literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.11 z dnia: 20-04-2021)
(c) 2004-2021 by E-POEZJA
Załóż konto
lub
Zaloguj się


Do przeglądania polecamy:


FireFox Web Browser
Wiersz z listy autora o pseudonimie teo
<< Poprzedni wiersz tego autora Następny wiersz tego autora >>
Pokaż wszystkie wiersze tego autora Dodaj do ulubionych
astrape
wstałem wcześno bo to lato żniwa żęcie
moje korabi wóz drabiniasty niczym żaglowiec
polna flotylla masztowców słońce przeplata
się z deszczem jak za dni noego

a wy w mieście macie jeszcze śpiochy w oczach
gdy ja już dawno na nogach jestem
trzeba będzie zbierać kłosy za żniwiarzem
tak naprawdę to nie jestem stąd jestem biednym
cudzoziemcem

odpoczywam przy dziesiątku snopów z pełną
miarą ziaren na chleb też ten w przenośni
w kance kompot z jabłek są kanapki pamiętam
tę ucztę na kocu w dniu apokalipsy gdy dzień
się kończył a pod snopami harcowały polne myszy

nieuchronnie zbliżał się koniec lata zapełniały
się ziarnem spichrze te małe i te duże dopełniał
się cykl snu i przebudzeń bo ponoć wszystko
płynie jest w ruchu bywa zmienne
Opublikowany: 10-03-2021 10:17 przez: teo
Dodaj komentarz
Właściciele serwisu nie odpowiadają za treść umieszczanych utworów i komentarzy. Wszelkie uwagi prosimy kierować bezpośrednio do ich autorów. Wszystkie utwory i komentarze zamieszczone na stronie podlegają ochronie. Zabrania się ich kopiowania, przetwarzania lub rozpowszechniania bez zgody autorów.
Komentarze (2)
astrape

wstałem wcześno bo to lato żniwa żęcie
moje korabi wóz drabiniasty niczym żaglowiec
polna flotylla masztowców słońce przeplata -------przeniosłabym to do wersu poniżej
się z deszczem jak za dni noego

a wy w mieście macie jeszcze śpiochy w oczach
gdy ja już dawno na nogach jestem
trzeba będzie zbierać kłosy za żniwiarzem
tak naprawdę to nie jestem stąd jestem biednym
cudzoziemcem

odpoczywam przy dziesiątku snopów z pełną
miarą ziaren na chleb też ten w przenośni
w kance kompot z jabłek są kanapki pamiętam
tę ucztę na kocu w dniu apokalipsy gdy dzień
się kończył a pod snopami harcowały polne myszy

nieuchronnie zbliżał się koniec lata zapełniały------------------lepiej chyba byłoby, że nieuchronnie zbliżała się jesień----bez drugiego 'końca'
się ziarnem spichrze te małe i te duże dopełniał
się cykl snu i przebudzeń bo ponoć wszystko
płynie jest w ruchu bywa zmienne

astrape

wstałem wcześno bo to lato żniwa żęcie
moje korabi wóz drabiniasty niczym żaglowiec
polna flotylla masztowców
słońce przeplata się z deszczem jak za dni noego

a wy w mieście macie jeszcze śpiochy w oczach
gdy ja już dawno na nogach jestem
trzeba będzie zbierać kłosy za żniwiarzem
tak naprawdę to nie jestem stąd jestem biednym
cudzoziemcem

odpoczywam przy dziesiątku snopów z pełną
miarą ziaren na chleb też ten w przenośni
w kance kompot z jabłek są kanapki pamiętam
tę ucztę na kocu w dniu apokalipsy gdy dzień
się kończył a pod snopami harcowały polne myszy

nieuchronnie zbliżała się *jesień zapełniały
się ziarnem spichrze te małe i te duże dopełniał
się cykl snu i przebudzeń bo ponoć wszystko
płynie jest w ruchu bywa zmienne

Podoba mi się.
23-03-2021 00:30 wre... [Link do komentarza]
Moim skromnym zdaniem - piękny wiersz!
20-03-2021 20:13 floriankonrad [Link do komentarza]
(c) 2004-2021 by E-POEZJA
Strona wygenerowana w: 0.00436 s