|
Autor wiersza ma możliwość korekty treści wiersza. Aby to zrobić, autor musi być zalogowany i z menu wybrać pozycję Moje wiersze; obok każdego wiersza w liście znajduje się przycisk Popraw.
|
|
| esej trauma for one |
„Czemu mi jeszcze nie każesz […] zjeść serce lub wątrobę smoka, albo z głosu i śpiewu łabędzi i ptaków poznać moje losy, jako niegdyś czynili Arabowie w kraju Mezopotamii”?
Gargantua i Pantagruel, fragment powieści Francois Rabelais'go.
Człowiek i jego „niezależny osąd” – to największy żart od kiedy Germanie przeszli na chrześcijaństwo i zaczęli ślubować czystość. Najlepiej chyba widoczny w nowej dyscyplinie sportowej – traumatyzmie, na którego rusztowaniu wznosi się cała myśl mentalna Okcydentu. Och, ileż zachodu wkłada się w główkowanie nad przyczynami stękania dojrzałych homo sapiensów! A jęczą seryjnie. Wystarczy poszperać we wspomnieniach z dzieciństwa i już – dłuto do mózgu gotowe! Rzeźbi się tak soczyste prawdy o ludzkiej duszy, że Fidiasz z rękodziełami ukazujący tragizm losu może się schować. Wbija się do łba per fidem seu revelationem klejnoty kultury predystynowanej do „czynienia sobie ziemi poddanej”. Od niepokalanego poczęcia na pełnym wypasie dofinansowania in vitro aż po genetyczne uwarunkowania tj. całoroczne andrzejkowe lanie wosku na wodę. Długo by zbierać menu wynaturzania współczesnej psychologii do jednej kupy w jako takie poręczne kompendium, by zgrabnie to przedstawić, co stramuatyzowany podmiot potrafi wyczyniać. A przecież każdy przypadek jest indywidualny! – więc objawienia artystyczne wyrastają jak grzyby po wizycie w lupanarze. Od jakiejkolwiek strony się traumy nie ruszy, sprawa śmierci na kilometr. Trauma ściele się gęsto. Tu zaburzonko, tam dysfunkcja, jeszcze gdzie indziej blokady, albo „panie złoty, bomba wybuchła mi metr od kutasa i żyję!”. Trauma to doskonała maszynka do zabijania nowych doświadczeń. Co można zrobić, jak się jest obciążonym traumą? Samo wprowadzenie terminu reaktywuje poszukiwanie nowego Świętego Graala. Nowego źródła wszelkich aktywności. W takim obiektywie gdziekolwiek i jakkolwiek nie ruszy się dekownik zwany podmiotem, łazi jak ta sierota obrzygana z urazami z okresu, jak robił pod siebie. I główkuje, że notoryczne jego popełnianie gaf bierze się stąd, że nie uświadomił sobie do tej pory związków swojego nieudacznego zachowania z wypadkiem na trzepaku, gdy był gówniakiem. Klasyczny nieład duszy, w który zamiast się wczuć, biorą się za jego sprzątanie. Bo jeśli czegoś rozumek nie pojmuje, znaczy, że trzeba wykosić logicznym obiektywnym osądem – w skrócie człowieczyć. I pucują na amen, aż zostaje samo zdrowie, kosmiczny pył łaski uświęcającej, proch do wystrzelenia się poza Świat. No bo jak podmiot zwany poświęceniem, najbardziej rudymentarna cząstka rzeczywistości społecznej (sic!) może żyć inaczej na Świecie jeśli nie z przyczyny? Trauma jest jak znalazł na każdą miarę pacana. Musi boleć, nie ma zmiłuj. Uświadamianie sobie swoich traum przypomina średniowieczne wypędzanie demonów z prostytutek, których nie było stać na alfonsów. Skłania terapeutów do bezbożności! Tylko z przewidzenia da się coś zrobić. Przecież nie bez przyczyny wywołałeś karambol na autostradzie, śpiesząc się do odmóżdżającego obozu pracy dla kilku monet. Jakieś podstawy muszą być. Skądś ci się to wzięło. To musi być trauma. Coś nieprzepracowanego. I jeps w tira. Trzeba połączyć się z duchami dzieciństwa, ciekawe czy odbiorą i mają sekundowe naliczanie. Niewątpliwie jedną z najfikuśniejszych wśród wróżb społecznych przyczyn zaburzeń psychicznych jest trudne dzieciństwo. Oj, czego tam nie ma. Czego to nie kryje ów kraina i jakich skarbów poznania nie posiada. Tam jak dobrze poszukać, to znajdziesz kluczyki do Fiata 126p i Norwidowe bokserki z przytułku dla bezdomnych. Trauma to nowa kula cygańskiej baby do przepowiadania przyszłości w wersji legitymizowanej naukowo. Ów temat przewodni, z którego niczym z woreczka rozmaitości różnej maści współcześni akrobaci dusz – lekarze, psychoterapeuci, etycy, gargamele, kosmetyczki i ostronosy wyczytują coraz to wymyślniejsze przypadłości, które rzekomo wloką się jak smród po gaciach nieszczęsnemu dotkniętemu traumą gatunkowi. Trauma, trauma, trauma na wysokości! Dynda na wszystko z góry i nie daje żyć… Nowy rzucacz cieni! Nowy pion. Przepis na limitację ludzkich odruchów, by za bardzo się nie szarpał jeden z drugim zbyt ciekawski osobnik. Temat kręty jak brudna rzeka podziemi najbardziej kuszących z nęcących. Kto by nie chciał mieć jakieś traumieńki, która się za nim ciągnie jak wierny kompan trudnej podróży i jest wytłumaczeniem każdej nieobecności! Jakże lubują się i prześcigają w dorabianiu zależności między niepodawaniem kaszki manny przez mamunię na śniadanko a tym, że synuś ładuje w nos proch pancerny, który przedziurawia mu łeb i wydłubuje oczy. Spokojnie, jeszcze trochę a egzekucje znikną. Tylko trochę więcej pracy nad traumami. A że synalek dmucha co się rusza na horyzoncie jak artyleria dalekosiężna to pewnie wina niedopieczonych placków po węgiersku! Wykopać babcię z grobu i powiedzieć jej co się czuje. Metafizyczny e-mail do zaświatów. Istnieje niejako niepisane prawo przymusu obciążenia – nie jesteś czymś straumatyzowany, znaczy, że jest coś z tobą nie tak. Beztroskość w XXI wieku?! Are you out of your fucking mind! Pokażcie mi człowieka, a znajdę na niego traumę! Spokojnym wzrokiem psychiatry skanuje się oznaki nierozumu. Lista jest nieskończona jak nieprzewidywalność Życia niemieszcząca się w wyobrażeniu ludzkim. Doprawdy niebywałe, z jakim zapałem są okraszane naukowym stempelkiem dyrdymały o wpływie zachowań z dzieciństwa na kształtowanie się psychiki. Nie umiesz zachowywać się czule? Miałeś dysfunkcyjny dom, w którym terier podżerał ze stołu. Nie umiesz się komunikować bez dominacji? Na pewno karmili cię landrynkami z procy. Nie umiesz przejść obojętnie, widząc krzywdę ludzką – masz traumę wynikającą z faktu, że byłeś tłustym, obżartym, leniwym bachorem, który nadawał się tylko do gry w piłkę na kiście. Ja cię sunę! Wzruszające. Młyny traum mielą nieustannie, co się da. Zaraz nie będzie można w spokoju zjeść steka medium rare, bo zostanie to uznane za nieprzepracowany akt mięsożerny. Nowi kaznodzieje norm, producenci szczęścia podkręcają tempo moralnych pokut. Niezmordowani w wymyślaniu nowych mostów między tym, co doświadczyło się za młodu a tym co obecnie. Nie cofną się przed niczym, by ujarzmić nadchodzące w unikatowej spontaniczności Życie – główną przyczynę chorób psychicznych. Zero wiary w nowość, zero wiary w niespodziewaność. Królestwo lunatyków z doskonałymi wynikami morfologicznymi. Wszystko skąd gdzieś wynika. Nic przed traumą się nie uchowa, żadna beztroska, żaden skok w bok, żaden uśmiech miłosny. I słynne: „wszystko już było” jako dyspozytor pobożności. Paralizator kreatywności. Jeszcze nie było religii tak dobrze udowodnionej naukowo jak psychologia wraz z jej arsenałem traum. Do wyboru do koloru, a jak się nie podoba to szalej sobie, ale za swoje. Szaleństwo bardzo drogo kosztuje, staje się towarem luksusowym. Kto nie chciałby mieć magicznego guziczka do wyjaśniania swoich podłych zachowań? Niszczarki porywów zbyt gwałtownej krwi. Żółtych papierów do unieważniania niechcianych wydarzeń przyszłości? Trauma przychodzi z pomocą wraz z postępem ludzkości. W końcu przecież można jakoś z tym żyć, wystarczy sobie uświadomić, że to nie my byliśmy okrutni, ale zrobiono z nas okrutnych w plejstocenie. W epoce lodowcowej mamucich serc. Jakże szybko wraz z rozwojem nauk szczegółowych okazało się, że są ludzie, którzy zgładzą cały Świat, byle uratować siebie. Trauma więc jak gorący kartofel krąży z rąk do rąk. Czyste złoto merkantylnego obrotu - wyrafinowana ars veneficii współczesności. Trauma for one. Spersonalizowany pakiet szczęścia. Najlepiej zmartwychwstające dobro po antydepresantach. A to dopiero początek pregenitalnego jojczenia. Szeroko otwarte bramy do nawrócenia dla nowonarodzonych chorych.
|
| Opublikowany: 28-01-2026 18:44 przez: borkos |
|