literacki serwis recenzencki e-poezja
(wersja serwisu: 0.11 z dnia: 20-04-2021)
(c) 2004-2023 by E-POEZJA
Załóż konto
lub
Zaloguj się


Do przeglądania polecamy:


FireFox Web Browser
Wiersz
<< Poprzedni wiersz Następny wiersz >>
Pokaż wszystkie wiersze Dodaj do ulubionych
Autor wiersza ma możliwość korekty treści wiersza. Aby to zrobić, autor musi być zalogowany i z menu wybrać pozycję Moje wiersze; obok każdego wiersza w liście znajduje się przycisk Popraw.
 
Tachiony
jest dość nieprzyjemnie, wręcz ordynarnie pokacowo,
klimat w pokoju schnie na wiór. siedzę na bezwódczu
i czuję, jak przenikają mnie szybkopędne obrazy.

na przykład taka wiewiórka, niemal do reszty
wjeżdżona w asfalt. tylko ogon jako tako się ostał.
i falowała ta martwa kita, poruszana pędem powietrza,
gdy przetaczały się obok i nad nią, auta.

znowu wizualizuje mi się dzieciństwo. zarazem
chcę pełni dorosłości. takiej bez trzymanki i na chama.

o, ludzie się schodzą. cali z powietrza. deszyfranci
moich kolorowych wizyjek, niewidzialni przyjaciele,
panie o małpich twarzach jak u Bukowskiego,
prawilne ziomeczki w szmizjerkach.

parytety – do parteru! niech tylko ksobne się liczy,
dreszcz leci z absurdalnie wielką prędkością
przez trawione gorącem ciała.

musi być agresywniej i z głębi, jakby markiz de Sade,
siedząc na plecach Walaszka, pisał scenariusz nowego
odcinka Matysiaków!  abyśmy wydobyli z wnętrz
całe pokłady pozornie niespajalnego, cisnęli sobie
w twarze bryłkami tego urobku!

parę złych wiadomości: dziecko zaczęło rosnąć
w oku naszej wspólnej koleżanki. trzeba je wybrać,
ranę przemyć tequilą lub octem. jeden z kumpli
wspominał coś o zdolności kredytowej,
WIBOR-ze. no i się doigrał.

musimy mu przyszyć do głowy durno wesołą
czapeczkę ze śmigiełkiem (widziałem takie
u dzieciaków na amerykańskich filmach)
i zamknąć gnojka w jednoosobowej kapsule
(nie wiem, skąd wziąć! może zrobimy z toi-toia!),
aby posiedział sam ze sobą,
nauczył się szczeniackiego egocentryzmu.

a tak poważnie: nic nie trzeba. kruszą się ściany,
pęka strop tej dyskoteki. nawet mżawka podeschła.
ostatnie strugi, ciurkotliwie ściekające z fal
eternitu, niosą powtarzający się obraz:
ja mozolący się nad listem, który zamierzam
wrzucić do butelki. i cisnąć nią
w rozkołysaną przestrzeń.

ja pochylony nad kartką, o głowie rozpłaszczanej
przez zwały piachu nasuwające się na skronie.
Opublikowany: 23-05-2024 10:43 przez: floriankonrad
Dodaj komentarz Zmień czcionkę
Komentarze (0)
Ten utwór nie posiada jeszcze żadnych komentarzy
(c) 2004-2023 by E-POEZJA
Strona wygenerowana w: 0.00790 s