutro, i pojutrze].
Tak, zdecydowanie zwięźlejsze kochanie oszczędza czas. Dzięki niemu również unika się trudności, z którymi należałoby się zmierzyć, gdyby uściślić partnerowi, co człowiek ma dokładnie na myśli, kiedy mówi: kochanie. Nie kusimy zatem losu i zadowalamy się bezpiecznymi słowami. Na pozór są bez niespodzianek i nie szykują zaskoczenia.

Moc hamburgera

Nie zatrujesz się nim. Nie zachwycisz. Nie będziesz się zastanawiać, co znaczy.
Wiersz także pozwoli się przełknąć jak mielone w bułce, gdy składa się w całości z słów zobojętniałych w związku bez zmian przez lata, stulecia, tysiąclecia. Tyle w nich dziś życia, mocy i poezji, ile ma jej hamburger. Kto go nie zostawi, jeśli dowie się, że w koszyczku gdzie indziej czeka świeżo upieczony chleb?
Zabrania się kopiowania, redystrybucji, publikowania, rozpowszechniania, udostępniania czy wykorzystywania w inny sposób całości lub części treści zawartych w serwisie internetowym e-poezja bez zgody autorów.
(c) 1996-2016 by SOKARIS, http://www.sokaris.pl
Strona wygenerowana w: 0.0015 s